
Mało znany zapis z nowego ustawodawstwa wojskowego rozpalił w Berlinie spór polityczny i prawny. Choć rząd podkreśla, że nie planuje w najbliższym czasie przywrócenia obowiązkowej służby wojskowej, to reaktywowany wraz z nowym modelem rekrutacji przepis zwrócił uwagę ekspertów i opozycji. Chodzi o obowiązek zgłaszania wyjazdu z Niemiec. Raport Służby Naukowej Bundestagu stawia teraz pytania o legalność działań Ministerstwa Obrony, a cała sprawa zwiększa presję na ministra Borisa Pistoriusa.

Obowiązek zgłaszania wyjazdu z Niemiec rozpętał burzę
Zgodnie z przepisami dotyczącymi służby wojskowej mężczyźni w wieku od 18 do 45 lat mieliby uzyskiwać zgodę centrum kariery Bundeswehry, jeśli planują opuścić Niemcy na okres dłuższy niż trzy miesiące. Regulacja została przywrócona na początku roku wraz z koncepcją „Nowej Służby Wojskowej”.
Po fali krytyki Boris Pistorius próbował tonować nastroje, przekonując, że przepis nie będzie stosowany na co dzień, dopóki nie dojdzie do stanu nadzwyczajnego. Niedługo później Ministerstwo Obrony w praktyce wstrzymało stosowanie obowiązku poprzez ogólne zarządzenie.
Problem w tym, że taki manewr może budzić poważne wątpliwości prawne. Jak wynika z raportu Służby Naukowej Bundestagu, ministerstwo może tworzyć pewne wyjątki, ale nie ma uprawnień, by w praktyce „wyłączyć” skutki ustawy przyjętej przez parlament. Dokument zamówiony przez frakcję Partii Lewicy i cytowany przez berlińskie studio ARD wskazuje, że resort mógł przekroczyć swoje kompetencje. Eksperci przypominają też, że zawieszenie lub uchylenie ustawy (w całości lub części) należy do kompetencji Federalnego Trybunału Konstytucyjnego.
Przeczytaj także: Niemcy właśnie wprowadzili ważne zmiany. Dotyczą kierowców, pracowników i konsumentów
Oskarżenia o „całkowitą porażkę ministerstwa”
Polityczne reakcje pojawiły się szybko. Desiree Becker, wiceprzewodnicząca frakcji parlamentarnej Partii Lewicy, ostro skrytykowała sposób, w jaki sprawę poprowadzono. Stwierdziła, że raport to „kolejny dowód niekompetencji i całkowitej porażki ministerstwa”. Podkreśliła również, że od początku ostrzegała przed ryzykiem prawnym, jednak jej uwagi miały zostać zignorowane.
Wspomniany raport liczy 13 stron. Szczegółowo analizuje zarządzenie wydane przez Ministerstwo Obrony i wskazuje elementy, które autorzy uznają za istotne błędy prawne. Zdaniem ekspertów zarządzenie ministerstwa w praktyce zwalnia wszystkich objętych nim mężczyzn z obowiązku powiadomienia. W efekcie nie pozostaje żadna osoba, wobec której przepis mógłby realnie zadziałać — relacjonuje BILD.
Autorzy raportu opisują taki stan jako „trwały stan prawny”, którego — według tej oceny — rząd nie powinien tworzyć zwykłym aktem administracyjnym. To właśnie ten punkt jest dziś osią sporu, który uderza w wiarygodność ministra obrony i jednocześnie komplikuje debatę wokół projektu nowej służby wojskowej.
