
Niemcy ostrzegani przed tym, co zaraz ich czeka. Jeszcze nie ma mrozu, a w niemieckich mediach już robi się gorąco. Z każdą kolejną prognozą rośnie niepokój – tym razem nie o temperaturę, lecz o światło. Ekonomiści ostrzegają przed zjawiskiem, które w ubiegłym roku sparaliżowało rynek energii i zmusiło. Niemcy do sięgnięcia po prąd z zagranicy. Teraz widmo tamtych dni powraca. Czy największa gospodarka Europy naprawdę może znów stanąć w półmroku? A może to dopiero początek problemu, o którym nikt głośno nie chce mówić?
Niemcy ostrzegani przed tym, co zaraz ich czeka
Według prof. Manuela Frondela z RWI Leibniz-Institut, niemiecka energetyka już dziś nie nadąża za popytem. Kraj produkuje mniej energii, niż zużywa, a różnicę musi pokrywać importem. „Niemcy są obecnie uzależnione od zagranicznego prądu” – ostrzega ekspert. W 2024 roku import energii osiągnął rekordowy poziom – aż 11,7 terawatogodzin. Najwięcej dostaw popłynęło z Francji, której sieć jądrowa wciąż zapewnia nadwyżki mocy.
To właśnie w czasie tak zwanej Dunkelflaute – „ciemnej ciszy” – niemiecki system energetyczny staje się najbardziej bezbronny. Słońce nie świeci, wiatr ustaje, a produkcja prądu z odnawialnych źródeł gwałtownie spada. Takie okresy trwają od kilku dni do nawet dwóch tygodni i powtarzają się każdej zimy. Wtedy do akcji muszą wejść elektrownie konwencjonalne – lub zagraniczne kable przesyłowe. Przeczytaj także: Wielkie zmiany w Niemczech od listopada 2025: Odczujemy je wszyscy
System na granicy wydolności
Federalna Agencja Sieci alarmuje: jeśli do 2035 roku nie powstaną nowe elektrownie rezerwowe o mocy od 12,5 do 25,6 gigawata, bezpieczeństwo dostaw energii w Niemczech będzie zagrożone.
Minister gospodarki Katherina Reiche (CDU) chce postawić na nowoczesne elektrownie gazowe. Plan zakłada budowę obiektów o łącznej mocy 20 GW, lecz projekt może zostać zablokowany przez Brukselę. Unia Europejska wciąż nie zatwierdziła niemieckiego programu wsparcia, co może ograniczyć inwestycje do zaledwie połowy planowanej mocy – podaje Merkur.
Węgiel wraca do gry?
Choć rząd zapowiada szybki rozwój odnawialnych źródeł, eksperci nie mają złudzeń – w czasie ciemnej ciszy to wiatr i słońce nie wystarczą. „Odnawialne źródła często produkują więcej energii, niż potrzebujemy, ale w bezwietrzne, pochmurne dni – zbyt mało, by utrzymać system” – mówi Andreas Lenz z CDU/CSU. Coraz częściej pada więc niewygodne pytanie: czy Niemcy, które chciały pożegnać węgiel, będą musiały znów po niego sięgnąć?
Transformacja energetyczna miała być sukcesem – dziś coraz częściej mówi się o jej kosztach.
W 2010 roku 60 procent niemieckiego prądu pochodziło z gazu i węgla, a około jedna piąta z atomu. W 2024 roku dominują wiatr i słońce – ale także niestabilność, import i niepewność.
Czy Niemcy, które miały być wzorem dla świata, staną się przykładem, jak trudno utrzymać światło zapalone, gdy wiatr milknie?
