
Dramatyczna walka z jednym z największych pożarów w historii Belgii trwa tuż przy granicy z Niemcami. Sytuacja jest bardzo trudna. Ogień objął tysiące hektarów, a miejscami teren jest tak niebezpieczny, że strażacy nie mogą prowadzić akcji z ziemi. Trwa ewakuacja mieszkańców także po niemieckiej stronie. Podczas akcji jeden ze niemieckich strażaków doznał zawału serca.

Dramatyczny pożar na granicy z Niemcami
Jak informuje dziennik „Bild”, pożar szaleje w belgijskim rezerwacie przyrody Hohes Venn (Wysokie Feny), który bezpośrednio graniczy z niemieckim Monschau w Nadrenii Północnej-Westfalii. Z ogniem walczą setki strażaków, a w akcję zaangażowano także śmigłowce i samoloty gaśnicze.
Sytuacja jest wyjątkowo trudna ze względu na charakter terenu. Ogień przedostał się na wysuszone torfowiska. Mimo akcji gaśniczej wybuchają nowe ogniska pożaru.
W niedzielę płomienie zbliżyły się na około 300 metrów do niemieckiej granicy. Wieczorem władze zdecydowały o ewakuacji 17 domów w miejscowościach Ruitzhof i Geisberg, należących do Monschau-Kalterherberg.
Domy musiało opuścić około 30 mieszkańców. Większość znalazła schronienie u rodziny lub znajomych, cztery osoby skorzystały z przygotowanych miejsc tymczasowego zakwaterowania.
W poniedziałek po południu burmistrz Monschau Carmen Krämer poinformowała, że mieszkańcy nadal nie mogą wrócić do swoich domów. Niewielkie opady przyniosły pewną ulgę, ale nie wystarczyły, aby ugasić pożar.
Miasto ostrzegło także przed silnym zadymieniem i zaapelowało do mieszkańców o zamknięcie okien i drzwi.
Przeczytaj także: Ogień ogarnął popularną grecką wyspę. Dwie ofiary, setki mieszkańców i turystów ewakuowanych
Nadal płonie około 3000 hektarów
Skala żywiołu jest ogromna. Jak podaje „Bild”, powołując się na przedstawiciela Regionu Walońskiego Nicolasa Yernaux, w poniedziałek przed południem ogień obejmował jeszcze około 3000 hektarów.
W północno-wschodniej części obszaru sytuacja jest na tyle niebezpieczna, że służby nie mogą wysłać tam strażaków. Akcję prowadzą z powietrza śmigłowce i samoloty. W pobliżu granicy z Niemcami strażakom udało się natomiast powstrzymać dalsze rozprzestrzenianie płomieni.
Ogromnym problemem pozostaje torf. Belgijski dowódca straży pożarnej Luc Burette tłumaczył, że ogień może szybko rozprzestrzeniać się po suchej roślinności, a następnie tlić się pod ziemią. Jeden z przedstawicieli straży w Monschau ocenił, że dogaszanie może potrwać nawet kilka tygodni.
Do walki z żywiołem włączyli się również miejscowi rolnicy, którzy rozlewają wodę na spalone pola i fragmenty lasu.
Strażak trafił do szpitala z podejrzeniem zawału
W poniedziałek pojawiła się kolejna niepokojąca informacja. Jak przekazał podczas konferencji prasowej szef straży pożarnej w Monschau Philipp Krüger, jeden ze strażaków uczestniczących w akcji został przewieziony do szpitala z podejrzeniem zawału serca.
Na miejsce przyjechał również król Belgów Filip. W centrum kryzysowym zapoznał się z sytuacją, a następnie spotkał z ratownikami. W rozmowie z reporterem „Bilda” wyraził nadzieję, że pożar nie dotknie niemieckich sąsiadów.
Prokuratura bada przyczynę gigantycznego pożaru
Przyczyna pojawienia się ognia nie jest jeszcze znana. Prokuratura w Liège wszczęła dochodzenie, które ma wyjaśnić, w jaki sposób rozpoczął się pożar.
Pogoda daje strażakom niewielką przewagę. Deszcz i spadek temperatury ograniczyły zagrożenie, a silniejszy wiatr, który mógłby ponownie gwałtownie rozniecić ogień, na razie nie jest prognozowany. Mimo to służby podkreślają, że sytuacja pozostaje poważna. Tysiące hektarów nadal płoną lub tlą się pod powierzchnią, a ewakuowani mieszkańcy niemieckiego Monschau wciąż czekają na zgodę na powrót do swoich domów.
