
Alarm tuż za niemiecką granicą: Ten produkt to dla wielu osób nieodłączny element walki z katarem i zatkanym nosem. Preparat działa szybko – obkurcza naczynia krwionośne w błonie śluzowej i ułatwia oddychanie. Wydaje się niegroźny, ale eksperci ostrzegają: nadmierne używanie sprayu do nosa może prowadzić do uzależnienia. Właśnie dlatego w Danii coraz głośniej mówi się o konieczności wycofania go ze sprzedaży w supermarketach.

Alarm tuż za niemiecką granicą
W Danii spray do nosa dostępny jest nie tylko w aptekach, ale również na stacjach benzynowych, w kioskach i sklepach spożywczych. Jak podaje Duńskie Stowarzyszenie Farmaceutów, od początku XXI wieku sprzedaż tego produktu prawie się potroiła – z 1,5 mln opakowań w 2000 roku do niemal 4 mln obecnie. Podobny trend obserwuje się także w Norwegii, gdzie co roku sprzedaje się około 9 mln opakowań.
Przeczytaj także: Kłopoty popularnej sieci supermarketów. Sklepom grozi zamknięcie
Eksperci ostrzegają, że tak łatwa dostępność sprawia, iż spray traktowany jest jak zwykły produkt codziennego użytku, a nie lek, który powinien być stosowany krótko i z umiarem.
Czy spray do nosa uzależnia?
Specjaliści nie mają wątpliwości, że nadużywanie sprayów obkurczających śluzówkę może prowadzić do problemów zdrowotnych. Wśród konsekwencji wymienia się:
- przewlekłe zapalenie zatok,
- bóle głowy,
- bezsenność,
- rozdrażnienie,
- a nawet stany lękowe jako objawy odstawienia.
Lekarze z kopenhaskiego Rigshospitalet przyznają, że co tydzień trafia do nich kilkanaście osób z problemami wynikającymi z niewłaściwego stosowania sprayów do nosa.
Postulat lekarzy: spray tylko w aptekach
Farmaceuci i laryngolodzy z Danii apelują, aby spray do nosa był sprzedawany wyłącznie w aptekach. Ich zdaniem umieszczanie go „między słodyczami a tabletkami na gardło” wysyła mylne sygnały i sprawia, że konsumenci bagatelizują ryzyko, podaje hna.de.
Dr Kasper Aanæs, ordynator z kopenhaskiego szpitala, podkreśla, że „istnieje wyraźny problem nadużywania” i to właśnie lekarze coraz częściej muszą mierzyć się z konsekwencjami takiego stosowania. Zobacz też: Kupujesz te produkty jesienią? Nigdy więcej nie powinieneś tego robić
Producenci się bronią
Firmy farmaceutyczne, takie jak Haleon (Otrivin) czy Orifarm (Zymelin), odpierają zarzuty. Twierdzą, że na opakowaniach i ulotkach wyraźnie wskazana jest maksymalna długość kuracji. Duńska Agencja Leków zapowiada jednak, że będzie uważnie analizować problem i gromadzić dodatkowe dane.
