
Od niedawna na dłuższym odcinku obowiązuje ograniczenie prędkości do 40 km/h, a jego przeoczenie może słono kosztować. Wielu kierowców dopiero po otrzymaniu mandatu dowiaduje się, że przekroczyło dozwoloną prędkość. Niektórzy zdążyli zostać sfotografowani przez fotoradar kilka razy, zanim zorientowali się, że łamią przepisy. Jak informuje rozgłośnia SWR, w tunelu działają urządzenia, których kierowcy praktycznie nie zauważają podczas jazdy.

Nowe ograniczenie prędkości zaskoczyło kierowców
Problem dotyczy tunelu Schwanenplatztunnel w Stuttgarcie, którym przebiega droga federalna B14. Z powodu remontu na jezdni prowadzącej w kierunku centrum miasta kierowcy mogą obecnie jechać z prędkością najwyżej 40 km/h.
Nowe ograniczenie obowiązuje od 3 lipca. Kontrole rozpoczęły się cztery dni później. Władze Stuttgartu celowo odczekały kilka dni, aby kierowcy mieli czas zauważyć zmianę i przyzwyczaić się do nowej organizacji ruchu.
Mimo to wielu z nich nadal przejeżdża przez tunel zbyt szybko. Problemem może być duża liczba znaków ustawionych na stosunkowo krótkim odcinku. Oprócz zwykłego oznakowania pojawiły się tam również tablice związane z remontem. W godzinach szczytu lub po zmroku znak ograniczający prędkość do 40 km/h łatwo przeoczyć.
Kierowców czeka jeszcze jedna niespodzianka. Mogą nawet nie zauważyć, że właśnie zrobił im zdjęcie fotoradar.
Fotoradary robią zdjęcia bez widocznego błysku
Fotoradary zamontowane w tunelu działają inaczej niż tradycyjne urządzenia. Podczas wykonywania zdjęcia nie emitują charakterystycznego, jasnego błysku. Kierowca, który przekroczy dozwoloną prędkość, może więc nawet nie wiedzieć, że został sfotografowany. O wykroczeniu dowiaduje się dopiero później, kiedy otrzyma zawiadomienie o mandacie.
Przeczytaj także: Niemcy instalują kamery na granicy. Będą rejestrować wszystkie przejeżdżające samochody
Problem dotyczy przede wszystkim osób, które regularnie jeżdżą tą samą trasą, na przykład codziennie do pracy. Jeśli kierowca nie zauważy nowego ograniczenia, może przez kolejne dni przekraczać prędkość, nie mając świadomości, że fotoradar za każdym razem rejestruje wykroczenie. Zanim otrzyma pierwszy mandat, na jego koncie może być już kilka kolejnych.
Jak informuje SWR, po wprowadzeniu ograniczenia do ADAC zaczęło zgłaszać się znacznie więcej kierowców, którzy proszą o poradę w tej sprawie.
Holger Bach z ADAC Württemberg wyjaśnia, dlaczego urządzenia nie emitują widocznego błysku. Nagłe, intensywne światło w tunelu mogłoby przestraszyć kierowcę, skłonić go do gwałtownego hamowania lub spowodować nagłą zmianę toru jazdy. Dlatego stosowane tam fotoradary wykonują zdjęcia w sposób praktycznie niezauważalny.
ADAC: znaki ustawiono prawidłowo
Część kierowców może mieć wątpliwości, czy nowe ograniczenie zostało wystarczająco dobrze oznakowane. Zdaniem ADAC znaki w Schwanenplatztunnel ustawiono jednak prawidłowo.
Według reporterów SWR znaki są widoczne, ale duża liczba oznaczeń drogowych i tablic związanych z remontem na stosunkowo niewielkiej przestrzeni może dezorientować. Problem staje się szczególnie odczuwalny podczas intensywnego ruchu i nocą.
Na razie nie wiadomo, ilu kierowców przekroczyło tam prędkość. Pełna skala może ujawnić się dopiero za kilka miesięcy. Niemieckie służby mają bowiem określony czas na wysłanie zawiadomienia o wykroczeniu.
ADAC przypomina, że w całym Stuttgarcie kierowcy powinni uważnie obserwować oznakowanie. Liczne remonty, fotoradary i zmieniające się ograniczenia prędkości sprawiają, że jazda „na pamięć” może skończyć się mandatem – nawet na trasie pokonywanej każdego dnia.
