Twórca Ig Nobli: w pracy naukowca porażki są częste. I trzeba je upubliczniać

Niewiele jest profesji, w których porażki ponosi się tak często, jak w zawodzie naukowca. W dodatku porażki te trzeba upubliczniać, by nie błądzili kolejni – mówi w rozmowie z PAP twórca IgNobli Marc Abrahams.

Na początku kwietnia Warszawę odwiedził Marc Abrahams, pomysłodawca i twórca Ig Nobli (czy też Antynobli) – nagród przyznawanych za prace naukowe, które „najpierw śmieszą, a potem skłaniają do myślenia”. A także Kees Moeliker, dyrektor Het Natuurhistorisch, laureat nagrody Ig Nobla za rok 2003, który zaobserwował i udokumentował pierwszy przypadek nekrofilii homoseksualnej u kaczek. Przyjechali na zaproszenie Centrum Nauki Kopernik. W rozmowie z PAP mówią o tym, czy w nauce jest miejsce, by popełniać błędy i zadawać dziwne pytania. I czy życie może się zmienić na lepsze, kiedy uzyska się Ig Nobla.

PAP: Polska pojawia się w afiliacji laureatów nagrody Ig Nobla tylko dwukrotnie. Raz przy pracy, która ma 100 razy więcej autorów, niż stron. A drugi raz przy zespole, który zbadał, że osoby, które czują się bardziej pijane, czują się też bardziej atrakcyjne. Czy to dobrze, że my, Polacy nie mamy na koncie zbyt wielu nagród Ig Nobla?

Marc Abrahams, twórca Ig Nobli: To, że Nagród Ig Nobla dla Polski jest tak mało – pokazuje jedynie, że informacje o tym, co się tu dzieje, nie docierają do innych krajów. Weźmy np. taką Amerykę Południową czy Afrykę. Jeśli tam robi się coś ciekawego, są małe szanse, że świat o tym usłyszy. Nie jest przecież tak, że tam się nic nie dzieje. Dla mnie to frustrujące! Sądzę, że i w Polsce muszą być tysiące ludzi, którzy robią rzeczy warte uwagi i nagród. Tylko że reszta świata o tym nie wie. Musimy to naprawić!

PAP: Czy w nauce jest miejsce na to, by zadawać głupie albo dziwne pytania?

Marc Abrahams: Takie pytania zadajemy, kiedy jesteśmy dziećmi. A potem przestajemy. A szkoda. Nigdy nie wiadomo czy na takie pytanie odpowiedź będzie genialna, szalona – czy może jednocześnie genialna i szalona. Ig Noble to celebracja właśnie takich pytań.

PAP: Ale czy przyznawanie Nagród Ig Nobla nie zniechęca przypadkiem naukowców do zadawania nieszablonowych pytań?

Kees Moeliker, dyrektor Muzeum Historii Naturalnej w Rotterdamie, laureat nagrody Ig Nobla za rok 2003: Wręcz przeciwnie! Otrzymanie nagrody Ig Nobla wręcz zachęca do zadawania niestandardowych pytań. Naukowcom bardzo trudno jest zdobyć jakąkolwiek nagrodę. A co dopiero taką, o której słyszy cały świat!

PAP: Czy Pana życie zmieniło się po otrzymaniu Ig Nobla?

Kees Moeliker: Całkowicie! Mój artykuł naukowy o zachowaniach nekrofilnych wśród kaczek trafił do prasy fachowej – początkowo tylko do specjalistów. Przeczytało go może sześć czy siedem osób – niestety tak to czasem działa w nauce. Ale kiedy otrzymałem Nagrodę Ig Nobla, o moich badaniach usłyszał cały świat! To było bardzo pozytywne. Teraz podróżuję po świecie z martwą kaczką (Kees Moeliker pokazuje, że w siatce ma ze sobą wypchanego kaczora, bohatera publikacji naukowej) i uzyskuję od ludzi mnóstwo informacji o niezwykłych zachowaniach zwierząt. A potem piszę o tym książki. No i dzięki temu zainteresowaniu zyskałem nick: The Duck Guy (Gość od kaczki).

PAP: No tak, zwykli ludzie o wiele bardziej interesują się Nagrodami Ig Nobla, niż Nobla.

