in

Niemcy planują uprościć zasady pobytu i pracy wykwalifikowanych cudzoziemców

Od 1 stycznia 2020 roku Niemcy planują uprościć zasady pobytu i pracy wykwalifikowanych cudzoziemców, w tym uczących się zawodu. To wzbudza obawy polskich pracodawców, że cudzoziemcy (przede wszystkim z Ukrainy) opuszczą nasz rynek pracy. Tymczasem deficyt pracowników stanowi największą barierę prowadzenia działalności gospodarczej w kraju. Zmiany w niemieckim prawodawstwie odsłaniają część bardziej złożonego problemu, z jakim boryka się Polska.

– Powody, dla których obserwowaliśmy dotąd zwiększoną imigrację zarobkową z Ukrainy, mają charakter obiektywny. Granica polsko-ukraińska cechuje się znacznymi różnicami wynagrodzeń (poza obszarami stołecznymi sięga ona nawet 80%). Polska jest krajem stabilniejszym społecznie i gospodarczo, a standard instytucji publicznych jest wyraźnie wyższy niż na Ukrainie. Dodatkowo, różnica językowa i kulturowa między krajami nie jest aż tak odczuwalna – mówi Sonia Buchholtz, ekspertka ekonomiczna Konfederacji Lewiatan.

Po 2014 roku w polskiej gospodarce rozpoczęła się faza ożywienia, a od 2017 mówiono o szczycie koniunktury. Cechował ją niemalże nieograniczony popyt na pracę. W tym kontekście migracja stanowi obustronnie korzystne rozwiązanie: przedsiębiorstwom zapewnia możliwość zapełnienia wakatów – a więc realizacji zamówień – a pracownikom szanse na wyższe zarobki i lepsze warunki pracy. Nie da się jednak ukryć, że cudzoziemcy z Ukrainy, Białorusi czy Mołdawii pracują w Polsce w znacznym stopniu poniżej swoich kwalifikacji, gros z nich wykonuje prace proste i niskopłatne, w dużym wymiarze czasu. Dodatkowo, obostrzenia związane z pozwoleniami na pracę i instytucjonalne wąskie gardła bardzo utrudniały legalną pracę powyżej 6 miesięcy. Motywacje finansowe muszą mieć istotne znaczenie dla osób podejmujących pracę w Polsce, wziąwszy pod uwagę, że transfery pieniężne na Ukrainę są obecnie co do wartości większe niż te do Polski z Wielkiej Brytanii.

Deklaracje obywateli Ukrainy co do planów pozostania na terytorium Polski (nawet przed wprowadzeniem tematu liberalizacji przepisów niemieckich) nie pozwalają na zbytni optymizm. Wprawdzie przyjęty projekt niemieckiej ustawy jest bardziej restrykcyjny niż wynikało to ze wstępnych propozycji, jednak procedury zostały wyraźnie uproszczone. Wykazywanie, że nie ma pracownika niemieckiego, który mógłby wakat obsadzić, nie będzie już konieczne, zmaleje znaczenie listy zawodów deficytowych, rozszerzą się szanse dla migrantów chcących się doszkolić. Warunkiem jest znajomość języka niemieckiego, którego naukę ma wesprzeć rząd niemiecki. Niemcy szacują, że dzięki podjęciu tych działań unikną strat rzędu 30 mld euro związanych z nieobsadzonymi wakatami.

– Na tym tle zapowiedzi polskiej polityki migracyjnej z marca br. są bardzo ogólnikowe, mało realne, i co najważniejsze – nie idzie za nimi dostateczna mobilizacja w działaniach. Brak koncepcji przeciwdziałania kurczącym się i starzejącym zasobom pracy jest tym, co stanowi dla Polski długofalowo ogromne wyzwanie. W ostatnich latach obniżono wiek emerytalny, a aktywność zawodowa osób po 50 roku życia pozostaje zbyt niska. Dodatkowo, ponad 2 mln osób w wieku produkcyjnym zasila europejskie rynki pracy poza Polską. Tylko w Niemczech zamieszkuje 1,3 mln polskich obywateli, ekwiwalent populacji Krakowa i Poznania łącznie. Nie ma powodów, by wierzyć w ich rychły powrót. Problemów polskiego rynku pracy w horyzoncie najbliższej dekady nie rozwiąże migracja, ale pomoże załagodzić ich objawy – dodaje Sonia Buchholtz.

Bez krytycznej debaty na temat polskich zasobów pracy w kolejnych latach, a przede wszystkim bez podejmowania realnych działań na ich rzecz, polskie przedsiębiorstwa nie będą mogły pisać scenariusza długofalowego wzrostu gospodarczego, a potrzeby polskich konsumentów będą zmarginalizowane.

 

 

Sylwester dobry, byle nie huczny

Niemcy: Stuttgart wprowadził zakaz wjazdu dla diesli obowiązujący w całym mieście