
Niemcy przygotowują się na atak na NATO i konieczność ratowania ogromnej liczby rannych. Podczas specjalnych ćwiczeń przeprowadzonych we wschodniej części kraju sprawdzono, czy niemiecki system ratownictwa byłby w stanie poradzić sobie ze skutkami konfliktu zbrojnego. Wyniki ujawniły poważne problemy, a wypowiedzi lekarzy budzą niepokój. W rzeczywistej sytuacji wojennej personel medyczny mógłby stanąć przed dramatycznymi decyzjami dotyczącymi życia i śmierci.

Niemcy przygotowują się na atak na NATO. Setki ratowników w akcji
Pod koniec września w Niemczech przeprowadzono szeroko zakrojone ćwiczenia obrony cywilnej pod kryptonimem „Schwebender Adler 2026” (Szybujący Orzeł). Ich celem było sprawdzenie gotowości niemieckich służb medycznych na wypadek ataku militarnego na państwa NATO. Manewry odbyły się 25 i 26 września 2026 roku na poligonie Annaburger Heide, w pobliżu granic Saksonii, Saksonii-Anhalt i Brandenburgii. W ćwiczeniach uczestniczyło około 300 ratowników, 68 pojazdów oraz 80 osób odgrywających role rannych. W działania zaangażowano specjalistyczne zespoły medyczne z Lipska, Drezna i Chemnitz.
Scenariusz zakładał, że w wyniku ataków na wschodnie państwa NATO doszło do masowych strat, a ciężko ranni muszą zostać przetransportowani do Niemiec.
Ratownicy przez 24 godziny pracowali w warunkach przypominających rzeczywistą sytuację kryzysową. Organizowali punkty medyczne, przyjmowali poszkodowanych, udzielali pomocy i koordynowali transport do szpitali. Były to jedne z największych wspólnych ćwiczeń tego rodzaju przeprowadzonych w ostatnich latach w Saksonii.
Lekarze ostrzegają. W prawdziwej wojnie może zabraknąć personelu
Jak informuje niemiecki portal t-online, ćwiczenia ujawniły jeden z najpoważniejszych problemów niemieckiego systemu ratownictwa: niedobór wykwalifikowanego personelu medycznego. Peter Appelt, specjalista intensywnej terapii ze Szpitala Uniwersyteckiego w Lipsku i kierownik medyczny jednego z zespołów ratowniczych, przyznał, że w przypadku rzeczywistej operacji takiej skali liczba dostępnych lekarzy byłaby niewystarczająca.
Zespół z Lipska rozpoczął ćwiczenia z zaledwie trzema lekarzami. Według Appelta w prawdziwym kryzysie taka obsada nie pozwoliłaby odpowiednio zabezpieczyć wszystkich ciężko rannych. Lekarz zwrócił uwagę, że personel musiałby nieustannie podejmować decyzje o tym, kto wymaga natychmiastowej pomocy i kto powinien zostać przetransportowany do szpitala w pierwszej kolejności. Przy masowej liczbie poszkodowanych i ograniczonych zasobach medycznych nie wszystkim mogłaby zostać udzielona pomoc na czas.
Dramatyczny scenariusz. Tlenu wystarczało na zaledwie 41 minut
Jeden z najbardziej niepokojących momentów ćwiczeń dotyczył symulowanej pacjentki z ciężkimi obrażeniami postrzałowymi. Kobieta, której rolę odgrywała uczestniczka manewrów, wymagała sztucznej wentylacji. Zgodnie ze scenariuszem miała zostać przetransportowana do szpitala, jednak placówka nie mogła przyjąć kolejnego ciężko rannego pacjenta. Ratownicy musieli więc ponownie umieścić ją w polowym punkcie medycznym. W pewnym momencie okazało się, że zapas tlenu wystarczy jedynie na kolejne 41 minut.
Gdyby tlen się skończył, pacjentka wymagałaby ręcznego wspomagania oddychania. Problem polegał na tym, że przy jednoczesnym napływie kolejnych ciężko rannych mogłoby zabraknąć personelu do wykonywania tej czynności. Wówczas lekarze musieliby zdecydować, komu udzielić pomocy w pierwszej kolejności, uwzględniając stan pacjentów i ich szanse na przeżycie.
Ostatecznie podczas ćwiczeń udało się dostarczyć nową butlę z tlenem, a symulowany stan pacjentki ustabilizowano. Przypadek ten pokazał jednak, jak szybko w sytuacji wojennej mogą wyczerpywać się dostępne zasoby.
Nawet 1000 rannych dziennie mogłoby trafiać do Niemiec
Według informacji przedstawionych przez Petera Appelta Bundeswehra uwzględnia w planowaniu na wypadek wojny scenariusz, w którym do Niemiec trafiałoby nawet 1000 rannych dziennie. Tak duża liczba poszkodowanych stanowiłaby ogromne wyzwanie dla szpitali, zespołów ratownictwa medycznego i całego systemu ochrony zdrowia. Problemem byłaby nie tylko dostępność miejsc szpitalnych, ale również transport rannych, liczba lekarzy i pielęgniarek oraz zapewnienie odpowiedniej ilości sprzętu i materiałów medycznych.
Mario Preller, odpowiedzialny za zarządzanie kryzysowe i ochronę ludności w Lipsku, zwrócił uwagę na skutki wcześniejszych redukcji personelu w strukturach obrony cywilnej. Podkreślił, że bez wystarczającej liczby pracowników i wolontariuszy nawet dobrze wyposażony system ratownictwa nie będzie mógł prawidłowo funkcjonować.
Przeczytaj także: Berlin szykuje szpitale na najgorsze. Ujawniono poufny plan dla stolicy
Granica z Polską również pojawiła się w scenariuszu
W ćwiczeniach uwzględniono możliwość przewożenia rannych z państw NATO znajdujących się na wschodzie Europy. Jak wyjaśnił Peter Appelt, jednym z potencjalnych punktów przejęcia poszkodowanych mogłaby być granica niemiecko-polska.
Innymi możliwościami byłyby stacje kolejowe lub specjalnie wyznaczone punkty przekazywania rannych. To ważny element planowania, ponieważ w razie konfliktu zbrojnego Niemcy mogłyby pełnić funkcję zaplecza medycznego dla poszkodowanych ewakuowanych z innych państw Sojuszu.
Niemcy sprawdzają gotowość na najgorsze. Do pomocy włączono cywilów
Podczas ćwiczeń przetestowano także nowe rozwiązania organizacyjne. Jednym z nich było zaangażowanie wolontariuszy bez specjalistycznego wykształcenia medycznego. Osoby te wykonywały zadania pomocnicze, między innymi związane z transportem pacjentów i organizacją pracy punktów ratunkowych.
Sprawdzano również cyfrowe systemy koordynacji pomocy oraz przekazywanie obowiązków pomiędzy kolejnymi zmianami ratowników.
Organizatorzy podkreślają, że doświadczenia zdobyte podczas manewrów zostaną wykorzystane do poprawy procedur reagowania kryzysowego.
