
Różnice w cenach napraw samochodów. Jedna fabryka, te same części i spore różnice w rachunkach. Nowe badanie rynku pokazuje, że marka na masce potrafi znacząco podnieść koszt naprawy, nawet gdy auto technicznie niemal nie różni się od swojego „bliźniaka”. Kierowcy często zakładają, że skoro samochody są identyczne pod względem konstrukcji, zapłacą podobnie za serwis. Rzeczywistość okazuje się jednak dużo bardziej zaskakująca. W niektórych przypadkach za tę samą część trzeba dopłacić równowartość kilkuset euro – bez jasnego uzasadnienia. Co więcej, drogie logo nie zawsze oznacza najwyższe rachunki. Jedna z marek, której wielu kierowców spodziewałoby się na szczycie cenników, pozytywnie zaskakuje.

Różnice w cenach napraw samochodów
Przykładem są Toyota Corolla i Suzuki Swace. Oba modele produkowane są w Wielkiej Brytanii i bazują na niemal identycznych rozwiązaniach technicznych. Mimo to ceny części potrafią się znacząco różnić. Reflektor do Suzuki kosztuje ponad 500 euro więcej niż do Toyoty. Jeszcze wyraźniej widać to przy wymianie przedniej szyby: w Corolli koszt wynosi 1 897,67 euro, natomiast w Swace – 2 125,59 euro. To ponad 200 euro różnicy za element, który w praktyce jest taki sam.
Podobna sytuacja występuje w koncernie Hyundai–Kia. W przypadku szkody tylnej części nadwozia naprawa Hyundaia Tucsona została wyceniona na 3 904,22 euro, podczas gdy bliźniaczego technicznie Kii Sportage – na 3 002,54 euro. Różnica blisko 1 000 euro wynika głównie z droższej jednostki czujników w Hyundaiu.
Mała stłuczka, duże koszty
Analiza objęła 21 popularnych modeli samochodów i trzy standardowe scenariusze uszkodzeń. Wniosek jest jednoznaczny: nawet niewielka kolizja parkingowa może dziś oznaczać rachunek liczony w tysiącach euro.
Nowoczesne samochody mają w zderzakach rozbudowaną elektronikę – czujniki martwego pola, radary systemów wspomagania jazdy czy elementy asystentów parkowania. Uszkodzenie zderzaka często oznacza nie tylko naprawę plastiku, ale także wymianę drogich modułów elektronicznych.
Kontrowersyjny przykład dotyczy Volkswagena Golfa. W określonych przypadkach producent przewiduje wymianę dwóch sterowników po 674 euro netto każdy – nawet jeśli uszkodzony jest tylko jeden. Powodem ma być brak kompatybilności starego i nowego modułu. Według ekspertów takie rozwiązanie generuje niepotrzebne koszty.
Tesla pozytywnie zaskakuje, BMW wypada najdrożej
Zaskoczeniem analizy okazał się Tesla Model Y. W przypadku uszkodzenia tylnej części nadwozia koszt naprawy wynosi około 2 800 euro – mniej niż u wielu konkurentów. Powód jest prosty: producent nie stosuje w tylnej części auta dodatkowych radarów i czujników, opierając systemy wspomagania głównie na kamerach. Mniejsza liczba elementów to niższe koszty przy naprawie.
Na przeciwnym biegunie znalazł się BMW 330e. Jeden reflektor laserowy kosztuje około 3 300 euro netto. Przy uszkodzeniu przodu całkowity rachunek może sięgnąć nawet 8 000 euro. W przypadku tradycyjnego oświetlenia LED koszt byłby o około 1 700 euro niższy. Jak podaje Merkur, BMW wycofało już technologię laserową z oferty.
Ubezpieczenia coraz droższe
Rosnące koszty napraw bezpośrednio wpływają na ceny polis. Według danych platformy porównawczej Verivox składki dla nowych klientów wzrosły w ciągu ostatnich trzech lat o około 50 procent. Droższe części i bardziej skomplikowana elektronika oznaczają większe ryzyko dla ubezpieczycieli, a to przekłada się na wyższe składki. Przeczytaj także: Najbardziej awaryjne samochody: Te marki najczęściej trafiają do serwisu
Co mogą zrobić kierowcy?
Eksperci radzą:
- porównywać kilka kosztorysów przed podjęciem decyzji o naprawie,
- rozważyć warsztaty niezależne,
- w starszych autach sprawdzić dostępność używanych części,
- w przypadku modeli bliźniaczych porównać ceny części u „siostrzanej” marki.
Bo jak pokazuje analiza rynku – to samo auto, ta sama technologia, ale zupełnie inny rachunek.
