
Ulubiona ryba Niemców od lat króluje na sklepowych półkach. W 2025 roku odpowiadała za 19,2 proc. sprzedaży, wyprzedzając m.in. mintaja alaskańskiego i tuńczyka. Choć uchodzi za wartościowy element diety, eksperci ostrzegają przed problemami związanymi z jej hodowlą. Warto wiedzieć, na co zwracać uwagę przed zakupem.

Ulubiona ryba Niemców króluje w sklepach. Eksperci zwracają uwagę na problem
Z najnowszych danych Fisch-Informationszentrum (FIZ) wynika, że łosoś zajmuje pierwsze miejsce wśród najchętniej kupowanych ryb w Niemczech. W 2025 roku odpowiadał za 19,2 proc. sprzedaży. Na kolejnych pozycjach znalazły się mintaj alaskański z wynikiem 18,5 proc., tuńczyk (13,9 proc.), śledź (9,7 proc.) oraz krewetki (9,3 proc.).
Zainteresowanie rybami wzrosło, choć ich ceny w ostatnich latach również poszły w górę. W 2025 roku indeks cen ryb wyniósł 130,2 pkt, podczas gdy ogólny indeks cen żywności osiągnął 135,9 pkt.
Widoczne są także różnice regionalne. Gospodarstwa domowe w Bremie i Hamburgu konsumowały o 21,5 proc. więcej ryb niż wynosiła średnia krajowa. Na drugim końcu zestawienia znalazł się Kraj Saary, gdzie spożycie było o 22,6 proc. niższe od średniej.
Przeczytaj także: Niemiecka sieć supermarketów wstrzymuje sprzedaż słodyczy słynnej marki. Znikają z półek w całym kraju
Dlaczego łosoś z hodowli budzi zastrzeżenia?
Popularność łososia nie oznacza, że jego produkcja nie wiąże się z problemami. Centrum Konsumenckie w Hamburgu (Verbraucherzentrale Hamburg) już w 2025 roku zwracało uwagę na warunki panujące w konwencjonalnych hodowlach. Znaczna część łososia sprzedawanego w Niemczech pochodzi z intensywnej akwakultury, prowadzonej m.in. w Norwegii, Szkocji, Irlandii i na Wyspach Owczych.
Ryby przebywają tam w dużych skupiskach w morskich klatkach i sieciowych zagrodach. Wysokie zagęszczenie sprzyja rozprzestrzenianiu się chorób i pasożytów. Problemem jest również śmiertelność: według norweskiego instytutu weterynaryjnego nawet co czwarty łosoś hodowlany nie przeżywa całego okresu hodowli, a co szósty ginie przed osiągnięciem rozmiaru przeznaczonego do uboju.
Konsekwencje nie ograniczają się jednak do samych ryb. Resztki pokarmu i odchody osadzają się na dnie morskim pod klatkami, wpływając negatywnie na organizmy żyjące w tym środowisku. Dodatkowym zagrożeniem są osobniki, które wydostają się z hodowli. Mogą krzyżować się z dzikimi łososiami, osłabiając ich przystosowanie do lokalnych warunków. Istnieje też ryzyko przenoszenia chorób i pasożytów na dzikie populacje.
Zastrzeżenia dotyczą również paszy. Do produkcji oleju rybnego wykorzystywane są duże ilości dzikich ryb, m.in. śledzi i sardynek. Są one jednocześnie ważnym elementem morskiego łańcucha pokarmowego i mogłyby trafiać bezpośrednio na stoły konsumentów.
Jakiego łososia kupować?
Osoby, które nie chcą rezygnować z łososia, powinny przede wszystkim sprawdzać jego pochodzenie i sposób produkcji. Verbraucherzentrale Hamburg zaleca zwracanie uwagi na certyfikaty ekologiczne, w szczególności unijne logo rolnictwa ekologicznego oraz oznaczenie Naturland.
Łosoś ekologiczny podlega bardziej rygorystycznym zasadom dotyczącym m.in. zagęszczenia ryb, żywienia i stosowania leków. Wymogi Naturland są przy tym bardziej restrykcyjne niż podstawowe standardy unijne.
Inaczej wygląda sytuacja w przypadku łososia dzikiego. Warunkowo polecany jest ketal, czyli jeden z gatunków łososia pacyficznego poławianego na Alasce, pod warunkiem zastosowania metod połowu ograniczających szkody dla środowiska, takich jak sieci okrążające czy wędki ciągnione.
Ostrożność zalecana jest natomiast przy zakupie dzikiego łososia atlantyckiego. Jego populacje są zagrożone, a niektóre techniki połowu mogą stanowić niebezpieczeństwo również dla innych chronionych gatunków.
