
Jeszcze niedawno wydawało się, że najtrudniejszy okres dla młodych ludzi minął wraz z końcem pandemii. Tymczasem najnowsze dane pokazują coś zupełnie odwrotnego. W Niemczech rośnie liczba dzieci i nastolatków zmagających się z problemami psychicznymi i to w tempie, które zaczyna niepokoić ekspertów. Badania wskazują nie tylko skalę zjawiska, ale też grupy szczególnie narażone. W tle pojawia się również pytanie: czy system jest gotowy, by sobie z tym poradzić? Eksperci alarmują: zdrowie psychiczne dzieci w Niemczech pogarsza się.

Zdrowie psychiczne dzieci w Niemczech: alarm ekspertów
Według najnowszego barometru szkolnego Fundacji Roberta Boscha, opracowanego we współpracy z Uniwersytetem w Lipsku, aż co czwarty uczeń w Niemczech doświadcza dziś problemów psychicznych lub znajduje się na granicy zaburzeń. To wyraźny wzrost względem poprzedniego roku. Badanie przeprowadzone wśród ponad 1500 uczniów w wieku od 8 do 17 lat oraz ich rodziców pokazuje, że pogorszenie nastąpiło po raz pierwszy od zakończenia pandemii COVID-19.
Dane są konkretne: 15% młodych osób wykazuje objawy klasyfikowane jako psychicznie nieprawidłowe, a kolejne 10% znajduje się w grupie ryzyka. Mowa o trudnościach w regulacji emocji, zmianach w zachowaniu czy problemach z funkcjonowaniem na co dzień. W najcięższych przypadkach może to prowadzić do depresji, zaburzeń lękowych lub problemów behawioralnych.
Szczególnie niepokojąca jest sytuacja w dwóch grupach. Dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi oraz młodzi ludzie z rodzin o niskich dochodach znacznie częściej zmagają się z problemami psychicznymi – odpowiednio 36% i 31%. To pokazuje, że kwestie społeczne i ekonomiczne mają ogromny wpływ na kondycję psychiczną najmłodszych. Jednocześnie aż 26% badanych ocenia swoją jakość życia jako niską, a w grupach najbardziej zagrożonych ten odsetek jest jeszcze wyższy.
Przeczytaj także: Niepokojący raport o Niemczech. Cudzoziemcy i ich dzieci pod coraz większą presją
To sygnał ostrzegawczy
Eksperci nie mają wątpliwości: to nie jest chwilowe zjawisko. Jak podkreśla profesor Julian Schmitz z Uniwersytetu w Lipsku w welt.de., mamy do czynienia z szerszym trendem, który potwierdzają także inne badania. Co więcej, aż trzy czwarte chorób psychicznych zaczyna się właśnie w dzieciństwie i okresie dojrzewania. To oznacza, że brak reakcji dziś może mieć długofalowe konsekwencje dla całego społeczeństwa.
W badaniu pojawia się też ważny wątek szkoły, bowiem ogromną rolę odgrywają nauczyciele i atmosfera w klasie. Uczniowie, którzy czują wsparcie i mają realny wpływ na życie szkoły, radzą sobie znacznie lepiej. Problem w tym, że wielu z nich wciąż nie ma przestrzeni, by wyrażać swoje zdanie. A system wsparcia – od psychologów po programy pomocowe – często nie nadąża za rosnącymi potrzebami.
Eksperci mówią wprost: to sygnał ostrzegawczy, którego nie można ignorować, bo choć większość młodych ludzi wciąż radzi sobie dobrze, skala problemu rośnie i zaczyna przypominać najtrudniejsze momenty z czasów pandemii.
