
Wezwanie do zapłaty po postoju na stacji. Krótki postój, szybkie wyjęcie wody z bagażnika i odjazd. Dla jednego z kierowców w Austrii taka sytuacja zakończyła się jednak zaskakująco wysokim rachunkiem. Po zaledwie 88 sekundach spędzonych na terenie stacji benzynowej otrzymał żądanie zapłaty na kilkaset euro. Sprawa wywołała spore emocje, bo jak twierdzi kierowca, nawet nie tankował i nie zdawał sobie sprawy, że samo wjechanie na teren stacji może mieć finansowe konsekwencje.

Wezwanie do zapłaty po postoju na stacji. 88 sekund wystarczyło
Do nietypowej sytuacji doszło w Wöllersdorf-Steinabrückl w Dolnej Austrii, na południe od Wiednia. Kierowca, Jakob P., zatrzymał się na terenie stacji benzynowej tylko na chwilę. Jak relacjonował, chciał wyjąć wodę z bagażnika. Cały postój miał trwać zaledwie 88 sekund. Nie zatankował samochodu, nie korzystał ze stacji i po chwili odjechał. Dwa tygodnie później otrzymał jednak pismo od prawnika z żądaniem zapłaty 372 euro.
Kierowca uznał treść pisma za bardzo stanowczą. O sprawie powiedział „Kronen Zeitung”, że skontaktował się już z poradą prawną ÖAMTC oraz adwokatem. Otrzymał przy tym radę, aby na razie nie płacić i poczekać, czy właściciel terenu rzeczywiście zdecyduje się skierować sprawę do sądu.
Stacja benzynowa ma własne zasady. Kierowcy mogą ich nie zauważyć
Właściciel terenu tłumaczy, że nie chodzi o przypadkową karę. Jego zdaniem jest to prywatna posesja, z której mogą korzystać klienci faktycznie tankujący paliwo. Problem w tym, że na terenie stacji obowiązuje zakaz między innymi przejazdu, zawracania czy zatrzymywania się bez tankowania. Nie można też wjeżdżać wyłącznie po to, aby sprawdzić ceny paliwa. Według właściciela kierowcy mogą zobaczyć ceny bezpośrednio z drogi, dlatego nie ma potrzeby wjeżdżania na teren obiektu.
Małe znaki i kamery. Właściciel dokładnie wie, kto wjechał
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów sprawy są oznaczenia znajdujące się przy wjeździe. Z relacji osób, które otrzymały wezwania do zapłaty, wynika, że tablice z informacją o zasadach są stosunkowo małe i znajdują się w miejscu, które łatwo przeoczyć.
Teren jest jednocześnie monitorowany kamerami. Dzięki temu właściciel może sprawdzić, jaki samochód wjechał na posesję, jak długo na niej przebywał i czy kierowca zatankował. To właśnie w ten sposób możliwe było ustalenie, że wspomniany kierowca spędził na terenie stacji zaledwie 88 sekund.
Nie tylko jeden kierowca dostał rachunek
Przypadek Jakoba P. nie jest odosobniony. Jak podaje portal tz, inna kierująca opowiedziała o podobnej sytuacji. Wraz z mężem zatrzymała się na terenie stacji podczas podróży motocyklami, traktując miejsce jako krótki punkt odpoczynku. Również ona otrzymała żądanie zapłaty. Jak wynika z jej relacji, operator przesłał następnie kolejne wezwanie, w którym zaproponował nawet możliwość rozłożenia należności na raty.
Cała historia ma jeszcze jeden nietypowy element. Sama stacja benzynowa została już zamknięta. Nie oznacza to jednak, że teren stał się dostępny dla kierowców. Zakaz wjazdu nadal obowiązuje, a monitoring ma działać aż do końca 2026 roku. Oznacza to, że osoba, która wjedzie tam samochodem bez tankowania, nadal może narazić się na wezwanie do zapłaty.
Ekspert: takich przypadków może być więcej
Austriacka Izba Gospodarcza zwraca uwagę, że podobne sytuacje nie są zupełnie wyjątkowe. Michael Steinparzer z właściwej grupy ds. transportu i ruchu przyznał w rozmowie z „Kronen Zeitung”, że istnieją stacje benzynowe, których właściciele mają tak duże problemy z kierowcami wykorzystującymi ich teren, że próbują rozwiązywać je właśnie w ten sposób. Nie oznacza to jednak automatycznie, że każda otrzymana płatność jest zasadna.
Dostałeś takie wezwanie? Nie płać od razu
Osoby, które otrzymają podobną należność, powinny przede wszystkim dokładnie sprawdzić, na jakiej podstawie właściciel żąda pieniędzy. Austriacka Izba Gospodarcza zaleca, aby nie płacić pochopnie i w razie wątpliwości skorzystać z pomocy prawnej. Wśród wskazywanych instytucji znajdują się m.in. Verein für Konsumenteninformation, Arbeiterkammer, ÖAMTC oraz ARBÖ. Przeczytaj także: 20 tys. euro za holowanie auta po wypadku. Kierowca elektryka nie mógł uwierzyć w rachunek
A jak wygląda sytuacja w Polsce i Niemczech?
Sama zasada nie jest całkowicie obca także w innych krajach. W Niemczech właściciel prywatnego terenu może określić zasady korzystania z posesji i wykluczyć z niej osoby, które nie przestrzegają warunków. Nie oznacza to jednak, że każda opłata jest automatycznie legalna. Warunki korzystania z terenu powinny być odpowiednio widoczne, a ewentualna kara umowna musi mieć podstawę w obowiązujących zasadach.
Dlatego w podobnej sytuacji kluczowe znaczenie mogą mieć szczegóły: jak wyglądały oznaczenia przy wjeździe, jakie zasady obowiązywały na terenie posesji i czy kierowca rzeczywiście zaakceptował warunki korzystania z niej.
