Jak wyskoczyć ze świata cyfrowego

Socjolog z Gdańska na dwa miesiące postanowił odłączyć się od internetu. Po 10 dniach włączył jednak smartfona, na pół godziny dziennie. – Świadomie wyłączyłem się ze świata cyfrowego. Byłem zmęczony nadmiarem informacji – tłumaczy.

30 kwietnia 2017 r. dr Maciej Dębski, socjolog z Gdańska, ogłosił na Facebooku: „Jestem offline”. Wyłączył smartfona, tablet, internet. Podłączył w domu telefon stacjonarny. Kupił tradycyjny budzik i mapę Polski, bo z GPS-u też zrezygnował. Zaplanowane sprawy przepisał do papierowego kalendarza. Planował, że w maju i czerwcu będzie żył całkowicie poza siecią.

„Mocno zagrałeś”, „Nie uda się” – tak jego plan komentowali internauci.

Mój mózg był zmęczony informacjami

Dr Maciej Dębski pracuje jako socjolog na Uniwersytecie Gdańskim. Jest założycielem Fundacji Dbam o Mój Z@sięg, która razem z Instytutem Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa UG przygotowała raport dotyczący nałogowego korzystania z telefonów komórkowych, czyli fonoholizmu. Jest on podsumowaniem ponad dwuletnich badań naukowych. W tym czasie badacz sprawdzał, czy dzieci z podstawówek, gimnazjów oraz szkół ponadgimnazjalnych są przywiązane do sieci i smartfonów oraz jak z nich korzystają.

4-latek z kontem na Facebooku

Z raportu wynika, że, że 2–3 proc. uczniów przejawia wyraźne objawy patologicznego używania smartfona.

Fonoholicy nie rozstają się z telefonem, ciągle go dotykają, kładą się z nim spać i wstają z urządzeniem w ręku, nałogowo oczekując na kontakt. Gdy nie są w sieci, tracą poczucie poczucia bezpieczeństwa, boją się, że utracą wpływ na dziejące się wydarzenia, przeżywają lęk związany z byciem poza głównym obiegiem informacji tzw. syndrom FOMO („Fear of missing out” – lęk przed przegapieniem czegoś ważnego).

O tym, że korzystanie z sieci często całkowicie pochłania dzieci, dr Dębski widział także na szkoleniach, które prowadzi dla rodziców i nauczycieli w całej Polsce. Podczas wykładów i konferencji mówił, jak unikać zagrożeń wynikających ze złego korzystania z nośników cyfrowych, tłumaczył także, jak być odpowiedzialnym ich użytkownikiem.

Badacz widział: 4-latki, które mają swojego smartfona i profil na Facebooku, 10-latków uzależnionych od gier komputerowych, którzy są tak mocno zanurzeni w świat mediów cyfrowych, że nie potrafią się skupić na rzeczywistości.

Wyniki badań pokazały także, że młodzi ludzie coraz częściej nie potrafią budować relacji z rówieśnikami w świecie rzeczywistym.

Rozmawiał z zapłakanymi matkami 15-latków, które opowiadały, że gdy zabiorą swoim dzieciom telefon i odłączą ich od sieci, dzieci zaczynają krzyczeć, są agresywne, nie są w stanie funkcjonować w szkole, bo obsesyjnie myślą o tym, co się dzieje w sieci. To typowe objawy odstawienia, czyli tzw. zespołu abstynencyjnego, charakterystycznego dla osób uzależnionych. Tak samo zachowują się alkoholicy na odwyku.

Objawy problemowego korzystania ze smartfona

Socjolog przyznaje, że sam zasypiał i budził się ze smartfonem w ręku. Sięgał po telefon w wolnej chwili. Urządzenie z dostępem do sieci dawało mu fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Miał wrażenie, że dzięki temu nic ważnego go nie ominie. Gdy zapomniał telefonu, czuł się zagrożony. Zmieniał harmonogram dnia, tak by wpaść do domu i sprawdzić, czy ktoś zadzwonił.

