
Powerbank zapalił się podczas lotu do Portugalii – Dla wielu pasażerów lot z Niemiec miał być początkiem wymarzonego wypoczynku. Podróż szybko zamieniła się jednak w koszmar. Powerbank należący do jednej z osób nagle stanął w płomieniach. Rozpoczął się wyścig z czasem. Piloci ogłosili stan zagrożenia, a maszyna z blisko 200 pasażerami na pokładzie musiała awaryjnie lądować. Po wylądowaniu okazało się, że dalszy lot nie będzie możliwy. Podróżni spędzili noc w hotelach.

Powerbank zapalił się podczas lotu, dramat na pokładzie samolotu Lufthansy
Do niebezpiecznego zdarzenia doszło w sobotę (26.09) na pokładzie samolotu Lufthansy lecącego z Frankfurtu do Lizbony. Na pokładzie znajdowało się 198 pasażerów oraz sześciu członków załogi.
Maszyna wystartowała z lotniska w Niemczech o godz. 20.47. Początkowo lot przebiegał bez żadnych zakłóceń. W pewnym momencie przy jednym z foteli zapalił się powerbank. W kabinie pojawiło się bezpośrednie zagrożenie pożarem, dlatego personel natychmiast przystąpił do działania.
Jeszcze nad Szwajcarią piloci rozpoczęli zniżanie, a następnie skierowali maszynę do Lyonu w Francji. Ogłosili również stan zagrożenia, dzięki czemu samolot otrzymał pierwszeństwo przy lądowaniu.
– Ze względów bezpieczeństwa załoga kokpitu zdecydowała o lądowaniu na lotnisku zapasowym w Lyonie. Ogłoszono stan zagrożenia, aby maszyna mogła wylądować w pierwszej kolejności – przekazała przedstawicielka Lufthansy w rozmowie z telewizją RTL.
Samolot bezpiecznie wylądował we Francji o godz. 21.55, nieco ponad godzinę po starcie z Frankfurtu. Pasażerowie dowiedzieli się wówczas, że tego wieczoru nie polecą już do Portugalii.
Przeczytaj także: Niemcy: 13 minut uratowało samolot DHL przed eksplozją. Nowe informacje o bombach wysłanych także do Polski
Blisko 200 pasażerów spędziło noc w hotelach
Lufthansa zapewniła podróżnym noclegi w hotelach i zaczęła organizować dla nich alternatywne połączenia. Rezerwacje pasażerów przeniesiono na loty zaplanowane na niedzielę, 27 września. Dopiero następnego dnia mogli kontynuować podróż z Lyonu do Lizbony.
Przewoźnik przeprosił za utrudnienia, podkreślając, że bezpieczeństwo pasażerów i załogi zawsze ma pierwszeństwo. Dzięki szybkiej reakcji personelu ogień udało się ugasić, zanim zdążył się rozprzestrzenić. Jak informuje portal Focus.de podczas załoga umieściła płonący powerbank w specjalnej torbie ognioodpornej. Mimo to piloci uznali, że dalszy lot do Lizbony byłby zbyt niebezpieczny i podjęto decyzję o awaryjnym lądowaniu.
Zdarzenie pokazuje, dlaczego przewożenie powerbanków w samolotach podlega surowym zasadom. Znajdujące się w nich akumulatory litowo-jonowe mogą zapalić się po uszkodzeniu lub przegrzaniu. Powerbanków nie wolno wkładać do bagażu rejestrowanego. Należy przewozić je w bagażu podręcznym, aby w razie pojawienia się ognia załoga mogła natychmiast zareagować.
