
Niemcy łamią wielką obietnicę daną światu. Między suchymi liczbami nowego niemieckiego budżetu kryje się decyzja, która może mieć globalne konsekwencje. To nie jest zwykłe cięcie ani księgowy kompromis. Berlin właśnie wycofuje się z obietnicy, którą publicznie – i uroczyście – złożył światu. Obietnicy, od której zależy przyszłość milionów ludzi i wiarygodność Zachodu w walce z największym kryzysem XXI wieku. Co dokładnie Niemcy obiecały i dlaczego teraz się z tego wycofują?

Niemcy łamią wielką obietnicę daną światu
W 2021 roku kanclerz Angela Merkel zadeklarowała, że Niemcy przeznaczą 6 miliardów euro rocznie na międzynarodową pomoc klimatyczną. Obietnicę tę później potwierdził Olaf Scholz. Był to sygnał: Europa nie odwraca się od krajów rozwijających się, bierze współodpowiedzialność za globalne skutki zmian klimatycznych. Jednak w najnowszym projekcie budżetu na 2026 rok próżno szukać realizacji tego celu. Kwoty przeznaczone na ochronę klimatu za granicą zostały zamrożone lub zredukowane, a niektóre pozycje wręcz wyraźnie okrojone.
Choć międzynarodowe finansowanie klimatyczne składa się z wielu pozycji budżetowych, trzy najważniejsze pokazują wyraźny trend:
- Inwestycje na rzecz ochrony klimatu i bioróżnorodności za granicą – 635 mln euro. Tyle samo co w 2025, ale mniej niż w 2024 (702 mln euro).
- Wpłaty do międzynarodowych funduszy klimatycznych – 729 mln euro, co oznacza spadek względem 2025 (751 mln) i znaczną redukcję w porównaniu z 2024 (892 mln).
- Budżet na „międzynarodową transformację” – 100 mln euro, bez zmian.
To wszystko razem wzięte nie wystarcza, by osiągnąć ambitny próg sześciu miliardów euro. Organizacje pozarządowe nie mają wątpliwości: Niemcy nie dotrzymają danego słowa. Przeczytaj także: Niemcy pogrążone w recesji. Gospodarka skurczyła się mocniej, niż sądzono – nowe dane zaskoczyły ekspertów
„Fatalny sygnał dla świata”
„To fatalny sygnał dla krajów rozwijających się, które najbardziej odczuwają skutki zmian klimatu i liczyły na solidarność bogatych państw” – mówi Sarah Zitterbarth z Greenpeace. Jak podaje Focus, już w przypadku budżetu na 2025 rok organizacje takie jak Oxfam prognozowały, że Niemcy osiągną poziom zaledwie 5,1–5,4 miliarda euro. W 2026 roku może być jeszcze gorzej.
Co gorsza, to nie jednorazowe cięcie – z planów rządu wynika, że budżet Ministerstwa Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (BMZ), które odpowiada za większość klimatycznego wsparcia, będzie stopniowo maleć: z 10,3 mld euro w 2025 do 9,27 mld w 2029.
Berlin nie jest sam. Ale to nie usprawiedliwienie
Również inne państwa Zachodu idą tą samą drogą: USA, Wielka Brytania, Francja czy Holandia także ograniczają swoje budżety rozwojowe. Problem polega na tym, że to właśnie bilateralne wsparcie – bezpośrednie przelewy między krajami – stanowiło dotąd około ⅓ całego celu 100 miliardów dolarów rocznie, które kraje rozwinięte miały przeznaczać na globalną pomoc klimatyczną.
A ambicje są jeszcze większe. Na szczycie klimatycznym COP29 w Baku w listopadzie 2024 roku państwa ustaliły nowy cel: 300 miliardów dolarów rocznie do 2035 roku. Aby go osiągnąć, kraje musiałyby zwiększać finansowanie o 7% rocznie. Trend idzie jednak w przeciwnym kierunku.
