
Tankowanie w Polsce: 70-letnia Niemka pojechała do Polski, aby zatankować samochód. Zapłaciła za paliwo i wróciła do domu, nie podejrzewając, że ta zwyczajna wizyta na stacji benzynowej będzie miała zaskakujący finał. Niedługo później w jej skrzynce pocztowej znalazło się oficjalne pismo z Polski. Seniorka została wezwana na komisariat policji. Dopiero wtedy dowiedziała się, o co została oskarżona.

Niemka pojechała zatankować w Polsce. Potem dostała wezwanie
Historię 70-letniej kobiety z Boitzenburga w Brandenburgii opisuje „Nordkurier”. Kobieta pojechała do Polski, aby zatankować samochód. Jakiś czas później otrzymała jednak oficjalne wezwanie z policji w Chojnie. W piśmie poinformowano ją, że ma stawić się na komisariacie jako świadek w związku z wykroczeniem. Seniorka była kompletnie zaskoczona, ponieważ nie była świadoma, by zrobiła coś niewłaściwego.
Jej mówiąca po polsku synowa skontaktowała się z policją, aby wcześniej dowiedzieć się, czego dotyczy sprawa. Wtedy wyszło na jaw, że właściciel stacji benzynowej zgłosił Niemkę w związku z podejrzeniem niezapłacenia za zatankowane paliwo. Problem w tym, że kobieta była przekonana, że zapłaciła. Miała nawet paragon potwierdzający płatność.
Zatankowała przy dystrybutorze nr 3, zapłaciła za nr 4
Niemka ponownie pojechała więc do Polski, tym razem razem z koleżanką. Na komisariacie czekały na nią dwie policjantki oraz tłumacz. Dopiero tam seniorka dowiedziała się, co dokładnie miało się wydarzyć. Według przedstawionych jej informacji kobieta zatankowała samochód przy dystrybutorze numer 3, ale przy kasie zapłaciła rachunek przypisany do dystrybutora numer 4. W efekcie paliwo pobrane z „trójki” zostało uznane za niezapłacone i rozpoczęto postępowanie.
70-latka była przekonana, że sytuację uda się szybko wyjaśnić. Przywiozła ze sobą paragon oraz wyciąg z konta, a dodatkowo liczyła na nagrania z monitoringu stacji.
Monitoring potwierdził jednak tylko, że jej samochód znajdował się przy dystrybutorze numer 3. Jak relacjonuje kobieta, policjantki nie zainteresowały się przedstawionymi przez nią dokumentami.
Przeczytaj także: Niemiec chciał tylko zatankować w Polsce. Na granicy czekała go niemiła niespodzianka
Miała zapłacić kolejne 80 euro i karę
Sytuacja zrobiła się poważniejsza, ponieważ seniorka nie była w stanie udowodnić, że zapłaciła właśnie za paliwo pobrane z dystrybutora numer 3. Według jej relacji policjantki poinformowały ją, że jeśli chce uniknąć postępowania sądowego, powinna zapłacić 80 euro właścicielowi stacji benzynowej oraz 25 euro kary. Pieniądze miała wpłacić w znajdującym się naprzeciwko budynku poczty.
Kobietę zaczęła jednak zastanawiać cała sytuacja. Jak powiedziała „Nordkurierowi”, tego samego dnia na policję wezwano także kilku innych Niemców, którym zarzucono niezapłacenie rachunku na tej samej stacji benzynowej. Wśród nich miał znajdować się mężczyzna z Prenzlau.
70-latka uznała sytuację za bardzo podejrzaną. Ostatecznie – jak relacjonuje gazeta – zapłaciła za dwa tankowania oraz karę.
Teraz robi zdjęcia przy dystrybutorze
Cała historia nie zniechęciła 70-latki do ponownego tankowania w Polsce. Po wizycie na policji znów pojechała na tę samą stację. Tym razem postanowiła się jednak zabezpieczyć. Zrobiła zdjęcia dystrybutora i całego procesu tankowania, aby w przypadku kolejnych problemów dysponować dowodami.
Seniorka postanowiła ostrzec innych kierowców. Radzi, aby po zatankowaniu w Polsce porównać kwotę widoczną na dystrybutorze z kwotą znajdującą się na paragonie. Jak zwróciła uwagę, na otrzymanym przez nią polskim paragonie nie było numeru dystrybutora.
Niemców przyciągają niższe ceny paliwa w Polsce
70-letnia Niemka nie należała wcześniej do osób, które regularnie przekraczały granicę tylko po to, żeby zatankować. Na taki pomysł wpadła podczas wizyty z córką w Schwedt. Niższe ceny zachęciły ją później do kolejnej podróży do oddalonej o ponad 80 kilometrów Chojny. Kobieta twierdzi jednak, że różnica cenowa przestała być dla niej tak atrakcyjna. Według jej relacji podczas pierwszej wizyty płaciła 1,86 euro za litr, a podczas ostatniej już 2,06 euro.
„Nordkurier” zwrócił się również w tej sprawie do niemieckiej policji. Roland Kamenz, szef biura prasowego Polizeidirektion Ost, przekazał gazecie, że niemieckiej policji nie są znane podobne przypadki. Osoby, które spotkały się z taką sytuacją, mogą zgłosić się na komisariat policji.
