Przejdź do treści

Niemcy chcą odebrać tysiące mieszkań. Właściciele mają powody do obaw

24/10/2026 21:12 - AKTUALIZACJA 24/10/2026 21:12
Niemcy planują wywłaszczenia mieszkań

W Berlinie powraca pomysł przejęcia przez państwo części mieszkań należących do dużych firm. Propozycja wywołuje sprzeciw branży, a jej skutki mogą wykraczać daleko poza granice stolicy. Stawką są nie tylko tysiące lokali, lecz także przyszłość inwestowania na niemieckim rynku.

Niemcy planują wywłaszczenia mieszkań

Niemcy planują wywłaszczenia mieszkań. Na celowniku duzi właściciele

Pomysł przejęcia prywatnych mieszkań przez państwo ponownie wywołał dyskusję o granicach ingerencji władz w rynek nieruchomości. W Berlinie do realizacji takiego rozwiązania dąży lewicowa partia Die Linke, która chce ograniczyć zasoby mieszkaniowe pozostające w rękach największych prywatnych właścicieli.

Zgodnie z propozycją firmy posiadające ponad 10 tys. mieszkań miałyby przekazać państwu lokale przekraczające ten limit. Maksymalną pulę rekompensat ustalono na 16 mld euro. Przygotowanie przepisów planowane jest na 2028 r., a ich wdrożenie miałoby nastąpić rok później.

Plan budzi poważne obawy wśród inwestorów. Christian Fladeland, jeden z dyrektorów generalnych szwedzkiej spółki Heimstaden Bostad AB, powiedział agencji Bloomberg, że firma nie zamierza inwestować w Niemczech, dopóki ryzyko wywłaszczeń pozostaje aktualne.
Przeczytaj także: Niemcy zamykają pięć tuneli na ważnej autostradzie. Utrudnienia potrwają kilka dni

Nie jest to przypadkowy głos w dyskusji. Heimstaden posiada w Berlinie około 20 tys. mieszkań o szacunkowej wartości 5 mld euro. Stanowią one około 15 proc. całego portfela nieruchomości przedsiębiorstwa.

Wywłaszczenia mieszkań w Niemczech mogą kosztować miliardy

Jeśli berlińskie plany weszłyby w życie, konsekwencje dla Heimstaden mogłyby być dotkliwe. Proponowane rozwiązanie mogłoby objąć około połowy mieszkań należących do spółki w stolicy Niemiec. Skala strat zależałaby między innymi od wysokości wypłaconych rekompensat. Według szacunków, gdyby odszkodowania były o 40 proc. niższe od wartości rynkowej nieruchomości, straty firmy mogłyby wynieść około 1 mld euro.

Przedstawiciele branży obawiają się również, że sprawa wpłynie na postrzeganie Niemiec jako miejsca do inwestowania. Niepewność dotycząca zasad ochrony prywatnej własności może zniechęcać zagraniczne przedsiębiorstwa do angażowania kapitału nie tylko w Berlinie, lecz także w innych częściach kraju.

Realizacja propozycji nie jest jednak przesądzona. Projekt może napotkać poważne przeszkody prawne i polityczne. Jak informuje Bloomberg, rząd federalny kanclerza Friedricha Merza zapowiedział przygotowanie regulacji, które miałyby uniemożliwić niemieckim krajom związkowym przejmowanie prywatnych mieszkań. Ewentualna ustawa przyjęta w Berlinie mogłaby również zostać zaskarżona do sądu konstytucyjnego.

Kryzys mieszkaniowy w Berlinie napędza polityczne zmiany

Źródłem sporu jest pogłębiający się problem dostępności mieszkań. W Berlinie brakuje lokali, a rosnące czynsze sprawiają, że coraz więcej mieszkańców oczekuje zdecydowanych działań ze strony władz. Die Linke przekonuje, że większa kontrola państwa nad rynkiem może pomóc w rozwiązaniu tego problemu, informuje Bloomberg.

Partia już podczas kampanii wyborczej zapowiadała realizację postulatów związanych z referendum z 2021 r. Mieszkańcy Berlina opowiedzieli się wówczas za przejęciem przez państwo dużych prywatnych zasobów mieszkaniowych. Wynik głosowania wzmocnił polityczne poparcie dla tego pomysłu, ale nie doprowadził automatycznie do wprowadzenia nowych przepisów.

Po ostatnich wyborach Die Linke zdobyła ponad 25 proc. głosów i wyprzedziła dotychczas rządzących chadeków. Ugrupowanie może teraz współtworzyć berliński rząd z Zielonymi i SPD. Formalne rozmowy koalicyjne mają rozpocząć się w przyszłym miesiącu.