
Niemieccy śledczy zrekonstruowali przygotowania do zamachu, który mógł doprowadzić do katastrofy na ogromną skalę. Pomogły im ślady DNA znalezione na elementach urządzenia służącego do sterowania dronem, dane z wypożyczonego samochodu oraz informacje przekazane przez zagraniczne służby. Trop prowadzi nie tylko do Rosji, ale również do Polski, gdzie jeden z podejrzanych był już wcześniej łączony z aktem sabotażu.

Dron z materiałami wybuchowymi na lotnisku w Niemczech. Ustalono tożsamość podejrzanych
Według ustaleń dzienników „Welt” i „Bild” niemieckie służby z dużym prawdopodobieństwem zidentyfikowały dwóch mężczyzn podejrzanych o udział w ataku na lotnisko Lipsk/Halle. Mają nimi być obywatel Białorusi Andrei Ka. oraz Rosjanin Oleg Le. Pełne nazwiska obu mężczyzn są znane śledczym.
Do zdarzenia doszło wieczorem 4 sierpnia 2026 roku. W pobliżu ukraińskiego samolotu transportowego Antonow znaleziono drona z ładunkiem wybuchowym. Urządzenie nie eksplodowało i zostało rozbrojone. W okolicy lotniska natrafiono także na szczątki dwóch kolejnych dronów, które prawdopodobnie uległy zniszczeniu podczas startu.
Celem ataku miała być ukraińska maszyna zatankowana około 25 tys. litrów paliwa lotniczego. Według śledczych do przeprowadzenia zamachu przygotowano łącznie około 1,8 kilograma semteksu. Eksplozja w bezpośrednim sąsiedztwie samolotu mogła spowodować ogromne zniszczenia i doprowadzić do śmierci wielu osób. Ładunek nie wybuchł, ponieważ od urządzenia oderwał się zapalnik.
Jak podaje „WELT”, materiał wybuchowy ukryto w metalowej puszce po warzywach. Zdjęcia z monitoringu mają pokazywać drona leżącego tuż obok Antonowa.
Oleg Le. miał odpowiadać za przygotowanie i zaplecze logistyczne operacji – informuje „Bild”. Niemieckie służby zaliczają go do osób powiązanych z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU. Mężczyzna przyleciał do Niemiec z Turcji przez lotnisko Berlin-Brandenburg, a następnie opuścił kraj z tego samego portu, udając się do Serbii. Według najnowszych ustaleń przebywa obecnie w Rosji.
Co szczególnie niepokojące, według ustaleń mediów, niemieckie służby już podczas jego wjazdu wiedziały o domniemanych związkach z otoczeniem GRU. Mimo to nie został objęty obserwacją.
Ślady prowadzą również do podpalenia w Polsce
Śledczy trafili na trop drugiego podejrzanego dzięki pozostałościom rękawicy znalezionym na konstrukcji antenowej, która miała służyć do sterowania dronem. Zabezpieczone na niej DNA figurowało już w bazach służb w Finlandii i na Litwie. Andrei Ka. był tam wcześniej notowany między innymi za kradzieże.
Białorusin jest także łączony przez polskie służby z pożarem w jednym z marketów budowlanych w Łodzi w 2024 roku. Polska prokuratura traktuje tamto zdarzenie jako możliwy akt sabotażu, za którym również mogły stać rosyjskie służby. Pojawienie się nazwiska tego samego mężczyzny w śledztwie dotyczącym Lipska ma być kolejnym argumentem przemawiającym za tym, że oba zdarzenia mogły stanowić element szerszej operacji.
Przeczytaj także: Dron z materiałem wybuchowym w Niemczech i podpalenie w Polsce. Są nowe ustalenia
Niemiecki rząd oficjalnie obarczył Rosję odpowiedzialnością za próbę zamachu
Z ustaleń śledczych wynika ponadto, że semtex trafił do Niemiec przez Bułgarię i Serbię. Materiały miały być przewożone w specjalnie przygotowanych skrytkach w ciężarówkach, a następnie ukrywane pod ziemią. Policja odnalazła kilka potencjalnych schowków w pobliżu lotniska po przeanalizowaniu danych z samochodu wynajętego przez podejrzanych. Czytaj dalej poniżej
Niemiecki rząd oficjalnie obarczył Rosję odpowiedzialnością za próbę zamachu. Kanclerz Friedrich Merz stwierdził, że katastrofy uniknięto jedynie dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Rosja stanowczo odrzuca oskarżenia i zaprzecza jakiemukolwiek udziałowi w ataku.
