Przejdź do treści

Niemieccy przedsiębiorcy ujawnili, jak decyzje Berlina i Brukseli wykańczają ich firmy

Tagi:
28/07/2025 20:02 - AKTUALIZACJA 04/08/2025 08:19
Decyzje Berlina i Brukseli wykańczają niemieckie firmy.

Decyzje Berlina i Brukseli wykańczają niemieckie firmy – W Niemczech narasta bunt wśród przedsiębiorców. Choć politycy nieustannie powtarzają o konieczności redukcji biurokracji, a Unia Europejska podjęła niedawno konkretne kroki w tym kierunku, właściciele firm biją na alarm: „To już nie do wytrzymania”. W rozmowach z portalem t-online.de przedstawiciele niemieckiego biznesu ujawnili, jak unijne i krajowe przepisy tłamszą gospodarkę – i dlaczego ich nadzieje na realne zmiany są coraz słabsze.

Decyzje Berlina i Brukseli wykańczają niemieckie firmy

Wypowiedzi niemieckich przedsiębiorców pokazują, jak ogromne są oczekiwania wobec rządu w Berlinie i instytucji unijnych. Szczególnie firmy małe i średnie odczuwają rosnące obciążenia związane z dokumentacją, kontrolami, zgodnością z regulacjami dotyczącymi ochrony danych, zrównoważonego rozwoju czy cyberbezpieczeństwa.

Biurokracja to dziś nie margines działalności, lecz jedna z największych przeszkód dla rozwoju firmy – powiedział Wolfgang Steiger, sekretarz generalny Rady Gospodarczej CDU. Jego organizacja przygotowała dla t-online analizę zawierającą 18 stron przykładów zbędnych lub absurdalnych przepisów.
Przeczytaj także: Znana sieć fast foodów zamyka wszystkie lokale w Niemczech. Powodem wielomilionowe dług

UE zapowiada zmiany. Ale czy wystarczające?

W maju Parlament Europejski przyjął pakiet „Omnibus IV”, który ma na celu uproszczenie szeregu regulacji. Znajdują się w nim m.in. złagodzenie obowiązków wynikających z unijnej dyrektywy o łańcuchach dostaw, ograniczenie raportowania w zakresie zrównoważonego rozwoju oraz uproszczenie przepisów przy imporcie towarów energochłonnych, takich jak stal czy nawozy.

Dzięki tym zmianom tylko najwięksi importerzy mają być zobowiązani do prowadzenia szczegółowej dokumentacji śladu węglowego – obecnie wymagania te obejmują wszystkich. Nowe przepisy mają wejść w życie w przyszłym roku, pod warunkiem że zgodzą się na nie wszystkie państwa członkowskie UE.

Przykłady z życia: jeden pracownik tylko do papierologii

O jakich konkretnie problemach mówią niemieccy przedsiębiorcy? Głos zabrał m.in. Haiko Schulz, dyrektor instytutu badawczego Filk Freiberg, który zajmuje się testowaniem materiałów. – Nowa unijna regulacja o wylesianiu nakłada obowiązek śledzenia pochodzenia surowców. W przypadku materiałów używanych do renowacji zabytków koszt weryfikacji może przekroczyć wartość samego zamówienia – mówi Schulz. Dodaje, że nierówne traktowanie produktów przetworzonych i nieprzetworzonych w przepisach oznacza poważną przewagę konkurencyjną dla importerów spoza UE.

Jeszcze większym problemem okazuje się ochrona danych – wynika z raportu opublikowanego prze t-online.de. Instytut Filk jako organizacja non-profit nie ma możliwości pokrycia kosztów spełniania wymogów RODO z dotacji projektowych. Schulz szacuje, że w jego instytucie jeden z 140 pracowników będzie musiał zajmować się wyłącznie dokumentacją wymaganą przez trzy kluczowe unijne regulacje – o wylesianiu, ochronie danych oraz cyberbezpieczeństwie (dyrektywa NIS-2).
Przeczytaj także: Niemiecki gigant ogłosił upadłość. Posiada oddziały w Polsce, USA, Chinach i Indiach

Problem nie tylko w politykach

Co ciekawe, przedsiębiorcy zauważają, że część problemu nie pochodzi tylko od polityków, ale też z wnętrza samego rynku. Duże firmy, w obawie przed ryzykiem prawnym, wymagają od swoich dostawców coraz bardziej szczegółowej dokumentacji. To prowadzi do efektu domina – nawet małe podmioty muszą dostosować się do standardów wielkich koncernów, choć nie mają do tego zasobów.

Choć unijny pakiet Omnibus IV został dobrze przyjęty, zarówno przez przedsiębiorców, jak i niektóre frakcje w europarlamencie, pojawiają się głosy, że to za mało i zbyt późno. Niemieccy przedsiębiorcy apelują do rządu kanclerza Friedricha Merza, by Berlin głośniej zabierał głos w Brukseli i skutecznie bronił interesów niemieckiego przemysłu.
Mam nadzieję, że rząd federalny nie ograniczy się tylko do wygłaszania deklaracji, ale naprawdę zacznie działać. Choć szczerze mówiąc – moja wiara w to jest niewielka – mówi Haiko Schulz.
Przeczytaj także: Giganci rynku buntują się przeciw przepisom UE. Mercedes, Lufthansa i Philips mówią o „zabójczej ustawie”

Nie wszyscy się cieszą: organizacje ekologiczne ostro krytykują

Tymczasem osiem organizacji ekologicznych i społecznych, w tym ClientEarth, Friends of the Earth Europe i Clean Clothes Campaign, złożyło skargę do Europejskiej Rzeczniczki Praw Obywatelskich. Ich zdaniem Komisja Europejska w sposób nieprzejrzysty i pospieszny osłabia kluczowe przepisy klimatyczne i społeczne.
Przedstawiciel organizacji Misereor ostrzega: – Komisja sięga po piłę łańcuchową, zanim nowe prawo w ogóle zaczęło obowiązywać. Eurodeputowany SPD René Repasi dodaje: – Bez mechanizmów egzekucji, takich jak odpowiedzialność cywilna, obowiązki firm pozostaną martwym prawem.

Co dalej? Decyzja należy do krajów UE

To, czy zmiany przyniosą rzeczywiste odciążenie dla biznesu, zależy teraz od decyzji krajów członkowskich UE. Bez ich zgody pakiet Omnibus IV nie wejdzie w życie. Przedsiębiorcy mają nadzieję, że to dopiero początek większej reformy, ale obawiają się, że realne zmiany mogą znów ugrzęznąć w papierologii – tej samej, którą tak usilnie próbują zredukować.