
Europa zwiększa produkcję broni. Europejski przemysł zbrojeniowy przeżywa prawdziwy boom. Zamówienia liczone są w dziesiątkach miliardów euro, fabryki pracują na coraz większych obrotach, a inwestorzy liczą na dalszy wzrost. Jest jednak problem, o którym jeszcze niedawno mówiło się znacznie mniej. Wojna w Ukrainie coraz mocniej wychodzi poza linię frontu, a miejsca związane z produkcją, magazynowaniem i transportem uzbrojenia mogą stać się elementem nowego rodzaju zagrożenia.

Europa zwiększa produkcję broni. Pojawia się nowe ryzyko
Akcje europejskich koncernów zbrojeniowych przez długi czas były postrzegane przez inwestorów jako stosunkowo bezpieczny sposób na skorzystanie z rosnących wydatków obronnych. Wojna w Ukrainie spowodowała gwałtowny wzrost zamówień, państwa NATO zwiększają budżety wojskowe, a europejskie firmy otrzymują kontrakty sięgające miliardów euro. Coraz wyraźniej widać jednak, że rozbudowa przemysłu obronnego oznacza również pojawienie się nowych zagrożeń.
Pokazały to wydarzenia z ostatnich tygodni. W europejskich zakładach związanych z produkcją i magazynowaniem amunicji doszło do pożarów i eksplozji. W Niemczech z kolei udaremniono incydent z dronem wyposażonym w materiały wybuchowe. Nie oznacza to automatycznie, że wszystkie te wydarzenia mają wspólne źródło. Pokazują jednak, jak bardzo zmieniło się otoczenie, w którym funkcjonuje europejski przemysł zbrojeniowy.
Eksplozja w fabryce amunicji we Włoszech
13 sierpnia doszło do poważnego pożaru w fabryce KNDS Ammo Italy w Colleferro, około 40 kilometrów na południowy wschód od Rzymu. Pożar dotarł do części zakładu, w której przetwarzany jest proch. Następnie doszło do potężnej eksplozji, której odgłos był słyszalny z dużej odległości. Nad zakładem pojawiła się ogromna chmura dymu. Na szczęście 24 pracowników udało się wcześniej ewakuować. Nikt nie został ranny.
Zakład produkuje między innymi amunicję średniego i dużego kalibru dla wojsk lądowych i morskich, a także stałe materiały pędne. KNDS Ammo Italy należy do niemiecko-francuskiego koncernu KNDS, znanego między innymi z produkcji czołgów Leopard 2 oraz armatohaubic PzH 2000. Firma jest także jednym z dostawców uzbrojenia dla Ukrainy. Przedsiębiorstwo poinformowało, że okoliczności zdarzenia są badane. Na tym etapie nie podano potwierdzonych informacji dotyczących przyczyny ani dokładnego przebiegu eksplozji.
KNDS miało wejść na giełdę. IPO zostało przełożone
Wydarzenia we Włoszech nabierają dodatkowego znaczenia z punktu widzenia inwestorów. KNDS jeszcze niedawno było jednym z najważniejszych kandydatów do debiutu giełdowego w Europie. Spółka planowała wejście na parkiety we Frankfurcie i Paryżu.
Zgodnie z planami niemieccy właściciele rodzinni oraz państwo francuskie mieli sprzedać inwestorom po 10 proc. udziałów. Jednocześnie niemiecki rząd planował przejąć pozostałe 40 proc. należące do niemieckich właścicieli. W efekcie Niemcy i Francja miały stać się równorzędnymi państwowymi udziałowcami koncernu.
Debiut został jednak na początku lipca przełożony z powodu trudnych warunków rynkowych. Nie oznaczało to rezygnacji z planów. Prezes rady administracyjnej KNDS Tom Enders jeszcze na początku sierpnia podkreślał, że wejście na giełdę pozostaje jednym z najważniejszych celów firmy. KNDS jest dobrym przykładem szerszego zjawiska.
