Nowe fakty w sprawie lidera ruchów antyszczepionkowych w Niemczech

Attila Hildmann. Fot. Leonhard Lenz/Wikipedia CC0

W sprawie Attili Hildmanna – jednego z liderów niemieckiego ruchu antyszczepionkowego, związanego z organizacjami neonazistowskimi i antysemickimi – toczy się kilka postępowań. Jego były współpracownik Kai Enderes ujawnił właśnie szczegóły przestępstw Hildmanna – relacjonuje „Spiegel”.
Toczy się sprawa przeciw 32-letniej kobiecie Efstathi M., administratorce IT w berlińskiej prokuraturze, sprzyjającej ruchowi antyszczepionkowców, która przekazywała informacje Hildmannowi. Postawiono jej zarzuty ujawnienia tajemnic służbowych i utrudniania pracy organom ścigania. Czytaj dalej poniżej

>>Trzecia dawka szczepionki w Niemczech: Nowe zalecenie

Kobieta przekazała mu m.in. informację o wydaniu nakazu jego aresztowania, co pozwoliło mu uciec do Turcji, gdzie przebywa do dziś.

„W berlińskim sądownictwie nigdy nie było podobnej sprawy” – skomentował na Twitterze Dirk Berendt, senator odpowiedzialny za wymiar sprawiedliwości w Berlinie.

40-letni Hildmann to obywatel Niemiec o tureckich korzeniach. Stał się znany jako szef wegańskiej restauracji i autor książek kulinarnych. W czasie pandemii jego poglądy zaczęły się jednak radykalizować, w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy był oskarżany m.in. o podżeganie do przemocy w związku z demonstracjami ruchu antyszczepionkowców.

Kontrowersje budzą też jego wpisy w internecie i nawoływanie do nienawiści. „W komunikatorze Telegram publikował codziennie nawet po kilkanaście postów, momentami docierając do ponad 100 tys. obserwujących” – podkreśla „Spiegel” – Hildmann jako „skrajnie prawicowy przywódca fanów teorii spiskowych, odrzucających nie tylko szczepienia i istnienie pandemii, ale też +reżim RFN+, brał udział w demonstracjach koronasceptyków przed Bundestagiem”.

Od lipca 2020 blisko współpracował z nim 22-letni Enderes, specjalista IT, który jako jedyna zaufana osoba towarzyszył mu podczas ucieczki do Turcji. Teraz jednak zdecydował się opowiedzieć szczegółowo o ich współpracy.

„Śledztwo przeciw Hildmannowi jest częścią szeroko zakrojonych działań przeciwko prawicowym ekstremistom” – zaznacza „Spiegel”, powołując się na dokumenty „ujawniające nieznane strony niegdyś odnoszącego sukcesy kucharza i autora, dostarczające wyjaśnień, dlaczego stał się tak skrajnie radykalny”. Czytaj dalej poniżej

 >>Martwy pasażer znaleziony w samolocie w Hamburgu. Miał koronawirusa

Hildmann był „odnoszącą wielkie sukcesy postacią w środowisku wegan”, a w 2012 roku jego książka z wegańskimi przepisami została książką kucharską roku. Mimo sukcesów, jeszcze przed pandemią miał kłopoty finansowe i „długi sięgające setek tysięcy euro”. Kilkakrotnie wchodził w konflikt z urzędnikami, policją i prawem (skazano go m.in. za stawianie oporu komornikom). „Podczas pandemii Hildmann w końcu całkowicie odpłynął, sprzymierzył się z antysemitami i neonazistami, zostając ich czołowym orędownikiem” – pisze „Spiegel”.

Hildmann twierdzi, że jego zaległe płatności „były drobnymi sprawami”, a problemy spotykały go dlatego, że „mówił prawdę o pandemii, która jest wielkim oszustwem”. Twierdzi, że „niedługo zabraknie mu klientów, ponieważ obecnie prowadzone są masowe mordy za pomocą strzykawek”. Hitlera uznał za „błogosławieństwo dla Niemiec, w porównaniu z (kanclerz Angelą) Merkel”. Otwarcie głosił też poglądy antysemickie.

Kiedy zaczęły interesować nim organy ścigania, nawiązał kontakt z prawnikiem Wolframem Nahrathem, znanym ze skrajnie prawicowych sympatii. Adwokat i jego klient „w wiadomościach na Telegramie wymieniali poglądy na temat konieczności utrzymania czystości niemieckiej krwi”. Hildmann we wpisach głosił swoje „radykalne tezy, (…) otwarcie przedstawiając antysemickie poglądy i gloryfikujące Hitlera w wiadomościach i rozmowach”.

Zwolenników Hildmanna można było znaleźć nie tylko w zamkniętych grupach internetowych i na demonstracjach. Miał też sojusznika w szeregach wymiaru sprawiedliwości, który zgłosił się sam za pośrednictwem Telegrama. „Dzień dobry, skompletowałem dla ciebie to, co zostało zarejestrowane w prokuraturach” – napisał informator.

Były tam numery toczących się postępowań przeciwko Hildmannowi w Cottbus, Berlinie i Dreźnie, zrzuty ekranu oraz nazwisko śledczego. Kiedy więc sędzia sądu okręgowego w Tiergarten (Berlin) wydał nakaz aresztowania, Hildmann wiedział o tym wcześniej za sprawą swego informatora. Śledczy początkowo podejrzewali, że informacje przekazuje ktoś z urzędników sądowych. Wiadomo jednak teraz, że informatorką Hildmanna była Efstathi M.

Hildmann, który ma podwójne obywatelstwo (niemieckie i tureckie), twierdzi, że nie chce wracać do Niemiec, bo tam „nie miałby sprawiedliwego procesu” i „jest prześladowany jako dysydent polityczny”.

Do Niemiec wrócił towarzyszący mu przez ponad rok Enderes, który przekonuje, że Hildmann „to megaloman oderwany od rzeczywistości, prawicowy radykał (…) zafascynowany Hitlerem”. Decyzja Enderesa o przekazaniu informacji na jego temat władzom „dojrzała w nim po tym, jak odkrył w komórce Hildmanna coraz więcej zdjęć Hitlera”. Jak zadeklarował podczas wywiadu ze Spieglem, „jego celem jest doprowadzenie Hildmanna do więzienia, (gdyż) ten człowiek nie jest bezpieczny dla społeczeństwa”.
Marzena Szulc (PAP)