
20 tys. euro za jedno holowanie po wypadku? Brzmi jak pomyłka, ale dla właściciela elektrycznego auta z Niemiec była to prawdziwa rzeczywistość. Coraz więcej kierowców przekonuje się, że w przypadku kolizji koszty usług pomocowych mogą być ogromne. Problem dotyczy przede wszystkim pojazdów elektrycznych, które według firm holowniczych wymagają specjalnych procedur bezpieczeństwa. Ubezpieczyciele zauważają jednak, że rachunki są nie trochę, a znacznie wyższe niż w przypadku samochodów spalinowych. Sprawa zaczyna budzić poważne wątpliwości. Czy właściciele elektryków są narażeni na zawyżone opłaty?

Rachunek grozy za holowanie elektryka
O głośnym przypadku poinformował niemiecki magazyn Der Spiegel. Właściciel rozbitego Peugeota e-208 po wypadku na autostradzie A3 w pobliżu Erlangen otrzymał rachunek przekraczający 20 tys. euro za holowanie samochodu elektrycznego i działania podjęte po wypadku. Do zdarzenia doszło w kwietniu 2025 roku. Kierowca uderzył w ciężarówkę, a jego samochód został niemal całkowicie zniszczony. Sam wypadek nie był niczym niezwykłym. Takie zdarzenia mają miejsce codziennie na niemieckich drogach.
Sytuacja zmieniła się jednak w momencie interwencji służb i firmy holowniczej. Na miejsce przyjechał specjalistyczny pojazd przeznaczony do transportu rozbitych samochodów elektrycznych. Następnie wezwano eksperta od baterii wysokiego napięcia. Specjalista zdemontował akumulator, ponieważ na terenie firmy pojawiło się zadymienie. Bateria została później przechowana przez tydzień w specjalnym miejscu.
Sama usługa demontażu oraz magazynowania akumulatora kosztowała ponad 4100 euro. Całkowita kwota rachunku była jednak kilkukrotnie wyższa. Na szczęście w tym przypadku koszty pokryła firma ubezpieczeniowa kierowcy.
Przeczytaj także: Ta pułapka czyha teraz w niemal każdym samochodzie. Wielu kierowców zauważa ją za późno
Koszty holowania elektryków nawet dwa razy wyższe
Przypadek z Erlangen nie jest odosobniony. Z danych ubezpieczalni Allianz wynika, że w 2025 roku koszty holowania samochodów elektrycznych były średnio niemal dwukrotnie wyższe niż w przypadku pojazdów z silnikiem spalinowym. Firmy holownicze tłumaczą to dodatkowymi środkami bezpieczeństwa. W przypadku elektryków należy brać pod uwagę ryzyko uszkodzenia akumulatora wysokonapięciowego. Taki akumulator w skrajnych sytuacjach może ulec tzw. ucieczce termicznej, co prowadzi do pożaru.
Z tego powodu stosuje się specjalne procedury. Należą do nich między innymi transport pojazdu na specjalnej platformie, odłączenie baterii, a czasem również jej oddzielne przechowywanie w bezpiecznym miejscu. Eksperci podkreślają jednak, że nie zawsze jest to konieczne. W wielu przypadkach uszkodzenie baterii nie stanowi bezpośredniego zagrożenia.
Czy samochody elektryczne są naprawdę bardziej niebezpieczne?
Wokół elektryków wciąż krąży wiele mitów. Jednym z najczęściej powtarzanych jest przekonanie o wysokim ryzyku pożaru. Statystyki pokazują jednak coś innego. Samochody elektryczne zapalają się znacznie rzadziej niż pojazdy z silnikami spalinowymi. W przypadku tradycyjnych aut również istnieje ryzyko wycieku paliwa i szybkiego zapłonu.
Różnica polega głównie na sposobie gaszenia pożaru. Akumulatory litowo-jonowe mogą palić się dłużej i wymagają innych metod chłodzenia. Niemieckie straże pożarne są jednak przygotowane na takie sytuacje i posiadają odpowiednie procedury.
Zdaniem części ekspertów problemem jest przede wszystkim niepewność służb i firm obsługujących wypadki z udziałem elektryków. Brak doświadczenia sprawia, że często podejmowane są dodatkowe działania „na wszelki wypadek”, podaje portal Chip.