– Byłem do niego przyklejony – opowiada dr Dębski. – Zaczynało mnie to drażnić, dlatego zdecydowałem się na rozpoczęcie eksperymentu polegającego na życiu w sposób analogowy – poza siecią. Czułem, że mój mózg jest przemęczony natłokiem informacji. Od ponad 20 lat korzystam z telefonów komórkowych i dzisiaj mogę jednoznacznie stwierdzić, że używanie narzędzi cyfrowej komunikacji z innymi w sposób niekontrolowany, może przyczynić się nie tylko do spadku samopoczucia, ale również do negatywnych zjawisk w obrębie zdrowia somatycznego takich jak: ogólne przemęczenie, niewyspanie czy niespokojny i przerywany sen.

Dzisiaj nasze mózgi – wspomina Dębski – przez ciągły dostęp do sieci – dostają tyle informacji w ciągu miesiąca, ile nasi pradziadkowie przez całe życie. To jest męczące, gdy ciągle jesteśmy nastawieni na odbieranie informacji z Facebook’a, Instagram’a, odbieramy dziesiątki telefonów na dobę, odpisujemy na maile.

Coraz młodsze dzieci w sieci
Regularne i systematyczne korzystanie z własnego telefonu komórkowego rozpoczyna się przeciętnie w wieku 10 lat. W dużych aglomeracjach miejskich wiek takiej inicjacji spada do 7–8 lat. Dzisiejsi uczniowie szkół podstawowych przeciętnie szybciej o 2 lata zaczynają korzystać z własnych telefonów komórkowych oraz smartfonów, niż miało to miejsce parę lat temu. Konto na przynajmniej jednym z portali społecznościowych posiada 88 proc. badanych uczniów między 12 a 18 rokiem życia. Ok. 78 proc. 12-latków jest użytkownikami Facebooka. Ponad połowa badanej młodzieży deklaruje posiadanie konta na dwóch portalach. Prawie co piąty uczestnik badań korzysta z Facebooka kilkadziesiąt razy dziennie.

 

Gdański socjolog podkreśla, że z badań wynika, że dzieci i młodzież szkolna w świat mediów cyfrowych wchodzi sama, bez udziału dorosłych.

– Rodzice często nie wchodzą w rolę pierwszych edukatorów medialnych, zresztą, po przeprowadzeniu dziesiątek spotkań z rodzicami śmiem twierdzić, że oni sami nie zdają sobie sprawy, że od telefonów można się uzależnić – podkreśla dr Dębski. – A jeśli nawet uznają, że patologiczne używanie smartfona jest szkodliwe, to i tak ich zdaniem, wyrządzane szkody są mniejsze niż spożywanie alkoholu czy palenie papierosów.

Potrzebne są zasady korzystania z sieci

Konsekwencją takiego stanu rzeczy – zdaniem dra Dębskiego – jest fakt, iż wielu rodziców w ogóle nie wprowadza żadnych zasad dotyczących używania mediów cyfrowych, mediów społecznościowych (60 proc.).

35 proc. rodziców, w opinii ich dzieci, nigdy nie podejmowało rozmów dotyczących nadmiernego korzystania z internetu oraz telefonów. Młodzież pytana, ile godzin dziennie korzysta z telefonu komórkowego i internetu, wskazuje, że praktycznie od rana do zaśnięcia.

Badacz podkreśla, że nie jest zwolennikiem tego, by pierwszym telefonem dziecka był smartfon ze dostępem do internetu. Dodaje – zwłaszcza mózgi najmłodszych – warto chronić przed nadmiarem informacji płynących z sieci.

– Rodzic powinien uczyć dziecko, że nie warto mieć ciągle ze sobą telefonu. Dobrze, by mówił, że przed ekranem oczy się męczą – mówi dr Dębski. – Ważne, by w świat mediów cyfrowych rodzice wchodzili razem z dzieckiem. Przyjęcie przez rodzica roli eduktaora to także uznanie, że jego wiedza o internecie i działających aplikacjach jest mniejsza od wiedzy dziecka. Jeśli rodzic niewiele wie o zasadach działania takich aplikacji jak: Facebook, Snapchar, Instagram czy Musical.ly, niech poprosi dziecko, by go tego nauczyło. Moje doświadczenia pokazują, że dzięki temu na pewno nie straci – a raczej zyska – w oczach pociechy.

