Przejdź do treści

UE chce przejąć kontrolę nad prędkością samochodów. Nowy system ma sam decydować, jak szybko pojedziemy

26/07/2026 06:00
UE chce przejąć kontrolę nad prędkością samochodów

UE chce przejąć kontrolę nad prędkością samochodów: Kierowcy w Unii Europejskiej mogą stanąć przed jedną z największych zmian w sposobie prowadzenia samochodu. Nowa technologia ma nie tylko ostrzegać o przekroczeniu dozwolonej prędkości, ale również aktywnie reagować na zachowanie osoby siedzącej za kierownicą. Rozwiązanie wzbudza duże emocje, ponieważ w określonych sytuacjach elektronika mogłaby przejąć część kontroli nad pojazdem. Na razie jest to jednak rozważany kierunek zmian, a nie ostatecznie przyjęte prawo.

UE chce przejąć kontrolę nad prędkością samochodów

UE chce przejąć kontrolę nad prędkością samochodów

Wjeżdżając do miejscowości, kierowca nie zawsze od razu zmniejsza prędkość do obowiązującego limitu. W przyszłości samochód mógłby zrobić to za niego. System rozpoznałby ograniczenie, zareagował na zbyt szybką jazdę i automatycznie zmniejszył moc silnika. Jak informuje niemiecki portal CHIP, Unia Europejska ma analizować możliwość obowiązkowego zastosowania bardziej zdecydowanego systemu kontroli prędkości w nowych samochodach. Rozwiązanie mogłoby pojawić się w pojazdach produkowanych od 2030 roku. Propozycja nie została jednak jeszcze zatwierdzona i wymagałaby dalszych testów oraz przejścia przez unijny proces legislacyjny.

Samochód sam rozpozna ograniczenie prędkości

Planowany system miałby korzystać z kilku źródeł informacji jednocześnie. Położenie pojazdu byłoby ustalane za pomocą nawigacji satelitarnej, a aktualne ograniczenia prędkości pochodziłyby z cyfrowych map.

Dane mogłyby być dodatkowo sprawdzane przez kamery odczytujące znaki drogowe oraz informacje przesyłane za pomocą sieci komórkowej. Dzięki temu pojazd miałby wiedzieć, jaka prędkość obowiązuje na konkretnym odcinku drogi.
Przeczytaj także: Nowe przepisy UE dotyczące opakowań od sierpnia. Zmiany obejmą także zgrzewki

Jeżeli samochód wjechałby z prędkością 85 km/h do miejscowości, w której obowiązuje ograniczenie do 50 km/h, system mógłby zmniejszyć moc silnika i stopniowo doprowadzić do zwolnienia pojazdu.

Byłaby to znacząca różnica w porównaniu z rozwiązaniami spotykanymi obecnie. Dzisiaj kierowca najczęściej słyszy sygnał ostrzegawczy, widzi komunikat na desce rozdzielczej albo wyczuwa większy opór pedału gazu. Nowa technologia mogłaby już aktywnie ingerować w prędkość samochodu.

Kierowca nadal mógłby przyspieszyć

System nie miałby całkowicie odbierać kierowcy możliwości chwilowego zwiększenia prędkości. Byłoby to konieczne między innymi podczas wyprzedzania lub w sytuacji, gdy gwałtowne przyspieszenie pozwala uniknąć zagrożenia.

Kierowca mógłby mocniej wcisnąć pedał gazu i tymczasowo przełamać działanie ograniczenia. Po krótkim czasie system miałby jednak ponownie zacząć dostosowywać prędkość do rozpoznanego limitu.

Nie wiadomo jeszcze, jak długo mogłoby trwać takie wyłączenie ani w jaki sposób system informowałby kierowcę o ponownym uruchomieniu ograniczenia.

