
Ostateczny koniec znanej sieci sklepów meblowych. To informacja, która wstrząsnęła rynkiem handlowym i zaskoczyła zarówno pracowników, jak i klientów. Po dziesięcioleciach obecności na rynku znana sieć sklepów meblowych podjęła decyzję o całkowitym zakończeniu działalności. Oznacza to zamknięcie wszystkich sklepów w kraju oraz zwolnienia. Dla 300 zatrudnionych osób to nagły koniec pracy, a dla branży meblarskiej kolejny dowód na to, że sytuacja ekonomiczna staje się coraz trudniejsza. Nawet firmy z długą historią i ugruntowaną pozycją nie są dziś odporne na kryzys.

Ostateczny koniec znanej sieci sklepów meblowych. Zapowiada zamknięcia sklepów i zwolnienia pracowników
To marka z wieloletnią historią, obecna w największych miastach. Chodzi o sieć sklepów Flamme Küchen + Möbel. Zarząd spółki oficjalnie potwierdził zakończenie działalności operacyjnej w 2026 roku. Decyzja dotyczy wszystkich sześciu sklepów działających na terenie Niemiec. Pracę straci około 300 pracowników.
Zamykane są salony w:
- Bremie (siedziba główna)
- Berlinie
- Frankfurcie
- Fürth
- Monachium
- Hanowerze
Pracownicy zostali poinformowani o planach pod koniec stycznia, podał Ruhr24. Terminy zamknięcia poszczególnych sklepów nie zostały jeszcze oficjalnie podane.
Dlaczego sieć sklepów meblowych się zamyka?
Dyrektor zarządzająca Tina Flamme w oświadczeniu wskazała kilka kluczowych powodów decyzji o zamknięciu całej sieci: pogarszającą się sytuację gospodarczą, rosnące obciążenia administracyjne, czynniki polityczne wpływające na handel oraz powody osobiste związane z dalszym prowadzeniem firmy. Zarząd zapowiada „uporządkowane wygaszanie działalności”, jednak szczegóły dotyczące odpraw i ewentualnych świadczeń dla pracowników nie są jeszcze znane. Przeczytaj także: Szok w Niemczech, duży producent z branży samochodowej zamyka fabrykę i zwalnia setki osób
Kolejny cios dla branży meblarskiej
Zamknięcie Flamme Küchen + Möbel to kolejny przykład problemów, z jakimi mierzy się branża meblarska w Niemczech. W ostatnich miesiącach inne sieci również zamykały sklepy, ograniczały działalność lub ratowały się agresywnymi wyprzedażami. Eksperci wskazują na spadek popytu, wysokie koszty energii i wynajmu oraz ostrożność konsumentów, którzy odkładają większe zakupy.