Marc Abrahams: Bo o Ig Noblach łatwiej opowiedzieć! Wybieramy badania, które są świetnymi opowieściami. Są tak śmieszne, że trudno o nich zapomnieć. I z chęcią opowiada się o nich znajomym. Zdobycie tej nagrody nie świadczy o tym, czy badania są dobre czy złe. Ale że to badania ciekawe i zabawne.

PAP: Czy projekty nagradzane Ig Noblem są finansowane z pieniędzy publicznych?

Marc Abrahams: W dużej części przypadków – nie.

Kees Moeliker: Na przykład w moim wypadku nie. Było już po godzinach – po piątej – kiedy wyglądałem przez okno. I zobaczyłem to, co zobaczyłem. Jeden kaczor zderzył się – ze skutkiem śmiertelnym – z szybą muzeum, a drugi kaczor przyleciał z nim spółkować. Ja tylko to zaobserwowałem, zrobiłem notatki i opublikowałem o tym artykuł naukowy. Nie było tam finansowania. Ja po prostu byłem na miejscu.

PAP: Czy dziwne, niekiedy oczywiste badania, które dostają Ig Nobla, powinny być publicznie finansowane?

Marc Abrahams: Andre Geim, który otrzymał Nobla za odkrycie grafenu, dostał wcześniej Nagrodę Ig Nobla (za badania nad lewitującymi żabami – przyp. PAP). Ale kiedy słucha się, co on zrobił w badaniach, za które dostał Nagrodę Nobla, to brzmi to nawet głupiej niż to, za co otrzymał Ig Nobla.

Kees Moeliker: Przecież on przy okazji odkrycia grafenu bawił się ołówkiem i taśmą klejącą…

PAP: Mają panowie jeszcze jakąś nieoczywistą historię, która stała za którymś z Ig Nobli?

Marc Abrahams: Daliśmy kiedyś nagrodę dwóm zespołom, które zajmowały się niezależnie od siebie podobnymi badaniami. Odkryły one, że śledzie porozumiewają się, puszczając gazy. Jeden z naukowców ze Szwecji opowiedział mi później, jak się zaczęły te badania – to zostało odtajnione dopiero z czasem. Szwedzka marynarka wojenna nagrała pod wodą dziwne odgłosy w porcie sztokholmskim. Premier przekonany był, że to szpiegowskie sowieckie łodzie podwodne. Poprosił jednak naukowców o analizę tych dźwięków. Biolodzy morscy wsłuchali się w te nagrania i zrozumieli, że to nie odgłosy łodzi podwodnych, tylko jakieś ryby. Zbadali sprawę i szybko odkryli, że to śledzie puszczające gazy.

PAP: Jak Ig Nobel wpływa na karierę akademicką?

Kees Moeliker: Pomógł mi! Kiedy zdobyłem nagrodę, byłem tylko kustoszem w Muzeum Historii Naturalnej w Rotterdamie. Teraz jestem tam dyrektorem. Również moje muzeum stało się sławne. Co roku 5 czerwca obchodzimy Dzień Martwej Kaczki. W tym roku będzie już 24. rocznica! Tamtego pamiętnego dnia byłem tylko ja i zdechły kaczor. A teraz jest tak dużo chętnych, by ze mną ten dzień świętować, że musimy uzyskiwać pozwolenia na imprezę w plenerze.

PAP: Wydaje mi się, że czasem badania nagrodzone Ig Noblem są świadectwem błądzenia. Porażek w badaniach naukowych. A porażka to chyba część nauki.

Marc Abrahams: trzeba przyznać, że naukowcy mają bardzo frustrującą pracę. Nawet bardziej, niż ktokolwiek inny. Wiedzą, że przez większość czasu będą ponosić porażki. Nie ma wiele zawodów takich jak ten, aż tak narażonych na ponoszenie porażek. Naukowcy starają się w końcu zrozumieć coś, czego nikt wcześniej nie był w stanie zrozumieć. A to oznacza, że większość czasu będą ponosić porażki. Wiedzą jednak, że muszą próbować. Raz na jakiś czas będą mieli szczęście. Znajdą odpowiedź. To będzie wielki dzień.

PAP: Ale czy badacze powinni dzielić się ze światem swoimi porażkami? Czynić je publicznymi?