Nowe samochody już dziś kontrolują prędkość

Pierwszy etap zmian został już wprowadzony. Od 7 lipca 2024 roku wszystkie nowe samochody rejestrowane i sprzedawane w Unii Europejskiej muszą posiadać inteligentnego asystenta prędkości ISA. Dla nowych typów pojazdów wymóg obowiązuje od lipca 2022 roku.

ISA rozpoznaje obowiązujące ograniczenia na podstawie znaków drogowych, kamer, nawigacji oraz cyfrowych map. Jego zadaniem jest informowanie kierowcy, ostrzeganie go albo zniechęcanie do dalszego przyspieszania.

Komisja Europejska wyróżnia również bardziej zdecydowane odmiany ISA, które mogą ograniczać dopływ paliwa lub wymagać mocniejszego naciśnięcia pedału gazu, aby przekroczyć limit. Obecne systemy muszą jednak umożliwiać kierowcy przejęcie kontroli.

Rozważane rozwiązanie na 2030 rok miałoby pójść dalej. Samochód nie ograniczałby się jedynie do wyświetlenia komunikatu, ale mógłby automatycznie doprowadzić do zmniejszenia prędkości.

Eksperci ostrzegają przed błędnymi reakcjami samochodów

Najwięcej obaw wzbudza dokładność systemu. Już obecne samochody nie zawsze prawidłowo odczytują znaki drogowe. Kamera może na przykład przypisać pojazdowi ograniczenie ustawione przy drodze bocznej albo nie zauważyć znaku zasłoniętego przez drzewo, ciężarówkę lub rusztowanie.

Problemy mogą powodować również nieaktualne cyfrowe mapy, roboty drogowe oraz tymczasowa organizacja ruchu. Jeżeli system uznałby, że obowiązuje niższy limit, niż jest w rzeczywistości, samochód mógłby niespodziewanie zacząć zwalniać.

Krytycy wskazują, że taka reakcja mogłaby stworzyć zagrożenie dla kierowców jadących z tyłu. Szczególnie niebezpieczna byłaby podczas wyprzedzania, włączania się do ruchu albo jazdy z dużą prędkością po autostradzie.

Przedstawiciel brytyjskiej organizacji kierowców Alliance of British Drivers Brian Gregory określił pomysł jako absurdalny. Jego zdaniem błędne rozpoznanie limitu mogłoby doprowadzić do nieoczekiwanej ingerencji systemu i zagrozić innym uczestnikom ruchu.

Czy system trafi również do starszych samochodów?

Na obecnym etapie mówi się przede wszystkim o nowych pojazdach wprowadzanych na rynek od 2030 roku. Nie ma informacji, aby właściciele starszych samochodów mieli obowiązek montowania takiego urządzenia.

Nie oznacza to również, że od 2030 roku wszystkie samochody w Europie automatycznie zaczną kontrolować prędkość swoich kierowców. Według informacji CHIP jest to obecnie rozwiązanie analizowane, a nie przyjęte rozporządzenie.

Zanim mogłoby stać się obowiązkowe, konieczne byłyby testy techniczne, określenie zasad działania oraz przyjęcie odpowiednich przepisów przez unijne instytucje.

UE liczy na mniej śmiertelnych wypadków

Głównym argumentem przemawiającym za rozwojem takich systemów jest bezpieczeństwo. Według Komisji Europejskiej nadmierna prędkość przyczynia się do około 30 proc. śmiertelnych wypadków drogowych. Badania wskazują też, że obniżenie średniej prędkości zaledwie o 1 km/h może zmniejszyć liczbę wypadków śmiertelnych o około 5 proc.

Bardziej zaawansowane systemy kontroli prędkości mogłyby więc ograniczyć liczbę najtragiczniejszych zdarzeń. Jednocześnie oznaczałyby jednak kolejne przeniesienie części decyzji z kierowcy na elektronikę.

Najważniejsze pytanie dotyczy zatem nie tylko tego, czy samochód będzie potrafił wymusić ograniczenie prędkości, ale również czy zrobi to bezpiecznie i na podstawie prawidłowych danych.