Przejdź do treści

Koszmar na statku wycieczkowym. Wirusolog Bundeswehry ostrzega: „Każdy przypadek trzeba sprawdzić”

07/05/2026 19:13 - AKTUALIZACJA 07/05/2026 19:13
Koszmar na statku wycieczkowym

Koszmar na statku wycieczkowym. Po wykryciu przypadków zakażenia groźnym hantawirusem służby sanitarne badają, czy na pokładzie mogło dojść do kolejnych infekcji. Głos w sprawie zabrał wirusolog Bundeswehry, który ostrzega, że każdy pojedynczy przypadek musi zostać dokładnie sprawdzony. Część pasażerów objęto izolacją, a eksperci próbują ustalić źródło zakażenia.

Koszmar na statku wycieczkowym

Koszmar na statku wycieczkowym. Wirusolog Bundeswehry ostrzega: „Każdy przypadek trzeba sprawdzić”

Co najmniej 29 pasażerów statku wycieczkowego, na którym wykryto przypadki hantawirusa, zeszło z pokładu podczas postoju i kontynuowało podróż. Teraz każdy możliwy kontakt tych osób musi zostać dokładnie prześledzony.
Wirusolog Bundeswehry, Roman Wölfel, podkreśla, że w przypadku groźnych chorób zakaźnych konieczne jest bardzo szczegółowe odtworzenie kontaktów. Chodzi o ustalenie, kto, gdzie i w jakich okolicznościach mógł mieć styczność z osobami zakażonymi.

Jak potwierdzono, część przypadków hantawirusa na statku dotyczy szczególnie niebezpiecznej odmiany. Chodzi o wirus Andes, który występuje w Ameryce Południowej. Według Wölfela ta odmiana może prowadzić do ciężkich powikłań płucnych, a w części przypadków choroba może mieć przebieg śmiertelny. Ekspert zaznacza, że w przeciwieństwie do niektórych innych wariantów hantawirusa, wirus Andes może przenosić się także z człowieka na człowieka. Z tego powodu większość pasażerów statku przebywa obecnie w kwarantannie.

Gdzie są pasażerowie, którzy zeszli ze statku?

Największy niepokój budzą osoby, które opuściły statek podczas postoju na Wyspie Świętej Heleny. Operator rejsu, firma Oceanwide, potwierdził, że 24 kwietnia z pokładu zeszło łącznie 30 osób. W tej liczbie uwzględniono także ciało Holendra, który zmarł jeszcze na statku.

Holenderskie władze mówiły w czwartek nawet o około 40 osobach, podają media. Początkowo operator rejsu informował, że ze statku zeszła jedynie żona zmarłego mężczyzny wraz z jego ciałem. Kobieta później zasłabła na lotnisku w Johannesburgu i również zmarła.

Według Oceanwide wśród pasażerów, którzy opuścili statek w tym samym czasie, byli obywatele co najmniej 12 państw. Po zejściu z pokładu kontynuowali podróż w różne strony świata. Firma zapewnia, że wszystkie te osoby zostały już przez nią skontaktowane.
Przeczytaj także: Holandia przyjmie chorych ze statku grozy. Na pokładzie szerzy się hantawirus

WHO koordynuje śledzenie kontaktów

Roman Wölfel wyjaśnia, że w przypadku niebezpiecznych chorób zakaźnych obowiązują międzynarodowe przepisy sanitarne. W takich sytuacjach działania koordynuje Światowa Organizacja Zdrowia, po tym jak zostanie poinformowana przez państwo bandery statku.

Nawet jeśli pasażerowie opuścili już pokład, WHO może kontaktować się z nimi za pośrednictwem odpowiednich władz sanitarnych w poszczególnych krajach. Jak podkreśla ekspert, w państwach objętych sprawą jest to standardowa procedura służb odpowiedzialnych za ochronę zdrowia publicznego.
Przeczytaj także: Hantawirus: potwierdzono pierwszy przypadek zakażenia w Szwajcarii. Mężczyzna wrócił z podróży

Wirus przenosi się przez bardzo bliski kontakt

Ekspert zaznacza, że służby muszą teraz jak najszybciej ustalić, w jaki sposób pasażerowie mieli ze sobą kontakt. Ważne jest m.in. to, czy wspólnie jedli posiłki, czy mieli bliski kontakt fizyczny albo czy ktoś opiekował się osobą chorą.

Wölfel wyjaśnia, że w przypadku personelu medycznego i członków rodzin takie kontakty zwykle łatwiej odtworzyć. Mimo to, jak podkreśla, każdy przypadek trzeba sprawdzić osobno.

Jednocześnie ekspert uspokaja, że wirus Andes nie rozprzestrzenia się tak łatwo jak grypa czy koronawirus SARS-CoV-2. Do zakażenia potrzebny jest zazwyczaj bardzo bliski kontakt z osobą chorą. W znanych przypadkach na lądzie zakażali się przede wszystkim bliscy członkowie rodzin, którzy opiekowali się chorymi. Do tej pory nie odnotowano takich przypadków na statkach wycieczkowych.

Możliwe są kolejne przypadki

Zdaniem Wölfela mało prawdopodobne jest, aby jedna zakażona osoba niepostrzeżenie zaraziła na przykład cały autobus ludzi. Kiedy wirus namnaża się w organizmie, chorzy zwykle szybko czują się bardzo źle.

Ekspert przyznaje jednak, że nie można całkowicie wykluczyć sytuacji, w której zakażona osoba podróżuje jeszcze samolotem. Nawet wtedy ryzyko transmisji między pasażerami jest zwykle ograniczone, bo do zakażenia wirusem Andes potrzebny jest bardzo bliski kontakt. Mimo to po locie osoby zakażonej każdy przypadek wymaga osobnej oceny.

W czwartek rano ujawniono możliwy przypadek takiego kontaktu. Stewardesa linii KLM trafiła z objawami do szpitala w Holandii. Na lotnisku w Johannesburgu miała kontakt z Holenderką, która niedługo później zmarła.

Kobieta chciała lecieć do Holandii i znajdowała się już na pokładzie samolotu. Załoga zdecydowała jednak, że ze względu na jej stan zdrowia nie może odbyć podróży. Linia KLM poinformowała później, że jako środek ostrożności wszyscy pasażerowie obecni na pokładzie tego lotu zostaną powiadomieni przez odpowiednie służby sanitarne.

Długi okres inkubacji jest problemem

Dodatkowym utrudnieniem jest długi okres inkubacji wirusa, czyli czas od zakażenia do wystąpienia pierwszych objawów. Według Wölfela w przypadku wirusa Andes może on wynosić nawet sześć tygodni.

Oznacza to, że osoby, które były na statku, powinny przez dłuższy czas obserwować swój stan zdrowia i pozostawać w kontakcie z właściwymi służbami sanitarnymi w swoich krajach.

Jeśli tak się nie stanie, nie można wykluczyć pojedynczych kolejnych zakażeń, na przykład wśród bliskich członków rodziny lub personelu medycznego. Może do tego dojść wtedy, gdy ktoś zachoruje w domu w okresie inkubacji, ale nie rozpozna zagrożenia lub nie poinformuje służb.

Wölfel podkreśla jednak, że nie spodziewa się globalnego rozprzestrzenienia wirusa Andes.