
Awaryjne lądowanie samolotu AirFrance w Monachium – Lot Air France AF246 z Paryża do Seulu miał przebiegać rutynowo, jednak już po niecałych dwóch godzinach od startu sytuacja na pokładzie zaczęła dramatycznie się zmieniać. W pewnym momencie w kabinie pilotów pojawił się ostry zapach spalenizny, który natychmiast wzbudził niepokój załogi. Airbus A350, mający przed sobą jeszcze dziesięć godzin lotu, musiał nagle zawrócić i lądować awaryjnie na lotnisku w Monachium.

Awaryjne lądowanie samolotu AirFrance w Monachium
Do zdarzenia doszło w niedzielę, 9 listopada br. Według relacji świadków, zapach spalenizny był coraz silniejszy, a wśród pasażerów zaczęła narastać panika. Niektórzy spoglądali w kierunku silników przez okna, inni pytali stewardesy, czy samolot się pali. Załoga zachowywała spokój, ale – jak relacjonują świadkowie – na ich twarzach widać było napięcie. W kokpicie piloci wymieniali szybkie komunikaty, starając się ustalić, czy źródłem zapachu jest instalacja elektryczna, czy jeden z systemów samolotu. Obawiano się, że może dojść do pożaru na pokładzie, dlatego decyzja o natychmiastowym lądowaniu zapadła bez wahania.
Z danych lotu dostępnych na portalach branżowych wynika, że samolot znajdował się już nad Liechtensteinem, obierając kurs na Austrię, gdy nagle wykonał gwałtowny zwrot w lewo w kierunku lotniska im. Franza Josefa Straussa. Jak podały niemieckie media, kiedy załoga wyczuła zapach spalenizny w kokpicie natychmiast uruchomiono procedury bezpieczeństwa. Kapitan nie czekał na potwierdzenie awarii — decyzję o zmianie trasy podjął natychmiast, kierując maszynę do najbliższego dużego lotniska w Bawarii.
Przeczytaj także: Katastrofa samolotu w USA. Maszyna rozbiła się tuż po starcie, nie żyje co najmniej 7 osób
Awaryjne lądowanie w Monachium
Maszyna bezpiecznie wylądowała w Monachium – informuje Merkur.de. Jak poinformowała rzeczniczka portu lotniczego samolot został odholowany na wyznaczone stanowisko postojowe, gdzie służby techniczne rozpoczęły kontrolę. Na szczęście — jak potwierdzono — nikt nie odniósł obrażeń, a cała sytuacja została szybko opanowana.
Śledczy badają przyczyny incydentu, który – jak podkreślają eksperci – mógł zakończyć się znacznie groźniej. Jedno jest pewne: szybka reakcja pilotów i zimna krew załogi pozwoliły uniknąć tragedii na wysokości dziesięciu tysięcy metrów.
