
Nauczycielka z Niemiec była 17 lat na zwolnieniu: Ta historia wywołała w Niemczech ogromne poruszenie. Nauczycielka przez blisko 17 lat nie pojawiała się w szkole, a mimo to co miesiąc na jej konto wpływało pełne wynagrodzenie sięgające kilku tysięcy euro. Teraz, gdy władze postanowiły zakończyć tę sytuację, 62-latka nie zamierza się poddać. Sprawa trafiła do sądu, a w tle pojawiły się dodatkowe okoliczności, którymi zainteresowała się prokuratura.

Nauczycielka z Niemiec była 17 lat na zwolnieniu
Sprawa nauczycielki z Duisburga już wcześniej wywołała w Niemczech ogromne poruszenie. Kobieta pracowała w Berufskolleg w Wesel, ale od 2009 roku nie wykonywała już pracy w szkole. Przez kolejne lata regularnie przedstawiała zwolnienia lekarskie, a mimo to nadal otrzymywała pełne uposażenie urzędnicze.
Według informacji przytaczanych przez WDR jej miesięczne świadczenia mogły wynosić od około 5051 do 6174 euro. Co szczególnie zaskakujące, przez wiele lat nie została skierowana na badanie przez lekarza urzędowego, które mogłoby zweryfikować jej zdolność do dalszej służby.
Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero wtedy, gdy władze Nadrenii Północnej-Westfalii zażądały przeprowadzenia odpowiedniego badania.
Władze skierowały ją na emeryturę. Ona się sprzeciwia
Po przeprowadzeniu procedury urzędowej zapadła decyzja o przeniesieniu kobiety na emeryturę. Nauczycielka nie zaakceptowała jednak tego rozstrzygnięcia i wniosła skargę do sądu administracyjnego w Düsseldorfie.
To właśnie ten element sprawy jest teraz najbardziej aktualny. Po niemal 17 latach nieobecności w szkole kobieta walczy o uchylenie decyzji władz.
Nie wiadomo jeszcze, jakie są jej szanse na wygraną. Sprawa może jednak mieć znaczenie nie tylko dla niej samej, ale również dla urzędów, które przez lata nie reagowały na tak długą nieobecność pracownika. Przeczytaj także: Szokująca sprawa w Niemczech: nauczycielka 15 lat na L4, sąd podjął decyzję
W tle znacznie poważniejsze podejrzenia
Na tym jednak historia się nie kończy. Prokuratura w Duisburgu prowadzi osobne postępowanie dotyczące podejrzenia oszustwa o charakterze zarobkowym.
Śledczy sprawdzają, czy nauczycielka, pozostając formalnie niezdolna do pracy, prowadziła jednocześnie działalność jako Heilpraktikerin, czyli osoba zajmująca się alternatywnymi metodami leczenia. Według śledczych miała też uczestniczyć w konkursie dla przedsiębiorców.
W marcu 2026 roku funkcjonariusze przeszukali jej mieszkanie w Duisburgu. Zabezpieczono dokumenty i elektroniczne nośniki danych, które są obecnie analizowane.
Śledczy sprawdzają tylko część całego okresu
Choć kobieta pozostawała poza szkołą przez niemal 17 lat, postępowanie karne nie obejmuje całego tego okresu. Według informacji WDR oraz RND śledczy koncentrują się przede wszystkim na latach 2021–2025, ponieważ wcześniejsze ewentualne czyny mogły już ulec przedawnieniu.
Jeżeli podejrzenia o oszustwo się potwierdzą, konsekwencje mogą być bardzo poważne. WDR podaje, że w przypadku udowodnienia oszustwa o charakterze zarobkowym grozić może kara od sześciu miesięcy do nawet dziesięciu lat pozbawienia wolności. Na tym etapie obowiązuje jednak zasada domniemania niewinności.
Sprawa uderza także w urzędników
Kontrowersje dotyczą nie tylko samej nauczycielki. Władze wszczęły postępowanie dyscyplinarne również wobec pracownika Bezirksregierung Düsseldorf. Powód jest oczywisty: przez kilkanaście lat nikt nie doprowadził do skutecznej weryfikacji stanu zdrowia nauczycielki, mimo że przez cały ten czas nie pojawiała się w pracy.
Sprawa stawia więc pytania nie tylko o zachowanie kobiety, ale również o skuteczność niemieckiej administracji i nadzoru nad wieloletnimi zwolnieniami urzędników.
Teraz równolegle toczą się dwa ważne postępowania: sąd administracyjny ma ocenić zasadność przymusowego przejścia na emeryturę, a prokuratura bada, czy w czasie wieloletniej niezdolności do pracy nie doszło do przestępstwa.
