
Rosja wstrzymuje eksport paliwa lotniczego do 30 listopada 2026 roku. Oficjalnie chodzi o stabilizację krajowego rynku paliw, ale decyzja pokazuje, jak duże problemy ma dziś rosyjski sektor rafineryjny. Po serii ukraińskich ataków na infrastrukturę energetyczną Moskwa ogranicza sprzedaż kerosenu za granicę, a skutki tej decyzji mogą odczuć także pasażerowie. Eksperci ostrzegają, że mniejsza dostępność paliwa lotniczego może oznaczać większą presję na linie lotnicze i kolejne podwyżki cen biletów.

Rosja wstrzymuje nafty lotniczej, światowe lotnictwo na kolanach
Ukraińskie ataki dronów coraz mocniej uderzają w rosyjski sektor paliwowy. W maju celem nalotów było osiem z dziesięciu największych rafinerii w Rosji, co doprowadziło do poważnego spadku produkcji. Według dostępnych danych rosyjska produkcja paliw spadła do najniższego poziomu od 16 lat — do 4,58 mln baryłek dziennie. To aż o 13 proc. mniej niż w tym samym okresie ubiegłego roku.
Do tej pory Rosja eksportowała paliwo lotnicze, głównie koleją do państw Azji Centralnej: Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu i Uzbekistanu. Nowe ograniczenia oznaczają jednak poważne utrudnienia dla zagranicznych odbiorców. Zakaz obejmuje nie tylko tradycyjny eksport, ale również sprzedaż giełdową. Wyjątki mają być ograniczone do umów międzyrządowych oraz paliwa, które zostało już wysłane i znajduje się w trakcie dostawy.
To kolejny sygnał, że rosyjski rynek paliw znajduje się pod coraz większą presją. Już od 1 kwietnia Moskwa ograniczyła eksport benzyny, a teraz rozważa podobne kroki wobec oleju napędowego. Jego produkcja spadała o około 10 proc. w każdym z ostatnich dwóch miesięcy. Dla rynku lotniczego oznacza to dodatkową niepewność, a dla pasażerów — ryzyko dalszego wzrostu cen biletów — podaje Reuters.
Przeczytaj także: Cieśnina Ormuz: „Najgorsza wiadomość właśnie nadeszła”. Świat wstrzymuje oddech
Rynek na granicy wytrzymałości
Decyzja Moskwy uderza w światowe lotnictwo w wyjątkowo trudnym momencie. Branża wciąż odczuwa skutki kryzysu wywołanego konfliktem w Iranie, który rozpoczął się w lutym 2026 roku po działaniach USA i Izraela. Zamknięcie Cieśniny Ormuz odcięło dostęp do około 20 proc. światowych dostaw ropy, w tym do znacznej części eksportu nafty lotniczej.
Skutki były natychmiastowe. Ceny paliwa lotniczego wzrosły o ponad 120 proc. w porównaniu z poziomem sprzed wybuchu konfliktu. W kwietniu sięgnęły 1838 dolarów za tonę, a następnie ustabilizowały się na rekordowo wysokim poziomie — powyżej 1500 dolarów za tonę.
Przeczytaj także: Gwałtowny wzrost cen paliw uderza w podróże lotnicze. Pierwszy przewoźnik planuje odwołać ponad tysiąc lotów
Najmocniej kryzys odczuły europejskie i azjatyckie linie lotnicze, w dużej mierze uzależnione od importu paliw z Bliskiego Wschodu. Zapasy nafty lotniczej w największych europejskich hubach, zwłaszcza w strefie Amsterdam–Rotterdam–Antwerpia, spadły do najniższych poziomów z ostatnich miesięcy. Międzynarodowa Agencja Energetyczna ostrzegła, że Europa może zacząć odczuwać niedobory już w tym miesiącu.
Według szacunków branży w 2026 roku dodatkowe koszty ponoszone przez przewoźników mogą wzrosnąć o 14 mld dolarów w porównaniu z rokiem poprzednim. To oznacza coraz większą presję na linie lotnicze, które część wydatków mogą przerzucać na pasażerów.
Analitycy ostrzegają, że ceny biletów na trasach międzynarodowych mogą wzrosnąć o ponad 100 dolarów względem ubiegłego lata. Podkreślają również, że nawet szybkie zakończenie konfliktu w Iranie nie oznaczałoby natychmiastowego powrotu do normalnych stawek. Stabilizacja rynku mogłaby potrwać rok lub dłużej.
Rosyjski zakaz eksportu paliwa lotniczego dodatkowo zawęża rynek, który już teraz działa na granicy wytrzymałości. Dzieje się to w najgorszym możliwym momencie — tuż przed szczytem sezonu wakacyjnego, gdy miliony Europejczyków planują podróże lotnicze.
