
Na jednej z niewielkich wysp Morza Północnego rozgrywa się historia, która brzmi jak fragment kryminału. Coraz więcej mieszkańców i turystów trafia na fałszywe monety, które krążą w lokalnym obiegu i trafiają nawet do sklepów czy kawiarni. Choć na pierwszy rzut oka wyglądają całkiem normalnie, specjaliści ostrzegają: sprawa jest poważniejsza, niż sądzi większość osób.

Skandal z fałszywymi monetami
Pierwsze sygnały pojawiły się w jednej z lodziarni w centrum miasteczka. Właściciel zauważył monetę, która inaczej błyszczała i była podejrzanie lekka. Po konsultacji z bankiem okazało się, że ma do czynienia z podróbką. Wkrótce kolejni sprzedawcy zaczęli zgłaszać podobne przypadki – wszystkie dotyczyły tego samego wzoru.
Przeczytaj także: Od października banki sprawdzą każdy nasz przelew. Nowe przepisy wchodzą w życie
Według lokalnych mediów fałszywki to dwueurowe monety z 2011 roku przedstawiające motyw z Estonii. Na pozór wyglądają poprawnie, ale przy bliższym spojrzeniu można zauważyć charakterystyczne różnice:
- środkowa część ma bardziej żółtawy odcień,
- rant jest prostszy niż w oryginale,
- w niektórych egzemplarzach można nawet wypchnąć rdzeń z obręczy.
Ile na tym zarabiają fałszerze?
Eksperci podkreślają, że fałszerze celowo wybrali zwykłą monetę obiegową, a nie rzadki egzemplarz kolekcjonerski. Dzięki temu podróbki łatwiej przenikają do codziennych transakcji – szczególnie w miejscach, gdzie turyści i mieszkańcy często płacą drobniakami za lody, kawę czy bilety.
Choć fałszowanie banknotów wydaje się bardziej opłacalne, w tym przypadku chodzi o masową produkcję. Prawdziwa dwueurówka kosztuje w produkcji około 10–15 centów, a podróbki można nabyć na zagranicznych portalach w cenie zbliżonej do nominału – a przy większych zamówieniach nawet taniej. Różnica między kosztem a wartością nominalną sprawia, że biznes staje się niezwykle dochodowy, podaje focus.de.
Jak rozpoznać fałszywe monety?
Miejscowi sprzedawcy radzą prosty trik: użyj magnesu. Oryginalna moneta nie reaguje, podczas gdy podróbka – tak. To najszybszy sposób, by wątpliwe znalezisko zweryfikować jeszcze przy kasie.
Problem nie tylko dla turystów
Choć liczba fałszywych monet na niemieckich wyspach nie jest ogromna, lokalne władze obawiają się, że skala zjawiska może być większa, niż przypuszczano. Sprawą zajmuje się już Landeskriminalamt oraz Bundesbank, które badają zabezpieczone egzemplarze.
Do czasu wyjaśnienia zagadki pozostaje ostrożność – bo w portfelu z wakacyjnej wycieczki może się znaleźć nie tylko drobniak na kawę, ale też fałszywy dwueurówka, która wpędzi nas w kłopot.
