
Popularne polskie słowo pochodzi z niemieckiego: Niektóre słowa brzmią tak swojsko, że trudno uwierzyć, iż mają obce pochodzenie. Jednym z nich jest zabawne określenie przedmiotu, którego nazwy akurat nie pamiętamy albo nie znamy. Choć wielu Polaków używa go od pokoleń, jego historia prowadzi prosto do języka niemieckiego. To świetny przykład na to, jak dawne kontakty językowe zostawiły trwały ślad w codziennej polszczyźnie.

Popularne polskie słowo pochodzi z niemieckiego
Języki nie są zamkniętymi systemami. Przemieszczają się, mieszają i wzajemnie zapożyczają od siebie słowa. Angielski podarował niemczyźnie na przykład słowo „Handy”, choć dla Brytyjczyka takie określenie telefonu komórkowego brzmi niezrozumiale. Z kolei w języku angielskim funkcjonują niemieckie słowa, takie jak „Kindergarten” czy „Angst”. Kto przebywa w Polsce i uważnie słucha codziennych rozmów, prędzej czy później natknie się na słowo, które może brzmieć zagadkowo: „wihajster”. Pojawia się ono w zwykłych rozmowach, w warsztatach, przy kuchennym stole i wszędzie tam, gdzie ktoś mówi o przedmiocie, którego nazwy akurat nie zna albo nie może sobie przypomnieć.
To słowo ma w sobie coś zabawnego, swojskiego i bardzo praktycznego. Polacy używają go od pokoleń, często nie zastanawiając się nad jego pochodzeniem. Tymczasem jego historia prowadzi prosto do języka niemieckiego.
Skąd wziął się „wihajster”? Całe niemieckie pytanie stało się jednym polskim słowem
Wyjaśnienie jest zaskakująco proste. „Wihajster” to spolszczona wersja niemieckiego pytania „Wie heißt er?”, czyli w wolnym tłumaczeniu: „Jak on się nazywa?”. Z potocznego, mówionego zwrotu powstał samodzielny rzeczownik, który idealnie opisuje sytuację, gdy mówimy o „tym czymś”, ale nie pamiętamy właściwej nazwy.
W praktyce „wihajster” może oznaczać niemal wszystko: mały element, narzędzie, część urządzenia, drobiazg albo przedmiot, którego nazwa chwilowo wypadła nam z głowy. To właśnie dlatego słowo tak dobrze przyjęło się w codziennym języku.
Językoznawczyni prof. dr Susanne Günthner z Uniwersytetu w Münster wskazywała ten przykład jako szczególnie ciekawy dowód na to, że języki są żywe i potrafią rozwijać się w bardzo kreatywny sposób.
Przeczytaj także: Nie tylko „bitte”. Pięć sposobów, by odpowiedzieć na „danke” po niemiecku
W polszczyźnie są tysiące zapożyczeń z niemieckiego
„Wihajster” nie jest odosobnionym przypadkiem. To część znacznie większego zjawiska. Według niemieckich mediów, polski Wielki słownik wyrazów obcych odnotowuje około 3000 zapożyczeń z języka niemieckiego.
Wiele z nich tak mocno zakorzeniło się w polszczyźnie, że dziś większość osób nie traktuje ich już jako słów obcego pochodzenia. Przykładem może być „burmistrz”, pochodzący od niemieckiego „Bürgermeister”, albo „ratusz”, wywodzący się od niemieckiego „Rathaus”.
To pokazuje, jak intensywne przez wieki były kontakty polsko-niemieckie — nie tylko polityczne czy handlowe, ale również językowe, zauważa Merkur.de.
Podobne zjawisko występuje także w innych językach
Takie zapożyczenia nie dotyczą wyłącznie Polski. Podobny przykład można znaleźć w języku węgierskim. Funkcjonuje tam słowo „vigéc”, oznaczające domokrążcę, czyli osobę chodzącą od drzwi do drzwi i oferującą towary.
Według niemieckich mediów słowo to ma pochodzić od niemieckiego zwrotu „Wie geht’s?”, czyli „Jak się masz?”. Mechanizm jest podobny jak w przypadku „wihajstra”: potoczna wypowiedź została przejęta fonetycznie, otrzymała nowe znaczenie i na stałe weszła do innego języka.
