Przejdź do treści

Zdrowego turystę zabrano z ulicy i zamknięto w szpitalu na przymusowej kwarantannie. „Leciał tym samym samolotem co ofiara hantawirusa”

16/05/2026 18:16 - AKTUALIZACJA 16/05/2026 18:30
przymusowa kwarantanna

Przymusowa kwarantanna dla zdrowego turysty: Mężczyzna został zatrzymany na ulicy i przewieziony do szpitala na przymusową kwarantannę po tym, jak ustalono, że podróżował tym samym samolotem co osoba zakażona hantawirusem. Sprawa przymusowej kwarantanny wywołała duże poruszenie, bo mężczyzna nie miał żadnych objawów, a mimo to został objęty rygorystycznymi procedurami sanitarnymi. Służby działały błyskawicznie, obawiając się możliwego ryzyka po kontakcie z pasażerką związaną z dramatycznym przypadkiem zakażenia. Teraz pojawiają się pytania, jak daleko mogą posunąć się władze, gdy w grę wchodzi podejrzenie kontaktu z groźnym wirusem.

przymusowa kwarantanna

Zdrowy turysta został zatrzymany na ulicy i przewieziony do szpitala na przymusową kwarantannę

60-letni turysta z Wielkiej Brytanii, pochodzący z wyspy Święta Helena, został odnaleziony i odizolowany w Mediolanie po tym, jak brytyjskie służby sanitarne zaalarmowały władze regionu Lombardia. Ustalono, że mężczyzna leciał tym samym samolotem co żona pierwszej ofiary hantawirusa z pokładu statku MV Hondius — kobieta, która później zmarła w Johannesburgu.
Cała sprawa ma związek z bezprecedensowym ogniskiem zakażeń, do którego doszło na pokładzie holenderskiego statku wycieczkowego. Jednostka wypłynęła z Ushuaia 1 kwietnia 2026 roku. Według ustaleń para turystów z Holandii mogła mieć kontakt z zakażonymi gryzoniami podczas wyprawy birdwatchingowej w pobliżu wysypiska śmieci w Argentynie.

70-letni „pacjent zero” zmarł 11 kwietnia, a jego żona kilka dni później w Johannesburgu. Trzeci pasażer zmarł na pokładzie 2 maja. Zanim WHO wydała oficjalny alert, jednostka zdążyła już przepłynąć przez południowy Atlantyk, zatrzymując się m.in. na Tristan da Cunha, Wyspie Świętej Heleny i Wyspie Wniebowstąpienia. Dziesiątki pasażerów opuściły statek, zanim ognisko zakażeń zostało oficjalnie rozpoznane. W efekcie osoby potencjalnie narażone na kontakt z wirusem mogły rozjechać się do wielu krajów na świecie.

Brytyjski turysta znalazł się właśnie w tym krytycznym przedziale czasowym. Miał mieć bliski kontakt z osobą, u której potwierdzono zakażenie, a zanim system nadzoru sanitarnego go namierzył, zdążył już dotrzeć do Włoch — do Mediolanu.

Zdrowy, ale na kwarantannie

Test wirusologiczny wykonany wieczorem 12 maja dał wynik negatywny — zarówno u turysty, jak i u osoby, która z nim podróżowała. Guido Bertolaso, szef służby zdrowia w regionie Lombardia, publicznie potwierdził wyniki, podkreślając, że mężczyzna „przebywa obecnie na kwarantannie w szpitalu Sacco w Mediolanie, ponieważ mieszkał w B&B i nie dysponuje odpowiednim prywatnym miejscem zakwaterowania”.

Choć test jest negatywny, a turysta nie ma żadnych objawów, procedury ministerialne z 11 maja nakazują utrzymanie kwarantanny aż do 6 czerwca. Chodzi o tzw. 42-dniowe okno obserwacji, liczone od lotu z 24 kwietnia, które służby uznają za konieczne, by całkowicie wykluczyć możliwość późnego rozwoju zakażenia. Po tygodniu ma zostać wykonany drugi test kontrolny — podaje Il Fatto.
Zobacz też: „246 przypadków i 65 zgonów”. Ogłoszono międzynarodowy alarm: groźny wirus budzi coraz większy strach

Wirus Andes, szczep zidentyfikowany w ognisku zakażeń na statku Hondius, jest jedynym hantawirusem, w przypadku którego udokumentowano przenoszenie się z człowieka na człowieka. To rzadka cecha w tej rodzinie wirusów, dlatego przypadek ten jest traktowany przez epidemiologów ze szczególną uwagą.

Europejskie władze starały się uspokoić opinię publiczną. Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) ocenia, że ryzyko dla ogółu mieszkańców Europy jest bardzo niskie. Podkreślono jednocześnie, że wirus nie przenosi się łatwo, a gryzoń będący naturalnym rezerwuarem wirusa Andes nie występuje w Europie.

W podobnym tonie wypowiedział się wirusolog Fabrizio Pregliasco. Zaznaczył, że „nie stoimy w obliczu nowej, nadciągającej pandemii ani globalnego kryzysu zdrowotnego porównywalnego z Covid”. Dodał też, że ten przypadek pokazuje raczej, iż międzynarodowy system nadzoru sanitarnego jest dziś znacznie bardziej czujny i reaktywny niż w przeszłości.

Mimo uspokajających komunikatów sytuacja pozostaje poważna dla części zakażonych. Jedna z francuskich pacjentek, która zakaziła się na pokładzie statku, przebywała w ciężkim stanie w Paryżu. Była podłączona do urządzenia podtrzymującego funkcje życiowe, które sztucznie natlenia jej krew, podczas gdy lekarze liczą, że jej płuca i serce zdołają się zregenerować.

Według ostatniej aktualizacji WHO oficjalny bilans obejmował siedem przypadków potwierdzonych lub podejrzanych oraz trzy zgony. Jednocześnie w kilku krajach prowadzono intensywne śledzenie kontaktów osób potencjalnie narażonych na zakażenie.

To, co odróżnia ten epizod od typowych alarmów sanitarnych, to nie sama liczba przypadków, ale ich geografia. Zoonotyczny wirus, którym zakażenie nastąpiło w Patagonii, przemieścił się przez południowy Atlantyk, dotarł na Wyspę Świętej Heleny, poleciał do Johannesburga, a ostatecznie doprowadził do interwencji na jednej z ulic Mediolanu. Przez wiele tygodni nikt nie wiedział, że zagrożenie jest już w ruchu.