
UE przed niemieckim sądem? Przez lata sprawa pozostawała w cieniu, choć jej kulisy rodzą pytania o granice władzy, niezależność sądów i wpływy polityczne. W pewnym momencie pojawiły się naciski, które miały powstrzymać bieg wydarzeń. Teraz niemiecki wymiar sprawiedliwości powiedział „dość”. To, co ujawniono przy okazji tej sprawy, może być bardzo niewygodne dla europejskich instytucji.

UE przed niemieckim sądem? Trzy lata blokady, nie chciano dopuścić do procesu
Wszystko zaczęło się od Aliszera Usmanowa, rosyjsko-uzbeckiego miliardera objętego sankcjami Unii Europejskiej w 2022 roku. Zamrożono jego europejski majątek, wprowadzono zakaz podróżowania i ograniczono możliwość prowadzenia interesów. Biznesmen zakwestionował informacje zamieszczone na jego temat w dokumentach UE. Szczególne kontrowersje wzbudził zarzut, że miał działać jako człowiek podstawiony przez Władimira Putina i rozwiązywać jego problemy biznesowe.
Podstawą tego twierdzenia był artykuł magazynu Forbes. Sąd w Hamburgu zakazał jego publikowania, ponieważ nie przedstawiono wiarygodnych dowodów. Usmanow postanowił więc pozwać Radę UE i zażądać usunięcia spornych informacji. W grudniu 2023 roku sąd zarządził doręczenie pozwu do Brukseli. Wykonanie tej decyzji zostało jednak zablokowane przez prezesa hamburskiego sądu.
Niemieckie ministerstwa w tle. Polityka ważniejsza niż prawo?
Największe kontrowersje wywołały kulisy całej sprawy. Z ujawnionej korespondencji wynika, że prezes sądu konsultował swoje działania z niemieckim Ministerstwem Sprawiedliwości i Ministerstwem Spraw Zagranicznych. Urzędnicy argumentowali, że krajowe sądy nie powinny ingerować w unijny system sankcyjny ani poddawać go kontroli. Wskazywano na interes polityki zagranicznej Niemiec i potrzebę ochrony systemu stworzonego przez unijne traktaty. W praktyce oznaczało to, że przez trzy lata pozew nie mógł trafić do adresata, mimo wcześniejszego zarządzenia sądu.
Karlsruhe wydaje wyrok. Bruksela nie może być poza kontrolą
Przełom nastąpił 21 października 2026 roku. Federalny Trybunał Sprawiedliwości w Karlsruhe uznał, że odmowa doręczenia pozwu była bezprawna i naruszała prawa Usmanowa. To mocny sygnał, że interes polityczny nie może stać ponad prawem do sądu. Jak podkreślił pełnomocnik biznesmena, adwokat Joachim Steinhöfel, dostęp do wymiaru sprawiedliwości nie może zależeć od priorytetów polityki zagranicznej rządu. Co ciekawe, sam Usmanow został we wrześniu 2026 roku wykreślony z unijnej listy sankcyjnej. Nadal jednak domaga się usunięcia kwestionowanych informacji ze stron internetowych UE. Przeczytaj także: Zakaz social mediów w krajach UE. Bruksela ogłasza przełomową decyzję
Ponad 3000 osób na liście. Czy to początek większych problemów Unii?
Sprawa może mieć znacznie szersze konsekwencje. Na unijnych listach sankcyjnych znajduje się ponad 3000 osób. Wątpliwości dotyczące jakości uzasadnień pojawiały się również w innych przypadkach, między innymi szwajcarskiego publicysty i byłego pułkownika Jacques’a Bauda, oskarżanego o rozpowszechnianie prorosyjskiej propagandy – poinformował Welt.
Niemieckie rozstrzygnięcie może ułatwić kwestionowanie podobnych zarzutów przed sądami i zmusić Radę UE do przedstawiania solidniejszych dowodów. Nie oznacza to, że sankcje wobec osób wspierających rosyjską agresję powinny zostać zniesione. Oznacza natomiast, że nawet najpoważniejsze restrykcje muszą mieć konkretne podstawy, a ich autorzy powinni być gotowi do obrony swoich decyzji.
