
Holenderski kurort Zandvoort od lat przyciąga tłumy turystów, zwłaszcza w upalne dni. Szacuje się, że w ciepłe weekendy do miasteczka przyjeżdża nawet 100 tysięcy osób, z czego około jedna trzecia samochodami. Wąskie uliczki i ograniczona liczba miejsc parkingowych sprawiają, że ruch drogowy staje się koszmarem – zarówno dla kierowców, jak i dla lokalnych mieszkańców.

Holendrzy oszukują turystów za pomocą Map Google
Mieszkańcy dzielnicy Parkbuurt, położonej tuż przy plaży, postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Wykorzystując funkcję zgłaszania utrudnień w Google Maps, masowo oznaczali ulice jako „zamknięte” z powodu rzekomych robót drogowych. W efekcie algorytm Google uznawał je za niedostępne i nawigacje kierowały ruch gdzie indziej – nawet jeśli ulice były w rzeczywistości przejezdne.
Przeczytaj także: Holandia zawiesiła układ z Schengen. Nadzwyczajne środki na granicach
Choć efekt był z pozoru pozytywny – mniej hałasu, więcej przestrzeni dla mieszkańców – działania przyniosły też nieprzewidziane skutki. Ruch przeniósł się do innych dzielnic, co wywołało gniew lokalnych władz.
– Tak nie można robić – powiedział stanowczo radny Gert-Jan Bluijs w rozmowie z NH Nieuws. – W ten sposób tylko przenosi się problem w inne miejsca i powoduje się większy chaos – dodał.
Zablokowany nawet oficjalny parking
Wśród zablokowanych miejsc znalazła się nawet droga dojazdowa do dużego publicznego parkingu przy plaży. Władze miasta zareagowały natychmiast, zgłaszając problem do Google i stawiając fizyczne znaki ostrzegawcze, by informować kierowców o prawdziwym stanie drogi.
Międzynarodowy rozgłos i podzielone opinie
Akcja mieszkańców szybko trafiła do zagranicznych mediów i wywołała lawinę komentarzy w mediach społecznościowych. Część internautów popiera kreatywny protest, inni widzą w nim jedynie przejaw egoizmu.
Władze zapewniają, że sytuacja została opanowana, a mieszkańcy obiecali, że nie będą więcej stosować podobnych trików. Czy jednak spokój utrzyma się na długo, pozostaje niewiadomą.
Problem parkowania w kurortach rośnie
Przypadek Zandvoort pokazuje, jak wzrost ruchu turystycznego może wpłynąć na życie lokalnych społeczności. Brak infrastruktury, ograniczone parkingi i łatwy dostęp do narzędzi cyfrowych sprawiają, że konflikty między mieszkańcami a turystami będą się nasilać. Czy to początek nowego trendu „cyfrowego oporu”?
