
Referendum w Islandii – W sobotę, 29 sierpnia 2026 roku, Islandczycy podejmą decyzję, która może zmienić nie tylko przyszłość ich kraju. Wynik głosowania uważnie śledzą także Norwegowie. Referendum dotyczy wznowienia rozmów o przystąpieniu do Unii Europejskiej, ale ewentualne zwycięstwo zwolenników negocjacji uderzy w dotychczasowy model współpracy Norwegii z Brukselą.

Referendum w Islandii
Według najnowszego sondażu przeprowadzonego przed głosowaniem 51,3 proc. Islandczyków popiera wznowienie negocjacji, a 48,7 proc. jest temu przeciwnych. Różnica pozostaje więc minimalna. Samo zwycięstwo obozu na „tak” nie będzie jeszcze oznaczało wejścia Islandii do Unii. Rząd otrzyma jedynie mandat do powrotu do rozmów zawieszonych przed laty. Dopiero później mieszkańcy mieliby ponownie zagłosować i zdecydować, czy akceptują wynegocjowane warunki członkostwa.
Norwegia może zostać sama
Europejski Obszar Gospodarczy łączy państwa UE z trzema krajami, które nie należą do Wspólnoty: Norwegią, Islandią i Liechtensteinem. Gdyby Islandia została członkiem Unii, po stronie państw spoza UE pozostałyby tylko Norwegia i liczący około 40 tys. mieszkańców Liechtenstein, którego gospodarka jest silnie związana ze Szwajcarią.
Przeczytaj także: Trzęsienie ziemi w Niemczech. „Koniec euro i szczelnie zamknięte granice”: szokująca zapowiedź przeraża Europę
W praktyce EOG zacząłby przypominać układ między Unią a jednym dużym partnerem – Norwegią. Formalnie porozumienie nadal by obowiązywało, lecz polityczna równowaga wyraźnie przechyliłaby się na stronę Brukseli – zauważa Euronews.de. Norweski minister spraw zagranicznych Espen Barth Eide przyznał w maju w parlamencie, że islandzki proces akcesyjny stworzyłby dla jego kraju „szczególne wyzwania”. Przypomniał również, że po ewentualnym wejściu Islandii do UE proporcje w EOG zmieniłyby się z pierwotnych dwunastu państw unijnych wobec siedmiu partnerów na 28 państw UE wobec dwóch krajów spoza Wspólnoty.
Norweski rząd nadal zapewnia, że porozumienie EOG pozostanie podstawą stosunków kraju z Unią. Jednocześnie Oslo nie ukrywa, że musi pogłębiać współpracę z Brukselą bez względu na wynik islandzkiego referendum. Im bliżej Islandii będzie do pełnego członkostwa, tym trudniej Norwegii przedstawiać obecny model jako trwałą i równorzędną alternatywę dla wejścia do UE.
Dwa razy powiedzieli Unii „nie”
Norwegowie już dwukrotnie odrzucili członkostwo w Unii Europejskiej. W referendach przeprowadzonych w 1972 i 1994 roku przeciwko akcesji zagłosowało odpowiednio 53,5 oraz 52 proc. wyborców. Spory o rybołówstwo, rolnictwo i utratę części suwerenności nadal dzielą społeczeństwo. Sondaż opublikowany w sierpniu 2026 roku wskazał, że 49 proc. Norwegów odrzuciłoby członkostwo, a 37 proc. poparłoby wejście do UE.
Islandzkie „tak” mogłoby jednak osłabić argumenty norweskich eurosceptyków. Zwolennicy integracji zyskaliby przykład kraju o podobnych interesach gospodarczych, który uznał, że dostęp do wspólnego rynku bez wpływu na podejmowane decyzje już nie wystarcza. Najwięcej uwagi przyciągną negocjacje dotyczące rybołówstwa. To właśnie sposób, w jaki Islandia spróbuje ochronić własne łowiska i limity połowowe, będzie dla Oslo najważniejszym sprawdzianem.
Jak informuje Euronews, norwescy politycy obawiają się powrotu sporu, który przed laty podzielił kraj, partie, a nawet rodziny. Jeśli jednak Islandia rozpocznie marsz do Unii, odkładanie tej debaty może okazać się niemożliwe. Norwegia zachowa dostęp do unijnego rynku, lecz jej polityczna samotność stanie się znacznie bardziej widoczna.
