
Katastrofa pogodowa w wakacyjnym raju. Wyspa kojarzona z białymi plażami, gorącymi nocami i spokojnym śródziemnomorskim klimatem – w ostatnich dniach znalazła się w zupełnie innym świetle. To, co dla wielu turystów wydawało się rajem, nagle zamieniło się w scenę przypominającą film katastroficzny. Na przełomie września i października mieszkańcy i goście tej wyspy doświadczyli żywiołu, który zapisze się w historii regionu jako jeden z najbardziej dramatycznych od dziesięcioleci. Mieszkańcy, turyści i lokalni przedsiębiorcy zmagali się z czymś, czego nikt się nie spodziewał – a skutki tej tragedii mogą być odczuwalne jeszcze długo.
Katastrofa pogodowa w wakacyjnym raju
Woda płynęła przez ulice Ibizy niczym rwąca rzeka. Mieszkańcy i właściciele sklepów bezradnie patrzyli, jak brunatne masy wody niszczą ich domy i lokale. Zjawisko, które rozegrało się na przełomie września i października, uznawane jest za najgorsze od ponad 70 lat.
Według hiszpańskiego serwisu meteorologicznego Aemet, w samej stolicy wyspy w ciągu jednej doby (1 października) spadło aż 254 litry deszczu na metr kwadratowy – czyli ponad połowa średniorocznych opadów. „To był najbardziej deszczowy dzień od początku pomiarów w 1952 roku” – podkreślili eksperci. Na lotnisku w Ibizie zanotowano kolejne rekordowe wartości – 174 litry na metr kwadratowy. Przeczytaj także: Puste plaże, puste hotele: te popularne kierunki wakacyjne zmagają się ze spadkiem ruchu turystycznego
Skutki ex-huraganu „Gabrielle”
Za historyczne ulewy odpowiadały pozostałości po huraganie „Gabrielle”, który przeszedł nad Balearami. W ciągu kilkunastu godzin wyspa zamieniła się w teren katastrofy naturalnej. Władze odnotowały blisko 200 zgłoszeń związanych z ekstremalną pogodą – od osunięć ziemi i podtopień po połamane drzewa. Najpoważniejsze zdarzenie miało miejsce przy jednym z hoteli w Eivissie, gdzie w wyniku osunięcia się skał trzy osoby zostały lekko ranne. Z obiektu trzeba było ewakuować około 220 turystów, których przeniesiono do innego hotelu.
„Jak w horrorze” – relacje mieszkańców
„Dla mnie to wyglądało jak w horrorze” – mówiła w rozmowie z telewizją ntv jedna z mieszkanek. „Trzy godziny nieustannego deszczu. Tylko się zastanawiałam: kiedy to wreszcie przestanie?”. Dzień po katastrofie ulice pełne były ludzi próbujących ratować swój dobytek. W Ibizie niemal każdy sklep został zalany, a właściciele stali po kolana w błocie. „To, co ocalało, można nazwać cudem” – relacjonował lokalnej prasie jeden ze świadków.
Szczególnie dramatycznie wyglądała sytuacja wśród przedsiębiorców. Właścicielka sklepu otwartego zaledwie trzy miesiące temu ze łzami w oczach przyznała: „Nie wiem, czy będę w stanie dalej prowadzić ten biznes”. Woda sięgała pół metra wysokości wewnątrz lokalu – podał Merkur.
Infrastruktura nie wytrzymała próby żywiołu
Władze lokalne przyznają, że wyspa nie była przygotowana na tak ogromne ilości wody. Jordi Grivé, odpowiedzialny za ochronę środowiska i utrzymanie czystości, powiedział gazecie Diario de Ibiza: „Potrzebowalibyśmy pięciu zbiorników retencyjnych. Nasza infrastruktura nie jest przystosowana do takich opadów”.
Mieszkańcy krytykują także zbyt późne ostrzeżenia. Alarm czerwony ogłoszono dopiero wtedy, gdy ulice zamieniły się już w rwące potoki. „Gdybyśmy wiedzieli wcześniej, zdążylibyśmy postawić zapory ochronne” – podkreślają poszkodowani.
