
Napięcie na Bliskim Wschodzie ponownie odbija się na kieszeniach kierowców. Kryzys w Iranie wywołał gwałtowną reakcję rynków finansowych, a ceny ropy naftowej pod koniec lutego osiągnęły najwyższe poziomy od wielu miesięcy. Inwestorzy obawiają się eskalacji konfliktu i potencjalnych zakłóceń dostaw surowca. To z kolei natychmiast przekłada się na notowania kontraktów terminowych i wyższe koszty paliw. W Polsce i w Niemczech kierowcy już obserwują wzrost cen przy dystrybutorach. Pojawia się więc pytanie, czy grozi nam nowy szok paliwowy i jak długo może potrwać obecna fala podwyżek.

Kryzys w Iranie a ceny paliw w Europie
Za obecny wzrost notowań odpowiada przede wszystkim napięta sytuacja wokół Iranu oraz strategicznie położonej Cieśniny Ormuz. To wąskie przejście morskie między Iranem a Omanem jest jednym z najważniejszych punktów transportu ropy na świecie. Szacuje się, że przepływa tamtędy około 20 procent globalnych dostaw surowca. Każda groźba blokady, sabotażu czy zaostrzenia sankcji powoduje natychmiastową reakcję rynków.
Iran nie jest największym producentem ropy, jednak jego znaczenie geopolityczne sprawia, że nawet niewielka eskalacja konfliktu wywołuje efekt domina. Inwestorzy doliczają do ceny tak zwany czynnik ryzyka. W rezultacie ropa Brent i ropa WTI notują dynamiczne wzrosty, a ceny kontraktów rosną z dnia na dzień.
W ostatnich tygodniach lutego 2026 roku obserwowano kilkukrotne skoki notowań o 5 do 7 procent w ciągu zaledwie kilku sesji. W ujęciu od końca 2025 roku wzrosty sięgają nawet kilkunastu procent, choć dokładna wartość zależy od przyjętej daty odniesienia. Eksperci mówią raczej o wyraźnym trendzie wzrostowym i wielomiesięcznych maksimach niż o jednej konkretnej liczbie procentowej.
Przeczytaj także: Ataki odwetowe Iranu, celem bazy amerykańskie w kilku krajach; hotel w Dubaju w płomieniach, ranni na lotnisku w Kuwejcie
Dlaczego ceny na stacjach rosną szybciej?
Wzrost cen ropy naftowej to tylko jeden z elementów wpływających na ceny paliw w Polsce i Niemczech. Na ostateczną kwotę przy dystrybutorze składają się także podatki, opłata paliwowa, marże rafinerii oraz rosnące koszty polityki klimatycznej. Od początku 2026 roku obowiązuje wyższa opłata za emisję CO2, która w krajach UE systematycznie podnosi koszt benzyny i diesla. To strukturalny czynnik wzrostowy, niezależny od sytuacji na Bliskim Wschodzie. Organizacje motoryzacyjne, w tym ADAC, już wcześniej ostrzegały, że w 2027 roku podwyżki mogą sięgnąć nawet kilkudziesięciu centów na litrze.
W styczniu i lutym 2026 roku kierowcy odczuli wyraźny wzrost cen. Benzyna E10 oraz diesel były momentami znacząco droższe niż pod koniec 2025 roku. W mediach coraz częściej pojawia się określenie szok na stacji paliw. Wzrost cen ropy spotkał się bowiem z już podniesioną bazą kosztową wynikającą z regulacji klimatycznych i podatkowych.
Warto pamiętać, że rynek energii jest w dużej mierze napędzany psychologią. Sama obawa o przyszłe niedobory może dziś windować ceny, nawet jeśli realne dostawy jeszcze się nie zmniejszyły. Handel na rynku terminowym polega na ustalaniu ceny z wyprzedzeniem na przyszłą dostawę. To mechanizm, który pozwala producentom i odbiorcom zabezpieczać się przed wahaniami, ale jednocześnie sprawia, że emocje inwestorów natychmiast przekładają się na realne koszty paliwa.
Przeczytaj również: Chaos na stacjach benzynowych w Niemczech. Kierowcy ruszyli po paliwo
Czy grozi nam nowy szok paliwowy?
Wielu kierowców obawia się powtórki z gwałtownych podwyżek znanych z poprzednich kryzysów geopolitycznych. Czy obecny kryzys w Iranie może doprowadzić do kolejnej fali rekordowych cen na stacjach.
Scenariusz ten nie jest wykluczony, jeśli napięcia w regionie będą się utrzymywać lub dojdzie do realnych zakłóceń transportu przez Cieśninę Ormuz. W przypadku blokady nawet części przepływu tankowców globalna podaż mogłaby spaść, co natychmiast przełożyłoby się na skok notowań ropy. Wówczas ceny paliw w Europie mogłyby wzrosnąć jeszcze bardziej.
Z drugiej strony rynek ropy reaguje również na działania dyplomatyczne i sygnały deeskalacji. W przeszłości wystarczyły informacje o negocjacjach czy zwiększeniu wydobycia przez inne kraje, aby ceny zaczęły spadać. Dlatego obecna sytuacja jest dynamiczna i zależna od rozwoju wydarzeń politycznych.
