Polka z nagrodą L’Oréal w Niemczech; droga do Polski wciąż wyboista

Pracująca w Niemczech Polka, dr Małgorzata Włodarczyk-Biegun, została laureatką niemieckiej edycji konkursu L’Oréal-UNESCO For Women in Science. Choć myśli o powrocie do kraju, na drodze ku temu stają: późniejszy wiek samodzielności naukowej w Polsce i mniejsze wsparcie dla kobiet w nauce.

Dr Małgorzata Katarzyna Włodarczyk-Biegun. Żródło: Peter Böttcher/L’Oréal

Dr Małgorzata Włodarczyk-Biegun pracuje w niemieckim INM Leibniz Institute for New Materials. Zajmuje się tam biodrukiem, czyli drukiem tkanek w technologii trójwymiarowej. Wraz z grupą naukowców pracuje nad drukowanym tą techniką hydrożelem inspirowanym materiałami naturalnymi, a konkretnie małżami. “Rozwijamy polimery, które imitują naturalne białka produkowane przez małże. Dzięki tym białkom małże mogą przylegać bardzo mocno do skał. Używając naszego materiału, możemy otrzymać warstwy zawierające różne typy komórek. W ten sposób można budować różnego rodzaju tkanki” – wyjaśniała w rozmowie z PAP dr Włodarczyk-Biegun.

Więcej o prowadzonych przez nią badaniach można przeczytać tutaj.

Niedawno została jedną z trzech laureatek niemieckiej edycji konkursu L’Oréal-UNESCO For Women in Science. Choć podobny konkurs przeprowadzany jest też w Polsce, to niemiecka edycja różni się od tej polskiej. Doceniane są w nim zwłaszcza kobiety, które z powodzeniem łączą karierę naukową z rolą matki.

Nagroda L’Oréal to 10 tysięcy euro dla laureatki. Część nagrody wypłacana jest jako stypendium, a część można przeznaczyć na ćwiczenie umiejętności miękkich. Wsparcie finansowe otrzymuje też instytucja, z której pochodzi badaczka. Dofinansowanie możne ona przeznaczyć na tworzenie ułatwień dla kobiet, które chcą łączyć naukę z rodziną.

“Praca w nauce wymaga tego, aby na bieżąco być ze wszystkimi naukowymi nowościami. Kiedy jesteśmy na urlopie macierzyńskim i nie jesteśmy na bieżąco z tym, co się dzieje w nauce, to tracimy informacje oraz szanse na kolejne publikacje. Jeśli kobiety nie ma przez rok w pracy i przez to nie zdąży opublikować np. trzech publikacji, a w tym czasie zrobi to jej kolega, to on ma większe szanse na pracę w zespole badawczym i rozwój kariery” – opisuje badaczka.

W Niemczech – gdzie pracuje – zarówno państwo, landy, ale też instytucje dbają o wyrównanie szans kobiet i mężczyzn na rynku pracy.

“Istnieje np. stanowisko urzędnika ds. równych szans. Ktoś taki jest w każdej większej niemieckiej instytucji czy uniwersytecie. Dba on o to, czy np. w danym miejscu pracy jest tyle samo długoterminowych kontraktów dla mężczyzn i kobiet, czy kobiety nie są opłacane gorzej niż mężczyźni. Działa to także w drugą stronę. Bo jeśli tej równowagi – między pracą a domem – nie będzie również u mężczyzn, to cała odpowiedzialność za sprawy rodziny i domu spada na kobietę” – wyjaśnia.

Urzędnicy ds. równych szans przygotowują też czteroletnie plany, które mają wskazywać, na ile poprawia się sytuacja kobiet w danym miejscu pracy. Do takiej osoby można się również zgłosić, jeśli potencjalny pracodawca będzie np. pytał kobietę o jej plany rodzinne. “Według prawa nie można zadawać tego rodzaju pytań”- zaznacza dr Włodarczyk-Biegun.

“W porównaniu do Polski w Niemczech jest więcej programów, które mają wesprzeć kobiety, prowadzące karierę naukową” – wyjaśnia.

Niemieckie ministerstwo nauki i edukacji ma program, w którym wspiera finansowo uczelnie zatrudniające kobietę-profesora. Własne programy wsparcia kobiet w pracy badawczej mają też poszczególne instytucje naukowe – np. Towarzystwo Leibniza. W swoim programie koncentruje się na szkoleniu kobiet, w celu zwiększenia produktywności w pracy i szans osiągnięcia sukcesu. Towarzystwo Maxa Plancka każdego roku opłaca zaś 10 stanowisk dla kobiet, które chcą zakładać swoje grupy badawcze.

Dr Małgorzata Włodarczyk-Biegun studiowała m.in. inżynierię biomedyczną na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Doktorat obroniła w Holandii, której system nauki znała z wcześniejszego wyjazdu na Erasmusa. “Bardzo spodobała mi się praca naukowa za granicą. Pomyślałam, że chciałabym kiedyś wrócić do Polski, ale może jeszcze nie wtedy i rozglądałam się za postdockiem w Europie” – powiedziała. W ten sposób trafiła do Niemiec.

“Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że będę zajmowała się drukiem 3D. Bardzo mnie to jednak interesowało, a wtedy w INM Leibniz Institute for New Materials – powstawało nowe laboratorium druku 3D, za które jestem teraz odpowiedzialna” – zaznaczyła.

W Niemczech – już jako mama – aplikowała o stypendium fundacji niemieckiej Noblistki Christiane Nüsslein-Volhard – CNV Stiftung. Fundacja ta wspiera młode kobiety, które robią karierę w nauce i chcą ją łączyć z rodziną. Przyznaje comiesięczne wsparcie finansowe, które można przeznaczyć np. na opiekunkę do dzieci, lub pomoc w sprzątaniu, aby w ten sposób odciążyć kobietę pracującą w nauce z obowiązków domowych. Z grona stypendystek CNV Stiftung L`Oreal wypiera trzy laureatki swojego konkursu. W ten sposób wybrało też dr Włodarczyk-Biegun.

“Bardzo chciałabym wrócić do Polski, ale nie wiem, czy to jest właściwy moment. Największym problemem jest to, że samodzielność naukowa jest uzyskiwana w Polsce tak późno. W Niemczech profesorem zostaje się średnio między 40 a 50 rokiem życia. Później szanse na to spadają. W Polsce średnio około 46. roku życia uzyskuje się habilitację. Jest to więc 10-15 lat różnicy. To ma znaczenie zwłaszcza, gdy już zasmakowało się niezależności naukowej” – zauważa badaczka.

Przyznaje jednak, że aplikowała do jednego z programów Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej, który wspiera powroty naukowców do Polski. “Skorzystałam z oferty NAWA, bo jej program gwarantuje taki sam poziom zarobków, jakie mam w Niemczech. Oprócz tego także pensję dla dwóch pracowników grupy projektowej, więc jest to propozycja bardzo ciekawa. Konkursy dopiero będą się jednak rozstrzygały, więc zobaczymy, jaka będzie przyszłość” – mówi.

PAP – Nauka w Polsce, Ewelina Krajczyńska

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl


Zobacz także:

Czy Polak za granicą może odnieść sukces?