Przejdź do treści

Eksperci przebadali miód z supermarketów. Ten jeden nigdy nie powinien trafić na półki

15/10/2025 17:22 - AKTUALIZACJA 15/10/2025 17:22

Najgorszy miód z supermarketu – eksperci wskazują, który omijać. Czy miód z dyskontu może być lepszy od drogiego, „tradycyjnego” produktu z pasieki? Najnowszy test przeprowadzony przez ekspertów pokazuje, że tak – i to zaskakująco często. Eksperci wzięli pod lupę 24 różne miody ze sklepów – od Lidla i Rossmanna po Edekę i Rewe. W laboratoriach sprawdzano smak, zapach, skład pyłkowy, zawartość enzymów, autentyczność pochodzenia i obecność szkodliwych substancji. A wszystko po to, by odkryć, które słoiki rzeczywiście kryją naturalny miód, a które tylko udają „prawdziwy nektar natury”. Wyniki zaskoczyły nawet samych specjalistów. Jeden wypadł szczególnie źle.

Tanie, ale dobre miody: dyskonty na podium

Okazuje się, że tańsze miody z dyskontów nie mają się czego wstydzić – wręcz przeciwnie! Po teście Stiftung Warentest w czołówce znalazły się produkty kosztujące mniej niż 6 euro za kilogram. Wśród nich Maribel kremowy miód kwiatowy z Lidla, który zdobył ocenę „dobry” (2,0). Ma gładką konsystencję, przyjemny zapach i czysty skład – bez sztucznych dodatków i podejrzanych cukrów.

Zwycięzcą testu został Breitsamer Frühlingssummen (12,98 €/kg) – miód z Niemiec i Danii, który zachwycił ekspertów naturalnym aromatem i idealną świeżością. Dostał ocenę „dobry” (1,8) i można go znaleźć w sieciach Rewe, Edeka oraz Kaufland. Przeczytaj także: Eksperci przebadali proszki do prania. Tani produkt z dyskontu pokonał drogie marki

Rozczarowanie: miody z Rossmanna i Alnatury wypadły kiepsko

Nie wszystkie znane marki mogą się pochwalić dobrymi wynikami. Enerbio Blüten Honig z Rossmanna oraz Alnatura Vielblüten Honig otrzymały zaledwie ocenę „dostateczną”. Pierwszy rozczarował smakiem i autentycznością, drugi okazał się… wcale nie być tym, czym się wydaje – laboratorium udowodniło, że nie jest to prawdziwy miód wielokwiatowy.

Jeszcze większym zaskoczeniem były niektóre niemieckie miody z oznaczeniem „Echter Deutscher Honig”, które reklamują się jako produkty najwyższej jakości. W rzeczywistości ich zawartość HMF (hydroksymetylofurfuralu) – substancji powstającej przy zbyt wysokim podgrzewaniu miodu – była za wysoka. Choć HMF nie jest szkodliwy, świadczy o utracie naturalnych właściwości i słabszej jakości przetwarzania.

Najgorszy miód z supermarketu: tego lepiej nie kupuj!

Prawdziwym dramatem testu okazał się Bio-Honig od Honig Himstedt – produkt, który miał być luksusowy i „czysto naturalny”. Kosztuje aż 23,92 euro za kilogram, a mimo to otrzymał ocenę niedostateczną (mangelhaft) – podał Ruhr24.

Eksperci wykryli w nim zbyt wysoki poziom HMF, przekraczający nawet ustawowy limit. To oznacza, że miód był przegrzany i utracił kluczowe enzymy, w tym inwertazę, która świadczy o naturalności produktu. W efekcie – jak podkreśla Stiftung Warentest – nie powinien być w ogóle sprzedawany jako miód. Zobacz też: Eksperci przebadali szampony do włosów. Ten produkt znanej marki okazał się katastrofą

Cena to nie wszystko – miód z dyskontu wygrywa z marką premium

Wnioski z testu są jednoznaczne: droższy nie znaczy lepszy. Wiele tanich, mieszanych miodów z krajów UE i spoza niej – np. z Ukrainy, Meksyku czy Argentyny – okazało się bardziej naturalnych i smaczniejszych niż niektóre niemieckie marki premium czy bio.

Eksperci podkreślają, że już od połowy 2026 roku producenci będą musieli ujawniać dokładne kraje pochodzenia miodu. Na etykiecie nie będzie już można pisać ogólnikowo „z UE i spoza UE”. To dobra wiadomość dla konsumentów – wreszcie będzie wiadomo, skąd naprawdę pochodzi miód w naszym słoiku.