Europejskie państwa zwiększają wydatki na obronność, a koncerny zbrojeniowe otrzymują gigantyczne zamówienia. Jednocześnie inwestorzy muszą brać pod uwagę ryzyko, którego jeszcze kilka lat temu nie uwzględniano w takim stopniu. Produkcja broni może bowiem sama stać się elementem konfliktu.
Najpierw Bułgaria, później Włochy
Podobne zdarzenie miało miejsce w Bułgarii, zaledwie kilka dni przed eksplozją we Włoszech. Na terenie zakładów bułgarskiej firmy EMCO w Belitsy doszło do pożaru. Według wstępnych informacji ogień pojawił się przy ciężarówce podczas dostawy paliwa, a następnie przeniósł się na magazyn amunicji.
Doszło do eksplozji, a z okolicy ewakuowano około 300 osób. Także w tym przypadku nie odnotowano ofiar. EMCO jest istotnym producentem uzbrojenia i amunicji, a firma dostarcza sprzęt między innymi na potrzeby Ukrainy.
Jej właściciel, bułgarski przedsiębiorca Emilian Gebrew, już wcześniej znajdował się w centrum zainteresowania służb. W 2015 roku padł ofiarą zatrucia. Bułgarskie śledztwa łączyły później ten przypadek z rosyjskimi strukturami wywiadowczymi. Również wcześniejsze eksplozje w bułgarskich magazynach amunicji były przedmiotem dochodzeń dotyczących możliwego udziału Rosji.
Kolejne eksplozje zmieniły sytuację
Na tym jednak sprawa się nie zakończyła. 11 i 12 września 2026 roku doszło do kolejnych eksplozji w zakładach EMCO, tym razem w pobliżu Tsareva Livada. W przypadku najnowszego incydentu operator oficjalnie przyjął założenie, że mogło dojść do celowego aktu sabotażu. To istotna zmiana, ponieważ wcześniejsze zdarzenie w Belitsy początkowo przedstawiano jako wypadek.
Nie oznacza to jednak, że można automatycznie uznać wszystkie europejskie pożary i eksplozje w zakładach zbrojeniowych za rosyjskie działania sabotażowe. Przyczyny poszczególnych zdarzeń wymagają osobnego ustalenia. Jednocześnie seria incydentów pokazuje, jak ważnym elementem bezpieczeństwa stała się infrastruktura przemysłu obronnego.
Podejrzany dron na lotnisku w Lipsku
Jeszcze inny przypadek miał miejsce w Niemczech. Na początku sierpnia na lotnisku Lipsk/Halle znaleziono drona wyposażonego w materiały wybuchowe. Urządzenie znajdowało się w zabezpieczonej części strefy cargo. Szczególnie istotny był fakt, że w pobliżu znajdował się ukraiński samolot transportowy.
Niemiecki minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt mówił wówczas o nowej sytuacji zagrożenia. Według śledczych sposób przeprowadzenia operacji wskazywał na profesjonalne przygotowanie. Incydent został udaremniony, ale jego znaczenie wykracza poza samo lotnisko. Pokazuje bowiem, że infrastruktura wykorzystywana do transportu pomocy wojskowej może znajdować się w centrum zainteresowania osób prowadzących działania o charakterze sabotażowym.
Wojna nie kończy się na linii frontu
To właśnie tutaj pojawia się najważniejsza zmiana dla europejskiej gospodarki. Wojna w Ukrainie nie dotyczy już wyłącznie miejsc, w których prowadzone są bezpośrednie działania zbrojne. Łańcuch dostaw związany z pomocą wojskową rozciąga się przez dużą część Europy.
Amunicja musi zostać wyprodukowana, następnie przewieziona, zmagazynowana i przetransportowana dalej. Broń może trafiać do centrów logistycznych, na lotniska, do portów oraz na dworce i drogi wykorzystywane przez transport wojskowy. Włochy, Bułgaria czy Niemcy znajdują się geograficznie daleko od ukraińskiego frontu. Z punktu widzenia logistyki wojennej ich znaczenie jest jednak znacznie większe. To sprawia, że fabryki, magazyny i szlaki transportowe stają się częścią infrastruktury, której bezpieczeństwo ma znaczenie nie tylko gospodarcze.
