
To miał być beztroski, pięciodniowy rejs pełen rozrywki i spotkań z kultowymi postaciami Disneya. Turyści, którzy 20 listopada wsiedli na pokład luksusowego statku Disney Wonder w Melbourne, spodziewali się spokojnej podróży po wodach między Australią a Nową Zelandią. Nikt nie przewidywał wydarzeń, które w sobotni poranek całkowicie zmieniły atmosferę na pokładzie.

Pasażer wypadł ze statku wycieczkowego Disneya
Jak podają niemieckie media, około godziny 4.30 nad ranem za burtę wypadł 73-letni pasażer. Informacja ta natychmiast uruchomiła procedury ratunkowe. Kapitan zdecydował o zawróceniu jednostki na wodach Morza Tasmana, a poszukiwania trwały kilka godzin. Według relacji jednego z turystów załoga przeczesywała akwen przy użyciu kamer termowizyjnych, starając się wychwycić najmniejszy ślad zaginionego.
Mężczyzny nie odnaleziono
Mimo intensywnych działań mężczyzny nie odnaleziono. – To było dość przygnębiające – opowiadał jeden z pasażerów, wspominając moment, w którym kapitan przekazał tragiczną wiadomość wszystkim podróżującym. Cisza i niedowierzanie miały na dłuższy czas zapanować na korytarzach i pokładach statku, który zwykle tętnił muzyką i animacjami. Po zakończeniu poszukiwań Disney Wonder wznowił rejs, choć z jednodniowym opóźnieniem w stosunku do pierwotnego planu. Zgodnie z aktualnymi informacjami jednostka ma dotrzeć do Auckland na północy Nowej Zelandii później, niż zakładano przed wypadkiem.
Przeczytaj też: Dlaczego żaden statek wycieczkowy nie pływa pod banderą niemiecką?
Tragiczny rejs
Statek linii Disney Cruise Line może pomieścić około 2700 pasażerów. Ma 294 metry długości i jedenaście pokładów pełnych atrakcji, a pięciodniowa trasa między Australią a Nową Zelandią miała być głównie rozrywkowym rejsem w klimacie Disneya. Tragiczny incydent sprawił jednak, że urlop wielu osób zamienił się w przeżycie, którego nie zapomną – nie z powodu widowiskowych pokazów, lecz nagłego i wstrząsającego zdarzenia na morzu.
