
Złoty „chip” na karcie bsnkowej. Każdego dnia wyciągamy ją z portfela, przykładamy do terminala albo wkładamy do czytnika i po sprawie. Płatność kartą stała się tak oczywista, że rzadko zastanawiamy się, co tak naprawdę dzieje się w ułamku sekundy między wpisaniem PIN-u a komunikatem „transakcja zatwierdzona”. Tymczasem na powierzchni karty znajduje się niepozorny detal, który odpowiada za bezpieczeństwo naszych pieniędzy i skutecznie chroni je przed oszustami. Większość osób myśli, że to tylko element dekoracyjny albo zwykły „chip”. Prawda jest jednak znacznie bardziej złożona – i zaskakująca. Ten drobny fragment karty kryje w sobie zaawansowaną technologię, bez której współczesne płatności nie mogłyby działać.

Złoty „chip” na karcie bankowej – to nie to, co myślisz
Mała złota (czasem srebrna) płytka na karcie płatniczej powszechnie nazywana jest chipem. W rzeczywistości jest to jedynie strefa kontaktowa. Prawdziwy mikroprocesor znajduje się głębiej – ukryty pod warstwą plastiku. Widoczna powierzchnia ma za zadanie chronić delikatną elektronikę przed uszkodzeniami mechanicznymi, np. w portfelu czy w bankomacie.
Co ciekawe, wzory na tej powierzchni mogą się różnić: jedne są zaokrąglone, inne kanciaste, nawet w kartach wydanych przez ten sam bank. Nie jest to przypadek. Jak wyjaśniają przedstawiciele sektora bankowego, są to rowki izolacyjne, których wygląd zależy od producenta karty, a nie od jej funkcji.
Dlaczego każda karta działa w każdym terminalu?
Mimo różnic wizualnych wszystkie karty funkcjonują tak samo. Układ pól stykowych jest bowiem ściśle ustandaryzowany na poziomie międzynarodowym (norma ISO/IEC 7816-2). Dzięki temu kartą wydaną w Polsce można bez problemu zapłacić w innym kraju.
Strefa kontaktowa składa się z sześciu lub ośmiu pól, które po włożeniu karty do terminala stykają się z jego pinami. Każde z nich ma określone zadanie – od zasilania mikroprocesora, przez synchronizację pracy, aż po przesyłanie danych. Część styków jest zarezerwowana na przyszłe zastosowania i często w ogóle nie występuje w kartach bankowych, aby obniżyć koszty produkcji
EMV – standard, który zmienił płatności na świecie
Technologia chipowa znana jest jako EMV – od nazw firm, które ją opracowały: Europay, MasterCard i Visa. Powstała w latach 90. jako odpowiedź na rosnącą falę oszustw związanych z paskiem magnetycznym. Na chipie zapisane są dane takie jak numer konta, data ważności karty czy identyfikator banku. Kluczowa różnica polega jednak na tym, że informacje te są szyfrowane i nigdy nie są przesyłane w niezmienionej formie, podaje Ruhr24.
Jak chip chroni twoje pieniądze?
Podczas każdej płatności karta i terminal prowadzą krótką „rozmowę”. W jej trakcie generowany jest jednorazowy kod transakcji, ważny tylko dla tej jednej operacji. Nawet jeśli ktoś przechwyci dane, nie będzie w stanie ich ponownie użyć.
Proces w uproszczeniu wygląda tak:
- Karta i terminal oceniają ryzyko i tworzą unikalny kod.
- Kod trafia do systemu organizacji płatniczej.
- Następnie jest przekazywany do banku.
- Bank weryfikuje dane i odsyła odpowiedź.
- Terminal prosi o PIN lub zatwierdza transakcję.
Każda operacja ma inny kod – to właśnie dlatego kopiowanie kart stało się dziś niezwykle trudne.
Pasek magnetyczny to przeszłość
W czasach dominacji paska magnetycznego przestępcy mogli w kilka sekund skopiować dane karty (tzw. skimming). Chip EMV praktycznie wyeliminował ten problem. Sama znajomość PIN-u nie wystarczy – karta musi fizycznie uczestniczyć w transakcji i „zgodzić się” na jej wykonanie. Przeczytaj także: Konto bankowe zablokowane „ze skutkiem natychmiastowym”? Ten e-mail to pułapka
Choć w Europie chip jest standardem, w niektórych krajach, np. w USA, pasek magnetyczny jeszcze do niedawna był powszechny. Organizacje płatnicze zapowiedziały jednak jego całkowite wycofanie. Przyszłość należy do małego, niepozornego detalu, który każdego dnia stoi na straży naszych pieniędzy.