Inwestorzy nadal widzą ogromny potencjał
Mimo nowych zagrożeń zainteresowanie europejskim sektorem obronnym pozostaje wysokie. Analitycy zwracają uwagę przede wszystkim na gigantyczne portfele zamówień największych producentów. Europejskie państwa przez lata ograniczały wydatki na obronność, a teraz próbują szybko zwiększyć zdolności wojskowe – podaje Focus.
Rheinmetall ma portfel zamówień sięgający około 80 miliardów euro. W przypadku Hensoldta wartość zamówień po raz pierwszy przekroczyła 10 miliardów euro. To właśnie perspektywa wieloletnich kontraktów jest jednym z głównych argumentów przemawiających za zainteresowaniem inwestorów tym sektorem. Jednocześnie notowania spółek zbrojeniowych nie są odporne na zmienność rynku.
Analitycy prezentują różne opinie dotyczące przyszłych wycen. Przykładowo Jefferies podniosło w sierpniu cenę docelową Rheinmetallu z 1300 do 1350 euro, utrzymując rekomendację „Buy”. JPMorgan zachował natomiast rekomendację „Neutral” z ceną docelową 1350 euro. W przypadku Hensoldta JPMorgan zwiększył cenę docelową z 85 do 100 euro. Różnice w ocenach pokazują, że nawet przy bardzo wysokich zamówieniach sektor nie jest wolny od ryzyka inwestycyjnego.
Rüstung boom ma również swoją ciemną stronę
Przez ostatnie lata inwestorzy patrzyli na firmy zbrojeniowe przede wszystkim przez pryzmat rosnących budżetów obronnych, wojny w Ukrainie oraz zwiększających się zamówień. Teraz pojawia się kolejny element tej układanki.
Producent broni nie jest wyłącznie przedsiębiorstwem korzystającym na wzroście wydatków wojskowych. Jego zakłady mogą wymagać szczególnej ochrony, podobnie jak magazyny, centra logistyczne oraz transporty. Dla inwestorów oznacza to dodatkowe pytania.
Czy fabryki są odpowiednio zabezpieczone? Czy firma posiada alternatywne zakłady produkcyjne? Jak odporne są jej łańcuchy dostaw? Czy w przypadku sabotażu produkcja może zostać szybko przeniesiona? Jak duże mogą być straty wynikające z przerw w działalności? To ryzyka, które w tradycyjnych analizach przemysłu mogą mieć mniejsze znaczenie. W przypadku przedsiębiorstw produkujących uzbrojenie zaczynają jednak odgrywać coraz większą rolę. Przeczytaj także: Niemiecki gigant o krok od umowy. Z taśm znikną auta, ruszy produkcja dla izraelskiej zbrojeniówki
Europa zwiększa produkcję broni i stoi przed nową rzeczywistością
Europa chce produkować więcej broni i amunicji. Wojna w Ukrainie oraz zmieniająca się sytuacja bezpieczeństwa sprawiają, że popyt na produkty przemysłu obronnego pozostaje wysoki. Jednocześnie im większa skala produkcji, tym większe znaczenie mają fabryki, magazyny i trasy transportowe. To tworzy paradoks. Firmy zbrojeniowe mogą korzystać gospodarczo na wzroście wydatków obronnych, ale jednocześnie ich infrastruktura może być bardziej narażona na działania zakłócające.
Dlatego przy ocenie tego sektora nie wystarczy już patrzeć wyłącznie na wartość zamówień i przyszłe przychody. Coraz większego znaczenia nabierają również bezpieczeństwo fizyczne zakładów, odporność łańcuchów dostaw oraz ryzyko związane z wojną hybrydową.
Europejski boom zbrojeniowy trwa. Jednak wydarzenia ostatnich tygodni pokazują, że wraz z miliardowymi kontraktami pojawia się także zupełnie nowa kategoria ryzyka — taka, której nie da się łatwo wpisać w tabelę z prognozowanymi przychodami.