Dzieci – zwłaszcza w pierwszej fazie życia – uczą się głownie przez naśladowanie rodziców. Jeśli ci dają im smartfon, by nie płakały albo by mieć wolną chwilę dla samych siebie, sami budują złe nawyki i wzory korzystania z mediów cyfrowych i urządzeń mobilnych.

Pokolenie raptusów

Najtrudniejsze w analogowym życiu Macieja Dębskiego pozostają wieczory. Gdański socjolog zauważył, że kiedyś, gdy przychodził do domu, od razu włączał tablet lub smartfona, i tak mijały mu dwie, trzy godziny. Od kiedy żyje poza siecią, więcej czyta książek.

– W końcu się wysypiam. To całkiem inny sen. Dopiero teraz zobaczyłem jak telefon położony obok łóżka, rozprasza uwagę – dr Dębski.

Po pięciu dniach życia bez internetu i smartfona, dr Dębski poczuł, że jego mózg jest spokojniejszy.

W czasie pierwszego miesiąca eksperymentu kilka zaplanowanych wcześniej spotkań nie doszło do skutku. Umawiał się z ludźmi, ale albo oni nie dojechali i nie mieli jak go o tym powiadomić, albo on się spóźniał studencki kwadrans i nikt już nie czekał.

– Społeczeństwo cyfrowe jest nastawione na szybką komunikację – podkreśla dr Dębski. – To wymusza ciągły kontakt. Jesteśmy ciągle gotowi do podjęcia kontaktu z innymi. Gdy nie jesteśmy online, czujemy się wykluczeni. To zaburza komunikację, powoduje frustrację. Gdy napiszemy coś na Facebooku i widzimy, że ktoś to przeczytał i od razu nie odpisuje, zaczyna się gonitwa myśli: „zawaliłem coś”, „ona jest obrażona”.

Socjolog podkreśla, że przez życie w świecie cyfrowym, młodzi ludzie są „pokoleniem raptusów”. Internet uczy nas tego, że musimy szybko osiągać cel. Liczy się tylko tu i teraz. Wiele młodych osób nie potrafi teraz odroczyć nagrody w czasie. Działają kompulsywnie, bezrefleksyjne, a to może skutkować popadnięciem w nałogi. To dlatego pokolenie najmłodszych często określa się mianem młodzieży always on, nie posiadającej ośrodka odroczonej gratyfikacji.

W czasie prowadzonego analogowego eksperymentu dr Dębski umówił się ze studentami, że wydrukowane prace domowe mają zostawiać w sekretariacie. Wcześniej wysyłali je mailem. Teraz wykładowca musi po nie pójść, nanieść poprawki piórem i odnieść na uczelnię w umówione miejsce i o umówionym wcześniej terminie. W takich chwilach tęskni za pocztą elektroniczną. Widzi, że bez niej wiele czynności trwa dłużej.

Bez sieci trzeba więcej planować

Dr Dębski prowadzi wiele szkoleń i jeździ po Polsce. Ponieważ nie korzysta z nawigacji satelitarnej, musi pamiętać, by wcześniej kupić mapy, bo na wielu stacjach benzynowych już nikt ich nie sprzedaje.

– Bez dostępu do sieci muszę wszystko lepiej planować, zajmuje mi to dużo czasu – podkreśla dr Dębski. – Kilka razy pobłądziłem. Brakuje mi tego, że nie znam szacunkowego czasu dojazdu, czyli podstawowej informacji podawanej przez GPS.

W maju dr Dębski wysłał dwa telegramy do znajomych. Był zaskoczony, że są takie drogie: tekst liczący 160 znaków (czyli tyle co jeden tweet) wysłany jako priorytet, z gwarancją, że dotrze do adresata w ciągu 6 godzin, kosztował 43,50 zł każdy. Tyle, ile kosztuje miesięczny abonament za telefon i internet. To pokazuje, że korzystanie z urządzeń mobilnych pozwala zaoszczędzić nie tylko czas, ale i pieniądze.