Marc Abrahams: Oczywiście! Dzięki temu każdy może się dowiedzieć, że jakiś pomysł nie jest zbyt dobry! A jeśli nie popełnisz wielu błędów, nic nie osiągniesz. Jeden z moich przyjaciół, noblista, mówił mi, że zdecydował się zostać chemikiem, bo w tym obszarze wiedzy można popełniać mnóstwo błędów, ale i szybko dowiadywać się o pomyłce. I próbować kolejnych rozwiązań. A np. w fizyce można pracować nad jakimś zagadnieniem i dopiero po 10 latach zrozumieć, że się popełniło błąd. I 10 lat życia z głowy!

PAP: Skoro w ramach Ig Nobli spotyka się pan z ludźmi, którzy czasem w swoich badaniach pobłądzili, to może ma pan porady dla naukowców, jak nie zabłądzić?

Marc Abrahams: I tak poniesiesz porażkę, więc lepiej to zaakceptuj. Zwracaj uwagę na błędy, które popełniasz – i ucz się na nich. Dobrzy naukowcy, kiedy już popełnią błąd, poświęcają mu mnóstwo uwagi. Zapamiętują to, żeby nie iść drugi raz tą samą drogą. A słabi naukowcy ponoszą porażkę, ale ciągle próbują iść po raz kolejny tą samą ścieżką. Zresztą dotyczy to nie tylko naukowców. Weźmy choćby takiego Donalda Trumpa…

PAP: Mają panowie ulubione badania nagrodzone Ig Noblem?

Kees Moeliker: Moją ulubioną jest badanie ubocznych skutków medycznych połykania mieczy.

Marc Abrahams: A moją analiza sił potrzebnych, aby ciągnąć owcę po różnych powierzchniach. Kiedy zadzwoniłem do badaczy z tego zespołu – zapytać, czy zaakceptują nagrodę, to natychmiast się zgodzili. Ale przed rozmową ze mną żaden z tych naukowców nawet nigdy sobie nie zdał sprawy, że te badania mogą być dla kogoś śmieszne.

PAP: Czyli zanim ogłoszone są wyniki, naukowcy mają szansę odmówić uzyskania Ig Nobla?

Marc Abrahams: Tak, niemal w każdym przypadku kontaktujemy się w tajemnicy z laureatem i rozmawiamy. Jeśli odmówi – jest po sprawie. Nikomu o tym nie mówimy. Są od tego wyjątki, ale to rzadko.

PAP: Jak wiele osób odmawia otrzymania Ig Nobla?

Marc Abrahams: Co roku to np. jedna czy dwie osoby. Większość z nich to naukowcy młodzi, na początku kariery, którzy np. mają szefa, który ich nienawidzi. Są w złym miejscu w życiu.

Kees Moeliker: Szef, który nie ma poczucia humoru, to trudna sprawa…

Marc Abrahams: Ale są też ludzie ze starszego pokolenia, którzy nie są w stanie znieść, że ktoś będzie się śmiał z tego, co zrobili. Oni mówią mi: “To, co zrobiłem jest zbyt ważne, aby się z tego śmiać”. Ale przecież jest mnóstwo nauki, która jest nie tylko na wysokim poziomie, ale również bardzo śmieszna.

PAP: Czyli wśród laureatów Antynobli ma pan wrogów?

Marc Abrahams: Nic o tym nie wiem. Ale wiele osób jest na nas złych, bo bardzo chciałyby dostać nagrodę, a nie dostały. A nagrodę trudno dostać: co roku dostajemy dziesiątki tysięcy zgłoszeń. Wiele instytucji naukowych zgłasza swoich naukowców do nagrody. Bo dzięki nagrodzie pojawia się sława, zainteresowanie z całego świata.

PAP: Czasami przyznajecie też – oczywiście ironicznie – nagrody za badania pseudonaukowe. Czy nie jest państwu bliska zasada, żeby nie czynić głupich ludzi sławnymi? Może już dosyć mamy w obecnych czasach niegrzeszących intelektem ludzi, którzy cieszą się sławą?

Marc Abrahams: Czasem mądrzy ludzie bywają głupi. A głupi czasem bywają mądrzy. Każdy z nas jest taką mieszanką.

Rozmawiała: Ludwika Tomala

Źródło: Serwis PAP – Nauka w Polsce