
W Niemczech coraz częściej mówi się o zmianach, które mogą uderzyć w kierowców. Eksperci ostrzegają, że obecna sytuacja wymaga zdecydowanych działań i nowych rozwiązań. Coraz głośniej pojawiają się apele, by ograniczyć korzystanie z aut, szczególnie w dużych miastach. Propozycje mogą zaskoczyć wielu mieszkańców i wywołują już spore emocje. Rezygnacja z samochodów w Niemczech staje się tematem poważnej debaty.

Eksperci apelują, by ludzie zrezygnowali z samochodów
Jeśli masz samochód w Niemczech, prawdopodobnie już to odczułeś – i to boleśnie, przy każdym tankowaniu. W marcu ceny paliw rosły niemal z tygodnia na tydzień, aż pod koniec miesiąca osiągnęły poziomy, które wielu kierowców pamięta tylko z czasów kryzysu. Benzyna Super E10 kosztowała już 2,107 euro za litr, a diesel aż 2,316 euro – wynika z najnowszych danych ADAC. To najwyższe stawki od lat. Podobne ceny widzieliśmy ostatnio w 2022 roku, gdy rynek paliw zachwiał się po wybuchu wojny w Ukrainie. Dziś historia zaczyna się powtarzać – i to w niepokojąco podobny sposób.
Znów chodzi o konflikt, ale tym razem daleko od Europy, który błyskawicznie uderza w portfele kierowców. Tym razem w centrum uwagi znalazła się Cieśnina Ormuz – kluczowy szlak transportu ropy, który po eskalacji napięć między Iranem, USA i Izraelem został poważnie ograniczony. Wystarczyło kilka dni, by ceny paliw znów poszybowały w górę.
Monika Schnitzer, jedna z najbardziej wpływowych niemieckich ekonomistek i członkini Sachverständigenrat, w rozmowie z ZDF Morgenmagazin jasno stwierdziła, że państwo nie powinno ingerować. Jej zdaniem wysokie ceny paliw to wyraźny sygnał, na który społeczeństwo musi zareagować. – Ludzie powinni zastanowić się, kiedy samochód jest naprawdę konieczny, z czego mogą zrezygnować i gdzie możliwe jest np. car-sharing lub przejście na transport publiczny – podkreśliła.
Słowa ekspertki natychmiast wywołały falę reakcji. Dla wielu osób mieszkających w Niemczech brzmią one jak oderwane od rzeczywistości. Codzienne dojazdy do pracy, brak realnych alternatyw i życie zorganizowane wokół auta sprawiają, że taka zmiana nie jest prosta. Szczególnie w mniejszych miejscowościach, gdzie komunikacja publiczna praktycznie nie istnieje, a autobus potrafi pojawić się raz na godzinę – albo wcale.
„Najlepszy moment na tankowanie: przed 12:00”
Rząd federalny Niemiec zdecydował się na konkretny krok, choć raczej ostrożny. Od 1 kwietnia wprowadzono model wzorowany na rozwiązaniu z Austrii, który zmienia sposób ustalania cen paliw. W praktyce stacje mogą podnieść cenę tylko raz dziennie – dokładnie o 12:00 – natomiast obniżki są możliwe w dowolnym momencie. Dla kierowców oznacza to jedno: jeśli chcesz zapłacić mniej, najlepiej tankować rano lub tuż przed południem. Dotychczasowa zasada, by tankować wieczorem, przestaje mieć znaczenie.
Eksperci pozostają jednak sceptyczni. Ich zdaniem nowe przepisy mogą ograniczyć nagłe skoki cen, ale nie rozwiążą głównego problemu. Ten ma charakter globalny i wynika z sytuacji na rynku surowców.
Przeczytaj także: Ceny paliw uderzają w Niemców. Odwracają się w stronę elektryków
Dane Wirtschaftsverband Fuels und Energie pokazują skalę podwyżek: cena diesla w Rotterdamie wzrosła o 26 centów za litr, czyli niemal o 50 proc. od początku konfliktu. W przypadku benzyny wzrost wyniósł 12 centów, co oznacza około 17 proc. Te zmiany przechodzą przez cały łańcuch dostaw i ostatecznie trafiają do kierowców – bezpośrednio przy dystrybutorze.
Niemcy nie zmagają się z niedoborami
Dobra wiadomość — o ile można to tak nazwać — jest taka, że Niemcy nie zmagają się obecnie z niedoborami. Rząd podkreśla, że kraj importuje ropę z około 30 państw, a głównymi dostawcami są m.in. Norwegia, USA czy Wielka Brytania. Rezerwy strategiczne mają wystarczyć nawet na 90 dni bez jakiegokolwiek importu. Dodatkowo OPEC+ zapowiada zwiększenie produkcji od kwietnia, co może nieco złagodzić sytuację na rynku — podaje t-online.
Problem w tym, że to tylko część obrazu. Jeśli konflikt się przedłuży, a Cieśnina Ormuz pozostanie zablokowana przez dłuższy czas, presja na ceny paliw nie zniknie. Ostrzegają przed tym ekonomiści, w tym Carsten Brzeski z ING.
Równie jasno mówi o tym Monika Schnitzer. Jej zdaniem obecna sytuacja to sygnał, że konieczne są zmiany systemowe. – Musimy uniezależnić się od paliw kopalnych. W dłuższej perspektywie najlepszym rozwiązaniem jest energia odnawialna” — powiedziała.