Gdy ogłosił, że odłącza się od sieci, dostał dużo listów, w tym dwa anonimy. Jeden od kobiety, która powiedziała, że spotkali się kiedyś i zamienili kilka zdań. List napisany był na pachnącej papeterii. – Żaden sms nie zaintrygowałby mnie tak, jak ten list – opowiada dr Dębski. – Specjaliści już teraz pracują nad aplikacjami, które będą wytwarzać zapach i kiedyś je też będziemy sobie przesyłać.

Zasady korzystania z mediów cyfrowych

Po 10 dniach włączył jednak komórkę, by mieć kontakt z bliskimi. Zaczął też korzystać z sieci, bo potrzebował materiałów do zajęć i szkoleń, ale nie serfuje dla rozrywki. Postawił sobie kilka żelaznych zasad korzystania z mediów cyfrowych:

Nie jest dostępny pod telefonem 24 godziny na dobę. Nie oddzwania od razu jak ktoś dzwoni. Wyznacza sobie czas w ciągu dnia, gdy dzwoni i załatwia sprawy;
Smartfon ma włączony, ale wyłączył w nim internet, dostęp do portali społecznościowych, jak również zrezygnował z otrzymywania wiadomości typu push, czyli pilne powiadomienia. Telefon służy głównie do dzwonienia, a raczej oddzwaniania;
Nie rozmawia przez telefon, gdy prowadzi samochód. Kiedyś robił to nagminnie. W czasie jazdy wycisza urządzenie i chowa do schowka Podkreśla, że nadal go korci, by w trakcie jazdy zerknąć, czy ktoś nie zadzwonił;
Wyznaczył jedno miejsce w domu, w którym odkłada komórkę. Nie nosi jej bez przerwy przy sobie;
Dba o czas offline. Gdy spotyka się ze znajomymi w domu prosi, by odłożyli telefony. Kilka osób nie było w stanie się z nimi rozstać. Zauważył, że od kiedy ludzie nie mają komórek w zasięgu ręki, rozmowa się bardziej klei;
Gdy ma czas na odpoczynek, nie bierze ze sobą telefonu. Twierdzi, że spacer bez komórki to prawdziwy relaks, bo nie rozprasza go przychodzący sms czy dzwonek. Widzi, że życie w ciągłej gotowości do nawiązania kontaktu wywoływało w nim duży stres i napięcie.
Nie zasypia z telefonem. Nie zabiera komórki do sypialni. Od kiedy tak robi, lepiej śpi. – Mój mózg nie chłonie tylu niepotrzebnych informacji – podkreśla dr Dębski. – Kiedyś będziemy szukać czasu offline. Cisza będzie towarem deficytowym. Młodzi, gdy odpoczywają są online, ale to męczy. Do bycia w ciszy trzeba dojrzeć.
Korzysta z internetu tylko do pracy, nie dla rozrywki. – Dzięki temu, że nie mam włączonego Faceboooka, dużo więcej robię – twierdzi Dębski. – Dopiero widzę, jak dużo czasu pochłania przeglądanie stron internetowych.
Staje się wolnym w użytkowaniu smartfona. Sięga po niego świadomie, a nie w każdej wolnej chwili dla zabicia czasu.

Dr Dębski jeszcze w czerwcu – w ramach eksperymentu – chce żyć bardziej analogowo.

– Telefon, poczta elektroniczna czy GPS, czyli wszystkie nowoczesne gadżety są fajne, ułatwiają życie, ale pod warunkiem, gdy sprawujemy nad nim pełną kontrolę – podkreśla dr Dębski. – Świat cyfrowy jest jeszcze piękniejszy, kiedy w sposób świadomy, choć na chwilę z niego zrezygnujemy. Doskonale zdaję sobie sprawę, że smartfon włączony do internetu będzie przez nas wykorzystywany. Służy nie tylko do komunikacji, ale dzięki niemu mamy także szybki i nieograniczony dostęp do rożnych informacji, czasem pozwala zredukować nasze poczucie samotności, daje możliwość autokreacji, a nawet zabija nudę. Ale kiedy się do niego totalnie przykleimy, nieskończenie męczy.

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska – Serwis Zdrowie – www.zdrowie.pap.pl

Źródła:
Raport na temat fonoholizmu wśród młodzieży szkolnej w Polsce jest dostępny na stronie