Przejdź do treści

Niemcy szturmują sklepy z polskimi fajerwerkami. Kolejki ustawiają się od nocy

Tagi:
30/12/2025 14:48 - AKTUALIZACJA 30/12/2025 15:04

Szturm na polskie fajerwerki w Niemczech. Polskie petardy, rakiety i baterie fajerwerków robią furorę za zachodnią granicą. W Bremie, w sklepie prowadzonym przez przedsiębiorcę o polskich korzeniach, już pierwszego dnia sprzedaży wyrobów pirotechnicznych doszło do prawdziwego oblężenia. Klienci ustawiali się w kolejkach tuż po północy, a produkty renomowanego polskiego producenta Funke zniknęły z półek w ekspresowym tempie. Mimo głośnej debaty o zakazie fajerwerków w Niemczech, popyt – szczególnie na polskie wyroby – jest rekordowy. Co sprawia, że właśnie produkty z Polski są tak rozchwytywane?

Szturm na polskie fajerwerki w Niemczech. „To co roku wygląda tak samo”

Punktualnie o północy sprzedaż fajerwerków rozpoczął Postenhandel Nord w Bremie. Sklep prowadzi Christoph Pawlowski, przedsiębiorca o polskim nazwisku, dobrze znany w branży sezonowej. Tylko pierwszego dnia przez drzwi przewinęło się około 1000 klientów. – To u nas norma. Ludzie czekają cały rok – mówi Pawlowski, wyraźnie zmęczony, ale zadowolony z obrotów. Średni rachunek wynosił około 160 euro, ale nie brakowało klientów, którzy kupowali fajerwerki za kilka tysięcy euro. – Rekordziści zostawiali nawet 6000 euro – przyznaje sprzedawca.

Największym zainteresowaniem cieszyły się produkty polskiej marki Funke, znanej w Niemczech z wysokiej jakości i mocnych efektów. – To nie jest masówka. To porządne, technicznie dopracowane fajerwerki – mówi Pawlowski. Zainteresowanie przerosło oczekiwania. Już pierwszego dnia sprzedaży polskie produkty zostały całkowicie wyprzedane. – Próbowaliśmy domawiać, ale było za późno. Nie mamy już nic – dodaje. Klienci musieli sięgać po inne marki dostępne w ofercie, jednak wielu wyraźnie przyszło właśnie po „polskie”. Przeczytaj także:  Ogromne kolejki przed sklepami w Niemczech. „Niektórzy stali całą noc”

Od skromnych zakupów po drogie baterie

Nie wszyscy kupują hurtowo. Tobias, 35-letni klient, wydał około 70 euro. – Wolę mniej, ale dobrej jakości – tłumaczy. Inni trzymają się rodzinnych budżetów: rakiety, kilka baterii i drobne petardy dla dzieci. Jak podaje Focus, najdroższa pojedyncza bateria kosztowała 500 euro, ale – jak przyznają klienci – zawsze znajdzie się ktoś, kto decyduje się na taki wydatek.

Debata o zakazach tylko podkręca sprzedaż

Pawlowski uważa, że rosnące emocje wokół zakazu fajerwerków w Niemczech działają odwrotnie, niż zakładają krytycy. – Ta debata stała się bardzo agresywna. To ludzi raczej mobilizuje do zakupów – ocenia. Jego zdaniem część sieci handlowych, które ogłaszają rezygnację ze sprzedaży fajerwerków „z powodów etycznych”, robi to głównie dla marketingu. – A potem i tak wracają do sprzedaży – dodaje.

– Rozmawiałem dziś z innymi sprzedawcami. Wszędzie jest podobnie – podsumowuje Pawlowski. – Zainteresowanie jest ogromne, szczególnie polskimi fajerwerkami.