Przejdź do treści

Rodzina uwięziona w płonącym aucie. Kierowcy stali i patrzyli. „Prawdopodobnie robili zdjęcia”

Tagi:
15/08/2026 08:41 - AKTUALIZACJA 15/08/2026 08:41
Płonął samochód z dziećmi w środku

Tragiczne sceny rozegrały się na autostradzie A11 w okolicach Villach w Austrii. Samochód z rodziną z trojgiem dzieci wypadł z drogi i uderzył w zabezpieczenia parkingu. Chwilę później pojawił się dym, a poszkodowani zostali uwięzieni we wraku. W tym czasie za samochodem utworzył się korek, a wielu kierowców zamiast ruszyć z pomocą miało jedynie obserwować dramat.

Płonął samochód z dziećmi w środku

Płonął samochód z dziećmi w środku. Kierowcy nie ruszyli z pomocą

Do wypadku na autostradzie A11 w Austrii doszło w piątkowy poranek w rejonie Villach w Karyntii. Według informacji przekazanych przez miejscową policję Volkswagen, którym podróżowała rodzina, nagle zjechał z jezdni i z impetem uderzył w bariery zabezpieczające parking. Samochód został poważnie uszkodzony. Wkrótce z jego wnętrza zaczął wydobywać się dym. Problem był tym większy, że część drzwi pojazdu została zakleszczona. W środku znajdowali się rodzice oraz troje dzieci.

Wśród kierowców jadących autostradą znalazł się strażak, który utknął w powstającym korku. Początkowo sądził, że zator jest wynikiem wzmożonego ruchu wakacyjnego. Kiedy jednak zobaczył unoszący się nad samochodem dym, natychmiast ruszył w kierunku rozbitego auta.

Mężczyzna zabrał ze sobą gaśnicę oraz apteczkę pierwszej pomocy i przedostał się przez stojące samochody. Jak relacjonował później, pojazdy były ustawione w różnych kierunkach, a na drodze nie utworzyła się prawidłowa korytarz życia. To znacznie utrudniało dotarcie do poszkodowanych i mogło opóźnić przyjazd kolejnych służb ratunkowych.
Przeczytaj także: Dramatyczny pożar wieżowca w Berlinie. 13 osób rannych, mieszkańcy chcieli skakać z okien. „To potworne”

Kierowcy nie pomagali. Strażak: prawdopodobnie robili zdjęcia

39-letnia matka, która prowadziła samochód, zdołała wydostać się z wraku o własnych siłach. Kobieta uwolniła również najmłodszego syna. Znacznie gorzej wyglądała sytuacja pozostałych członków rodziny. Mężczyzna siedzący na przednim fotelu był zakleszczony. Dwoje kolejnych dzieci nadal znajdowało się wewnątrz samochodu. Wszyscy poszkodowani byli ranni i przerażeni.

W akcji ratunkowej uczestniczył przede wszystkim wspomniany strażak oraz jeszcze jeden kierowca, który zdecydował się wysiąść z samochodu i pomóc. Jeden z mężczyzn zajmował się gaszeniem płonącego auta, podczas gdy strażak udzielał pomocy dziecku znajdującemu się na tylnym siedzeniu.

Jedna z dziewczynek odniosła najpoważniejsze obrażenia. Po wydobyciu z samochodu została przetransportowana śmigłowcem do szpitala. Według relacji strażaka najbardziej szokująca była jednak reakcja pozostałych osób stojących w korku. Mężczyzna twierdził, że mimo bezpośredniego sąsiedztwa miejsca wypadku prawie nikt nie wysiadł z samochodu, aby pomóc rodzinie.

Ratownik podejrzewał nawet, że część kierowców mogła robić zdjęcia i nagrywać wypadek. Jak relacjonował, gdyby policja nie zaczęła kierować ruchem i usuwać pojazdów, przejazd dla służb ratunkowych byłby bardzo trudny. Strażak przyznał, że cała sytuacja głęboko nim wstrząsnęła. Szczególnie mocno zapamiętał fakt, że w pobliżu znajdowało się wiele osób, a mimo to tylko nieliczni zdecydowali się realnie pomóc, podaje BILD.